Forum POLITYKA 2o Strona Główna POLITYKA 2o
Twoje zdanie o...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Wiadomości - materiały Gabree
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 24, 25, 26  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLITYKA 2o Strona Główna -> Felietony, Ciekawe Artykuły,
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Śro 14:26, 02 Maj 2007    Temat postu:

Potrzebna jest ustawa o odpowiedzialności finansowej sędziów, prokuratorów i urzędników skarbowych. Posłowie koalicji, jak i opozycji są w tej sprawie jednomyślni. Według nich, błędne decyzje wydawane przez wymiar sprawiedliwości i fiskusa, które doprowadzają do upadku przedsiębiorstwa, to bardzo często działanie na zlecenie
Zniszczyli? Niech płacą!!!!!!!!!!


"JTT Computer", "Bestcom", "Centrozap" - to tylko część firm, które mogłyby stanowić wizytówkę polskiej przedsiębiorczości w UE. Mogłyby, gdyby nie to, że błędne i nieuprawnione działania prokuratury i fiskusa doprowadziły do ich upadłości. Choć wiele wskazuje na to, iż niszcząc polskie przedsiębiorstwa, urzędnicy realizowali zlecenia konkurencji, to nadal pozostają bezkarni. Posłowie zarówno koalicji, jak i opozycji chcą przygotowania projektu ustawy o odpowiedzialności finansowej sędziów, prokuratorów i urzędników skarbowych, aby do takich sytuacji więcej nie dochodziło. Taka ustawa może być czytelnym sygnałem, że rząd, który tak troszczy się o interesy pracownicze, zaczął wreszcie dbać i o prawa polskich pracodawców.

- W najbliższym czasie wniosę na prezydium sejmowej Komisji Rozwoju Przedsiębiorczości kwestię przygotowania projektu ustawy o odpowiedzialności finansowej pracowników instytucji skarbowo-podatkowych, sędziów i prokuratorów za podejmowane decyzje - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" poseł Andrzej Liss (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Rozwoju Przedsiębiorczości.
O konieczności przygotowania projektu ustawy o odpowiedzialności finansowej urzędników fiskusa, prokuratury i sędziów, których błędne i nieuzasadnione decyzje doprowadziły do upadku polskich przedsiębiorstw lub wywarły negatywny wpływ na ich sytuację finansową, mówiono w kuluarach Sejmu już dużo wcześniej. Na słowach jednak zazwyczaj się kończyło. Teraz jednak - jak zapewnia poseł Liss - sytuacja ma się zmienić. Zadeklarował on, że zwróci się do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry z zapytaniem, czy prace nad takim projektem ustawy są realizowane w tym resorcie, a jeśli nie - wówczas kwestią przygotowania projektu ustawy o odpowiedzialności finansowej zajmie się prezydium Komisji Rozwoju Przedsiębiorczości.
Ustawa o odpowiedzialności finansowej miałaby obejmować jedynie tych przedstawicieli instytucji państwowych, których działania doprowadziłyby do upadku przedsiębiorstwa i zostały uznane przez niezawisły sąd za błędne lub pochopne. Projektu ustawy jeszcze nie ma, są jednak zapewnienia parlamentarzystów o woli szybkiego jej przygotowania i - co najważniejsze - taką wolę wyrażają nie tylko przedstawiciele całej prawej strony parlamentu: PiS i LPR, ale także PO. - Zawsze byłem orędownikiem wprowadzenia odpowiedzialności urzędników za podejmowane decyzje. Chodzi o to, żeby urzędnik, sędzia, prokurator zastanawiał się nad konsekwencjami swojej decyzji, nie podejmował jej pochopnie. Nie może być tak, że nikt nie poniesie konsekwencji za zniszczenie przedsiębiorstwa sprawnie i legalnie funkcjonującego w Polsce. Taka ustawa to zdecydowanie dobry pomysł - zauważa poseł Sebastian Karpiniuk (PO), członek sejmowej Komisji Ustawodawczej.
- W ciągu ostatnich lat wiele dobrych polskich firm zostało zniszczonych decyzjami sędziów, prokuratorów czy fiskusa - mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" poseł Julia Pitera (PO), zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. I wymienia: sprawa Romana Kluski, sprawa "Bestcomu", sprawa "JTT Computer" czy "Centrozapu"... Takich przypadków, kiedy to nieuprawnione, przedwczesne działania czy to urzędów skarbowych, czy prokuratury zachwiały pozycją firmy na rynku, czy też doprowadziły do jej upadłości, w ostatnich latach nie brakowało. Ewentualne wielomilionowe odszkodowania wypłaca nader niechętnie, po decyzji sądu Skarb Państwa - urzędnicy pozostają bezkarni.
- Dzisiaj mamy w Polsce regulujące tę sprawę przepisy kodeksu postępowania administracyjnego, ale są one niestety martwe. Zmienić należy kulturę prawną, ale też trzeba by rozważyć konieczność wprowadzenia zmian w polskim prawie. I to niezwłocznie - przyznaje poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka.
Już za poprzedniej kadencji Sejmu Komisja Gospodarki przekazała na ręce rządu dezyderat, w którym stanowczo domagała się wprowadzenia ustawowej odpowiedzialności urzędników za błędne decyzje o poważnych konsekwencjach dla przedsiębiorstw, a przede wszystkim twardego trzymania się podstawowej zasady, że "to, co nie jest zakazane, jest dozwolone". Ograniczałoby to dowolną interpretację przepisów urzędników, syndyków, sędziów i prokuratorów opierających się na własnym widzimisię czy też równie skandalicznym twierdzeniu "o doświadczeniu życiowym" zastępującym niekiedy prawne uzasadnienie podejmowanych decyzji. "Doświadczeniu życiowym" sięgającym... czasów PRL, kiedy to każdy prowadzący własną działalność gospodarczą traktowany był jak przestępca. Mimo niezwykle twardego stanowiska komisji odpowiadający za gospodarkę wicepremier Jerzy Hausner (SLD) odrzucił ten wniosek, argumentując, iż przyjęcie takiej regulacji zmniejszyłoby wpływy do budżetu państwa (sic!).Warto przypomnieć, że w 2002 roku błędne decyzje skarbowe opiewały na kwotę 2 mld złotych.

Upadłość w interesie konkurencji
- Przypadki zwykłej nieudolności oczywiście się zdarzają, ale najczęściej błędne decyzje prokuratorów i urzędników, które doprowadzają do upadku przedsiębiorstwo, to działanie na zlecenie - uważa poseł Julia Pitera. Parlamentarzyści przypominają o głośnej sprawie sędziego Dariusza Czajki, który pospiesznie i nierzetelnie wyrokował o upadłości wielu firm, a aktywa zniszczonych w ten sposób przedsiębiorstw trafiały do firm... z nim powiązanych.
- Wymiar sprawiedliwości czy urzędnicy skarbowi powinni ponosić konsekwencje w przypadkach, gdy ich działania doprowadzą do upadku przedsiębiorstwa. Zdarzyło się już zbyt wiele przypadków błędnych decyzji prokuratur, urzędów skarbowych, które w efekcie zniszczyły rozwijające się polskie firmy, by teraz przejść wobec tego obojętnie - uważa poseł Tomasz Górski (PiS) z sejmowej Komisji ds. Kontroli Państwowej.
Wrocławska firma "JTT" upadła, gdy zainteresował się nią fiskus i prokuratura. Ostatecznie sąd uniewinnił kierownictwo firmy, a jesienią ubiegłego roku przyznał właścicielom "JTT Computer" blisko 40 mln zł odszkodowania. Funkcjonujący na polskim rynku prawie pięćdziesiąt lat "Centrozap" upadł w 2004 roku - również w wyniku bezprawnych działań urzędników, którzy zarzucali firmie, że jej działania handlowe były pozorne i miały na celu wyłudzenie podatku VAT. Poznański "Bestcom" upadł w październiku 2006 roku po tym, jak wrocławska prokuratura zatrzymała pod zarzutem "przestępczości zorganizowanej" i bezpodstawnie przetrzymała przez ponad siedem miesięcy w areszcie prezesów tej firmy. Prokuratura Krajowa dopatrzyła się szeregu nieprawidłowości i nakazała natychmiastowe zwolnienie zatrzymanych, dyscyplinarnie ukarano też czterech odpowiedzialnych za nieprawidłowy nadzór prokuratorów. Działania wrocławskiej prokuratury i to, czy nie była ona inspirowana czynnikami zewnętrznymi - jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy - analizują służby specjalne.

Ze stratą dla Polski
Szefostwu "Centrozapu" udało się doprowadzić do upadłości układowej, firma powoli dźwiga się z "kolan", właściciele "JTT Computer" próbują - choć już nie na taką skalę jak wcześniej - odbudować zniszczoną firmę. Podobne marzenia mają również prezesi i udziałowcy zniszczonego przez prokuraturę "Bestcomu". Jak mówią, "mają po trzydzieści lat i chcą żyć, funkcjonować i pracować, dawać pracę w Polsce, bo to ich kraj". Bezdusznym urzędnikom nie udało się ich złamać. Jednak ilu młodych przedsiębiorców zniechęconych czy wręcz "załatwionych" przez niekompetentnych urzędników opuściło Polskę i inwestuje w Irlandii lub Wielkiej Brytanii? Takich statystyk nikt nie prowadzi, a szkoda, bo mogłyby dać dużo do myślenia rządzącym.
Wojciech Wybranowski
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Śro 14:31, 02 Maj 2007    Temat postu:

3 maja prezydent Lech Kaczyński odznaczy pośmiertnie ppłk. Łukasza Cieplińskiego, prezesa IV Zarządu Głównego WiN, najwyższym polskim odznaczeniem - Orderem Orła Białego. Poniżej publikujemy artykuł przybliżający postać tego patrioty, zasłużonego dla niepodległej Polski, skazanego na śmierć przez reżim PRL
Świadectwo i testament Polski Walczącej!!

Grypsy Łukasza Cieplińskiego z celi śmierci

Wieczorem 1 marca 1951 r. w głównej katowni bezpieki, w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, zostało straconych z wyroku komunistycznej władzy siedmiu członków IV Zarządu Głównego podziemnej organizacji niepodległościowej "Wolność i Niezawisłość" z prezesem Łukaszem Cieplińskim na czele.

Podpułkownik Łukasz Ciepliński ps. "Pług" był nietuzinkową postacią obu okupacji: niemieckiej i sowieckiej. Już w 1939 r. jako młody 26-letni podporucznik dowodząc kompanią 62. Pułku Piechoty miał zostać odznaczony na polu bitwy przez gen. T. Kutrzebę orderem Virtuti Militari. Po przegranej kampanii wrześniowej nie zaakceptował pójścia do oflagu, chciał za wszelką cenę walczyć dalej. Wraz z dwoma oficerami przekroczył "zieloną granicę" i zameldował się w Budapeszcie, gdzie przeszedł szkolenie konspiracyjne i został nominowany do tworzenia zrębów konspiracji na terenie Rzeszowszczyzny. W drodze powrotnej do Polski na początku 1940 r. został przypadkowo, pod przybranym nazwiskiem aresztowany i następnie osadzony w więzieniu w Sanoku, skąd wkrótce w brawurowy sposób uciekł. Jego wybitne zdolności w organizowaniu struktur ZWZ, a następnie AK znalazły odzwierciedlenie w raportach Okręgu Krakowskiego, który uznawał kierowany przez porucznika, a później kapitana i majora Inspektorat za najlepszy na swoim terenie. Silna wola, roztropność, wyobraźnia oraz krańcowa determinacja, którą narzucał swoim podwładnym w przestrzeganiu zasad konspiracji, pozwoliły na uniknięcie większych wsyp w okresie całej okupacji.
Oto jak wspomina swojego dowódcę mieszkający obecnie w Londynie płk Mieczysław Wałęga ps. "Jur" - ówczesny szef wywiadu i kontrwywiadu Inspektoratu AK Rzeszów: "Ciepliński pomimo młodego wieku i praktycznie niewielkiego stażu w dowodzeniu okazał się wybitną jednostką. Potrafił się doskonale kamuflować i z tą samą żelazną dyscypliną wymagał tego od innych. Z całą bezwzględnością ścigał kolaborantów i zdrajców Ojczyzny, chociaż z drugiej strony, był jednocześnie człowiekiem ciepłym i głęboko wierzącym, bowiem często można go było spotkać na porannych Mszach Świętych w kościele Bernardynów w Rzeszowie". Podobnie scharakteryzował go Jan Jędrzejowicz, kolejny bliski współpracownik z czasów okupacji niemieckiej, współdziałający z nim w wywiadzie AK oraz w tajnej organizacji ziemian kryptonim "Uprawa", stwierdzając: "Rozmawiał zawsze krótko i zasadniczo, a pomimo miłego obejścia, czuło się wobec niego respekt".
Dzięki pracy Cieplińskiego i jego podwładnych Inspektorat Rzeszowski AK przekazał na Zachód informacje wywiadowcze na temat planowanego w czerwcu 1941 r. przez Niemcy ataku na Związek Sowiecki oraz raporty wspomnianego wyżej "Jura" na temat prób z bronią V na poligonie w Bliźnie.
Z chwilą wkroczenia Sowietów na Rzeszowszczyznę "Pług" nie ugiął się pod presją byłego dowódcy Podokręgu płk. K. Putka ps. "Zworny", który pod karabinami nowej, obcej władzy chciał odtwarzać z żołnierzy Armii Krajowej dywizję piechoty współpracującą z Armią Czerwoną. Ciepliński przejął dowodzenie całością sił Podokręgu, zreorganizował struktury konspiracyjne i skutecznie przeciwdziałał ujawnieniu i wcieleniu do ludowego wojska setek żołnierzy i oficerów, których dalszy los w świetle wcześniejszych sowieckich działań na Wołyniu czy Wileńszczyźnie byłby łatwy do przewidzenia.

Ostatnia walka
Formalny koniec wojny w maju 1945 r. zastał "Pługa" w konspiracji antykomunistycznej na terenie Krakowa. Były inspektor rzeszowski rozwiązanej wcześniej Armii Krajowej podjął swoje ostatnie polityczno-wojskowe wyzwanie.
Początkowo zaangażował się w "NIE", a potem został komendantem Delegatury Sił Zbrojnych w Krakowie. Od września był czołową postacią powstałego Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość", kierującego się zasadą "walki bez przemocy". Po aresztowaniach kolejnych zarządów został jej ostatnim (niekontrolowanym przez UB), czwartym prezesem. Do grona swoich najbliższych współpracowników włączył swoich przyjaciół i podwładnych ze sprawdzonej rzeszowskiej konspiracji. Część z nich na jego polecenie wyjechała z kraju, m.in. J. Maciołek ps. "Żuraw", późniejszy szef delegatury zagranicznej WiN, pozostali zaś: A. Lazarowicz, M. Kawalec, J. Rzepka, F. Błażej, J. Batory, K. Chmiel i L. Kubik objęli kluczowe stanowiska w kraju. Z Cieplińskim podjął współpracę przybyły z Londynu Jerzy Woźniak ps. "Jacek" - były żołnierz AK z Rzeszowa, później aresztowany i skazany na karę śmierci, a następnie ułaskawiony (w latach 90. wiceminister Urzędu do Spraw Kombatantów), który przekazał decyzję o konieczności rozwiązania struktur.
Ze szczególną zaciętością UB poszukiwało kierownictwa organizacji z uwagi na przesyłane i upubliczniane na Zachodzie opracowania dotyczące okupacji sowieckiej za żelazną kurtyną. Przykładem heroicznej pracy całego WiN pod kierownictwem Cieplińskiego jest przygotowanie i przemycenie, dzięki współpracy z ambasadą belgijską, memoriału na temat sytuacji w Polsce, który trafił m.in. do przewodniczącego Zgromadzenie Ogólnego ONZ oraz innych wpływowych osób.
W październiku 1947 r. pod wpływem kolejnej fali aresztowań prezes zdecydował o zamrożeniu kontaktów konspiracyjnych i likwidacji szerokich struktur istniejącej organizacji liczącej w tym okresie, pomimo skuteczności bezpieki, jeszcze co najmniej kilkuset członków. Jednak wszystkie zabiegi były spóźnione, pętla UB wokół kierownictwa Zrzeszenia zacisnęła się dwa miesiące później. Większość IV Zarządu Głównego WiN została osadzona w areszcie pod koniec 1947 r. i następnie przeszła okrutne śledztwo z wykorzystaniem środków psychotropowych. Wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie Ciepliński został w październiku 1950 r. skazany na pięciokrotną karę śmierci, utratę praw publicznych na zawsze i przepadek mienia. Na śmierć, według komunistycznego wymiaru "sprawiedliwości" oraz odmawiającego ułaskawienia B. Bieruta, zasłużyło także 6 jego współpracowników. W sentencji napisano: "Nielegalny związek WiN był organizacją zbrodniczą, stworzoną przez sanacyjno-obszarniczą klikę, powołaną do walki z wyzwoloną klasą robotniczą i chłopstwem - organizacją stworzoną do walki ze Związkiem Radzieckim. (...) Wszyscy oskarżeni w powyższej sprawie są typowymi przedstawicielami obozu reakcji i wstecznictwa, złożonego z ludzi wyzbytych wszelkich skrupułów, pozbawionych jakichkolwiek ideowych pobudek działania, ludzi, którzy w zaciekłej ślepej nienawiści do Związku Radzieckiego, Polski Ludowej i całego obozu demokracji i postępu, nie cofają się przed żadną zbrodnią, bez wahania dopuszczają się zdrady własnej Ojczyzny i wysługują się jawnym wrogom kraju - podejmując się najbrudniejszej roboty w zakresie dywersji i szpiegostwa". Po rozprawie wszyscy członkowie IV Zarządu Głównego przebywali w dużej, osiemdziesięcioosobowej celi więzienia na warszawskim Mokotowie. Ponad połowa w niej przebywających miała zasądzony wyrok śmierci i oczekiwała na jego wykonanie. Byli wśród nich zasłużeni żołnierze AK, WiN oraz innych antykomunistycznych organizacji konspiracyjnych, m.in. grupa oficerów Okręgu Wileńskiego AK z ppłk. Antonim Olechnowiczem "Pohoreckim", mjr. Zygmuntem Szendzielarzem "Łupaszką" oraz kpt. Gracjanem Frogiem "Szczerbcem" na czele. Według wspomnień jednego z więźniów, grupa WiN-owców starała się trzymać razem, otaczając opieką zmaltretowanych w śledztwie kolegów, Łukasza Cieplińskiego oraz Franciszka Błażeja. Postacią wiodącą wśród nich był ten pierwszy - wyróżniający się skromnością, opanowaniem oraz wielkością ducha.

Wiara, miłość i oddanie ideałom
Oczekujący na swój los, Ciepliński pisał w grypsach do obecnej na jego procesie żony Jadwigi: "Wisiu, siedzę w celi śmierci. Śmierci nie boję się zupełnie. Żal mi tylko Was, sieroty moje najdroższe (...). Wiem, że myślą, sercem i modlitwą jesteś stale przy mnie. ODCZUWAM TO. Widzę wówczas Twoją zbolałą buzię na procesie. Ty znasz mnie najlepiej, dlatego musiałaś boleć słysząc te kłamliwe, prowokacyjne i krzywdzące mnie zarzuty. Bądź Wisiu dzielna. Przejdź nad cierpieniem z godnością i spokojem i wiarą w sprawiedliwość Bożą. Tylko nam ona została. Cel Twój i zadanie to Andrzejek i wierzę, że go wychowasz na człowieka, na Polaka i na katolika, że przekażesz mu swoje wartości duchowe i silnie zwiążesz ze mną i ideą, dla której żyłem".
Nie zdążył przed aresztowaniem nacieszyć się jedynym synem Andrzejem, a miał wobec niego tak wiele planów: "Widzisz Synku - z Mamusią modliliśmy się zawsze, byś wyrósł ku chwale idei Chrystusowej, na pożytek Ojczyźnie i nam na pociechę. Chciałem służyć Tobie swoim doświadczeniem. Niestety to może moje ostatnie do Ciebie słowa. W tych dniach mam zostać zamordowany przez komunistów za realizowanie ideałów, które Tobie w testamencie przekazuję. O moim życiu powie Tobie Mamusia, która zna mnie najlepiej. W tej ciężkiej dla mnie godzinie życia świadomość, że ofiara moja nie pójdzie na marne, że niespełnione sny i marzenia nie zamknie nieznana mogiła, ale że będziesz je realizował Ty, jest dla mnie wielkim szczęściem. Będę umierał w wierze, że nie zawiedziesz nadziei w Tobie pokładanych. Do serca Cię tulę i błogosławię. Bóg z Tobą".
Z celi śmierci mokotowskiego więzienia grypsy, których część jest tutaj przywoływana, zostały wyniesione (zaszyte) w ubraniu przez współwięźnia Ludwika Kubika, któremu karę śmierci zamieniono na dożywotnie odosobnienie. W 1957 r. został zwolniony i dzięki temu część osobistych notatek Cieplińskiego się zachowała. Kilkanaście z nich dotarło później aż do Londynu i były tam przechowywane przez ponad 15 lat u państwa Wałęgów. Dwa lata temu, dzięki ich uprzejmości, zostały przekazane do Polski.
Grypsy więzienne są w założeniu źródłem specyficznym i wyjątkowym. Te pisane przez więźniów politycznych w okresie stalinowskim to dokumenty szczególnie poruszające. Przeszmuglowane i zachowane do dzisiaj to rzadkość, zaś cała ich kolekcja - ocalona przed podstawionymi konfidentami w celi i czujnością funkcjonariuszy więziennych - to ewenement źródłowy i historyczny. Ponadto jeśli są to grypsy pisane przez osobę skazaną na karę śmierci, jedną z legend wojennej i powojennej polskiej konspiracji niepodległościowej, to mamy do czynienia nie tylko z poruszającym, choć kolejnym źródłem historycznym, ale i z relikwią marzenia o wolności. Te grypsy są równocześnie świadectwem życia i testamentem patrioty do końca wierzącego w wartości, o które walczył oraz w których obronie składał najwyższą ofiarę.
Wyjątkowy w tym wymiarze jest jeden z grypsów napisany 20 stycznia 1951 r. do syna. Ojciec pisał w nim o ideałach, którymi się przez lata kierował: "Andrzejku! Pamiętaj, że istnieją tylko trzy świętości: Bóg, Ojczyzna i Matka". W kolejnym grypsie dopowiadał: "Ja odchodzę - Ty zostajesz, by w czyn wprowadzać idee ojca. - Andrzejku: celami Twego życia to:
a) służba dobru, prawdzie i sprawiedliwości oraz walka ze złem,
b) dążenie do rozwiązywania bieżących problemów - na zasadach idei Chrystusowej. W tym celu realizować je w życiu i wprowadzać w czyn,
c) służba Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu".
Łukasz Ciepliński, będąc świadom okoliczności i zbliżającej się nieuchronnie śmierci, przekazywał w grypsach także niezrealizowane przez siebie zadania. "Andrzejku! W trakcie okupacji niemieckiej dowodziłem inspektoratem rzeszowskim. Podlegało mi około 20000 ludzi. Wielu z nich zginęło w walce o Polskę i o duszę Narodu Polskiego, wielu jest mordowanych obecnie. W pracy i walce widziałem tak wielkie umiłowanie Ojczyzny, bohaterstwo i bezgraniczne poświęcenie i oddanie Sprawie, że ze wzruszeniem myślę o nich i Bogu dziękuję, że pozwolił dowodzić mi synami bohaterskiej ziemi Rzeszowskiej. Chciałem opisać ich sylwetki i czyny, by nie poszły w zapomnienie i przekazać je historii. Ponieważ nie będę już mógł tego zrobić, na Ciebie spada ten obowiązek".
Jednocześnie pozostającym przy życiu przyjaciołom powierzył bezpieczeństwo i przyszłość swojej rodziny:
"Do Braci! Walczyliśmy wszyscy za Polskę. Dzisiaj umierał będę za Nią. Zostaje Andrzejek. To nasza krew i Wasz Syn, Wy - jego ojcowie. Musicie zastąpić mnie dziecku. Zrobili ze mnie zbrodniarza. Prawda jednak wkrótce zwycięży. Nad światem zapanuje idea Chrystusowa, Polska niepodległość odzyska - a człowiek pohańbioną godność ludzką - odzyska. Żegnam Was i przez Was Wasze Żony".
Obawy Łukasza Cieplińskiego były uzasadnione. Żona Jadwiga z 3-letnim synem po jego śmierci zostali pozbawieni środków do życia i przez wiele lat żyli w skrajnej nędzy. W kraju, z uwagi na przeszłość straconego oraz nieustanną inwigilację, zostali praktycznie zapomniani; większość dawnych przyjaciół obawiała się utrzymywać z nimi jakiekolwiek kontakty. Przez kilkanaście lat wsparciem materialnym służyła im Fundacja im. Lanckorońskich oraz mieszkający do dzisiaj w Londynie Jan Jędrzejowicz z żoną Zofią. Dopiero po 1981 r. do pomocy, wtedy już samotnej wdowie, włączyły się inne osoby i instytucje.
Ciepliński, mając na uwadze zbliżającą się egzekucję oraz przewidując późniejsze działania bezpieki, która ukrywała ciała zamordowanych, by utrudnić rodzinie ewentualną pośmiertną identyfikację, miał tuż przed wykonaniem wyroku połknąć noszony na szyi srebrny medalik z wizerunkiem Matki Bożej. To Maryi zawierzył swoją przyszłość, rodzinę oraz przyjaciół z konspiracji. Modlił się i pisał: "Cieszę się, że doczekałem dnia dzisiejszego i miesiąca Matki Bożej. Wierzę, że gdy mnie w nim zamordują, zabierze moją duszę Królowa Polski do swych niebieskich hufców - bym mógł Jej dalej służyć i bezpośrednio meldować o tragedii mordowanego przez jednych, opuszczonego przez pozostałych Narodu Polskiego".

Egzekucja
Ostatnie chwile idących na śmierć członków IV Zarządu Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" opisał Mieczysław Chojnacki. "1 marca 1951 roku w godzinach popołudniowych zburzono nasz świat zamknięty w czterech ścianach. Oddziałowy, stojąc w otwartych drzwiach odczytał z listy nazwiska osób mających przygotować się do wyjścia. Wyczytani, a było 7-8 więźniów, zaczęli zbierać skarbowe rzeczy im przydzielone i swoje osobiste drobiazgi, robiąc z tego węzełki. Znajomi i mniej znajomi zamieniali z sobą słowa pożegnania, gdyż wyglądało, że biorą ich w transport, to znaczy wywożą do więzienia karnego, ale wśród tych kilku wyczytanych byli dwaj koledzy z Czwartej Komendy WiN. Nie pamiętam którzy, w każdym razie z wyrokami śmierci, bo o zmianie wyroku nie byli dotychczas powiadomieni. Wielu z nas powzięło podejrzenia o zmasowanej brance na egzekucję. Nawet wśród pozostałych na razie oficerów WiN też uznano taką możliwość. Nie trwało długo, gdy oddziałowy wezwał ich do wyjścia i grupa więźniów wyszła na korytarz. Nim jednak stalowe drzwi zatrzaśnięto, stwierdziliśmy na korytarzu obecność kilku strażników. Wkrótce po tym oddziałowy znowu odczytał z listy nazwiska kilku osób, aby z rzeczami osobistymi i skarbowymi przygotowali się do wyjścia. Między wyczytanymi znalazł się także ppłk Łukasz Ciepliński 'Pług' - prezes Czwartej Komendy WiN. Pamiętam, gdy stał w grupce więźniów, wśród których byłem i ja, mówiąc powoli i dobitnie, że gdy spostrzeże, iż zanosi się na egzekucję, wówczas połknie srebrny medalik z wizerunkiem Matki Boskiej. Żegnając nas, jeszcze się zwracał o zapamiętanie tego, co zamierza uczynić z medalikiem. Po paru minutach i drugiej grupy kolegów nie było między pozostałymi w celi. Za jakiś czas oddziałowy, pełniący też obowiązki klucznika, polecił trzeciej grupie przygotować się i spakować 'dobytek' więzienny. W tej grupie, złożonej z sześciu-siedmiu ludzi, znalazł się mjr Adam Lazarowicz 'Klamra', ten sam, który obdarzył mnie swoim zaufaniem, polecając zawiadomić jego rodzinę w wypadku, gdybym nabrał przekonania o śmierci majora. I teraz także zbliżył się do mnie ze słowami pożegnania i przypomnienia zobowiązania, jakie przyjąłem. Ja natomiast dałem słowo honoru, że gdy przeżyję, o wszystkim powiadomię jego rodzinę.
Całkowitej pewności, że tylko zabierają ludzi w transport, a nie na egzekucję, nikt z więźniów nie miał, nauczyliśmy się nie ufać tym zdradzieckim wrogom. Kilka chwil oczekiwania i grupa, w której był major 'Klamra', opuściła celę, wychodząc na korytarz. W charakterystyczny sposób stukały ich drewniaki, gdy szli korytarzem do wyjścia na klatkę schodową. Odgłos ich kroków oddalał się, aż ucichł zupełnie. Wydaje mi się, że zabrano z celi jeszcze czwartą grupę więźniów i w tej także znalazł się któryś z oficerów Czwartej Komendy WiN. Zabrano z celi śmierci tego popołudnia około połowy jej stanu, tak że pomieszczenie wydawało się mocno wyludnione. (...) Zrozumiały był więc nastrój niepokoju o los osób, które znaliśmy i cenili. Z rozstrzygnięciem i tak musieliśmy czekać do wieczornego apelu, a przez czas, który do niego pozostał, w małych grupkach rozważaliśmy, co może czekać ich tam, na dole w piwnicach.
Po kolacji, jak zwykle w niedługi czas, odbył się apel, ale go nie przedłużano i polecono nam kłaść się spać. Jak już wspomniałem, w drugiej połowie lutego otrzymaliśmy metalowe łóżka i ustawiono je na trzech poziomach. Moje posłanie znajdowało się na trzecim najwyższym poziomie i od skraja było pierwsze, o dwa metry, nie więcej, od okna i kibla. Miejsce to stanowiło świetny punkt obserwacyjny, dający w pozycji leżącej dobry wgląd na dziedziniec więzienny. Obok mnie swoje posłanie miał Maciek Jeleń lub Romek Woźniacki, poniżej nas, na drugim poziomie, też dwie pary oczu czujnie wpatrywały się w ponurą scenerię, którą tworzyły budynki więzienia z czerwonej cegły, otaczające oświetlony placyk. Raptem nocny krajobraz ożywił się kilkoma postaciami ludzkimi, które rozdzieliły się, ustawiając pod murami budynków. Rozpoznaliśmy w nich uzbrojonych strażników. Po chwili, jak zwykle w takich okolicznościach, przemierzył dziedziniec naczelnik więzienia ze swoim pocztem. Patrzyłem na te przygotowania ze ściśniętym sercem. Zaraz dwaj funkcjonariusze więziennictwa z łaźni wynieśli złożone nosze, udając się pospiesznie do ukrytego przed moim wzrokiem miejsca kaźni. (...) Wreszcie pojawiła się też ekipa trzech eskortujących więźnia morderców. Szli szybko ze swą ofiarą, znikając za magazynem mundurowym. Po chwili padł strzał.
Pierwszy z zamordowanych był niewysoki, a takim wzrostem i przeciętną postawą podobnych do siebie było dwóch wśród Winowców: Łukasz Ciepliński i Józef Rzepka. Ale nie mogłem ustalić, który z nich zginął pierwszy. Z przykrością muszę podać, że dziś nie potrafię podać kolejności, w jakiej żołnierze WiN byli tego wieczoru zamordowani. Jednakże pięciu z nich rozpoznaliśmy na pewno".

O pamięć i godność
Przygotowany na śmierć Łukasz Ciepliński stawiał pytania o sens ofiary i przyszłość Ojczyzny, gdy pisał:
Ból spędza sen z oczu, mózg szarpie i siły,
- czy sny niespełnione powstaną z mogiły
- czy drogiej idei dni wstaną mocarne
- czy nasze ofiary nie pójdą na marne.
I dalej odpowiadał sobie: "Wierzę - nie pójdą, sny wstaną, syn zastąpi ojca (...). Wierzę bardziej niż kiedykolwiek, że Chrystus zwycięży, Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona".
Dzisiaj możemy już powiedzieć, że ofiary złożone przez pokolenie II RP nie poszły na marne. Czterdzieści lat po tragicznej śmierci ostatniego prezesa Zrzeszenia WiN Polska odzyskała niepodległość. Nowe pokolenia Polaków rodzą się już w wolnym państwie.
Łukasz Ciepliński pozostawił jeszcze jedną, ostatnią swoją wolę, wyznaczając do jej wypełnienia swojego jedynego syna. Niestety zmarł on przedwcześnie w latach 70. i nie mógł zadośćuczynić prośbie ojca, który pisał w jednym z ostatnich grypsów przed śmiercią:
"Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze. Cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Polskę niepodległą i szczęśliwą, jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę dziś bardziej niż kiedykolwiek, że idea Chrystusowa zwycięży i Polska niepodległość odzyska, a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona. To moja wiara i moje wielkie szczęście. Gdybyś odnalazł moją mogiłę, to na niej możesz te słowa napisać. Żegnaj mój ukochany. Całuję i do serca tulę. Błogosławię i Królowej Polski oddaję. Ojciec".
Podpułkownik Łukasz Ciepliński został pochowany w nieznanym miejscu w Warszawie. Do dziś nie odnaleziono jego mogiły. Nam pozostało do wykonania to jedno zobowiązanie: przywracać bohaterom tamtego pokolenia pamięć i godność.
Elżbieta Jakimek-Zapart
IPN Kraków

Autorka jest biografem Łukasza Cieplińskiego oraz uczestniczy w badaniach mających na celu ustalenie miejsca jego pochówku oraz innych ofiar reżimu komunistycznego w Polsce. Zwraca się z apelem do Czytelników o przekazywanie informacji na ten temat bezpośrednio do IPN lub za pośrednictwem redakcji "Naszego Dziennika".
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Śro 22:15, 02 Maj 2007    Temat postu:

PGNiG chce sprowadzać gaz z Danii!!

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo(PGNiG) oraz Energinet.dk podpisały porozumienie, którego celem jest realizacja projektu bezpośredniego gazociągu pomiędzy Polską i Danią (Baltic Pipe), podało PGNiG w komunikacie w środę.

Porozumienie z Energinet.dk w sprawie możliwości współpracy w realizacji gazociągu Baltic Pipe jest częścią prac nad połączeniem Polski ze złożami skandynawskimi, które obecnie prowadzi PGNiG.

Baltic Pipe jest powiązany z projektem Skanled, tzn. gazociągiem, który połączy Norwegię ze Szwecją i Danią z możliwością połączenia poprzez duński system gazowniczy z Polską.

- Porozumienie z Energinet.dk to ważny krok w realizacji naszych strategicznych zamierzeń - dywersyfikacji kierunków dostaw gazu do Polski. PGNiG bada także możliwości przesyłu gazu ze złóż Skarv i Snadd należących do spółki oraz importu norweskiego gazu poprzez gazociąg Skanled przy wykorzystaniu duńskiego systemu gazociągów oraz Baltic Pipe - powiedział prezes zarządu PGNiG, Krzysztof Głogowski, cytowany w komunikacie.

Spółka poinformowała, że będzie rozważać możliwość samodzielnego finansowania realizacji projektu Baltic Pipe, co w konsekwencji oznaczałoby, że gazociąg byłby własnością PGNiG.

Ze względów handlowych, PGNiG i Energinet.dk opracują również wariant,który stworzy możliwość dwukierunkowych dostaw pomiędzy Polską i Danią. Z tej perspektywy będzie można uznać Baltic Pipe jako połączenie międzysystemowe, dające stronom większą elastyczność w kształtowaniu własnej polityki handlowej.

Obradujący w środę (2 maja) w Oslo Komitet Sterujący Konsorcjum powołanego do realizacji gazociągu Skanled, przyjął aplikację PGNiG do udziału w pracach Konsorcjum. Formalne przystąpienie PGNiG do Konsorcjum może nastąpić do końca maja tego roku.

PGNiG miało po audycie 1323,53 mln zł skonsolidowanego zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej w 2006 roku wobec 880,66 mln zł zysku rok wcześniej. W ujęciu jednostkowym, w 2006 roku spółka miała 1582,27 mln zł zysku netto wobec 1132,23 mln zł zysku rok wcześniej.
onet.pl
BRAWO KACZORY!!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 19:53, 03 Maj 2007    Temat postu:

Będziemy mieli gazociąg z Danii

Rosjanie będą mieli konkurencję w dostawach gazu do Polski. PGNiG podpisało z Danią porozumienie na budowę gazociągu. Dzięki niemu bez przeszkód będziemy mogli kupować surowiec ze Skandynawii i częściowo uniezależnimy się od Wschodu.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo podpisało porozumienie na budowę gazociągu z duńską spółką Energinet.dk. Wiódł będzie on wprost do naszego kraju.

To pierwszy etap tzw. projektu Skanled, czyli wielkiej rury, która połączy złoża Norwegii, Szwecji i Danii, a potem przez rurę wyśle do Polski. Oznacza to, że w przyszłości gaz kupować będziemy mogli nie tylko z Danii, ale także z innych krajów skandynawskich połączonych rurociągiem.

To nie koniec dobrych wiadomości. PGNiG zastanawia się bowiem nad tym, by w całości pokryć koszty budowy. Oznacza to, że gazociąg będzie wyłącznie naszą własnością. Czyli będziemy mogli m.in. decydować o cenach tego surowca. Cena zależy m.in. od kosztów przesyłu surowca. A te ustala właściciel rury.

Pod koniec maja podpiszemy ostateczną umowę na budowę gazociągu. To z pewnością zdenerwuje Rosjan, którzy nie będą już mogli zakręcać nam kurka z gazem ani windować cen. Niestety, wciąż będziemy na nich skazani, choć już w mniejszym stopniu.

Skandynawowie nie są w stanie dostarczyć nam tyle gazu, ile potrzebuje cała nasza gospodarka. Przynajmniej na razie.
dziennik.pl
BRAWO KACZORY !!!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 20:04, 03 Maj 2007    Temat postu:

PREZYDENT ODZNACZYŁ PONAD 80 OSÓB!!

Ponad 80 osób uhonorował prezydent Kaczyński najwyższymi odznaczeniami państwowymi W 216 rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Uroczysty nastrój nie sparaliżował gości Pałacu Prezydenckiego, były momenty całkiem zabawne.
Wręczając odznaczenia prezydent powiedział, że przyznane zostały one ludziom o różnych poglądach, których jednak łączy patriotyzm. - Patriotyzm nie jest w naszej historii ani cechą prawicy, ani szczególnie lewicy - powiedział Lech Kaczyński. Przyznał, że niektóre odznaczenia są spóźnione, czasem o wiele dziesięcioleci: - Lepiej jednak późno niż wcale - mówił Lech Kaczyński.
Ordery Orła Białego otrzymali pośmiertnie poeta Zbigniew Herbert oraz prezes IV Komendy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość Łukasz Ciepliński. Herberta, dwa dni po jego śmierci w 1998 r. orderem Orła Białego odznaczył ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski. Wdowa po Herbercie, Katarzyna Herbert, odmówiła wtedy jednak przyjęcia odznaczenia.

Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski został uhonorowany Piotr Wierzbicki. Były działacz Solidarności Ryszard Bugaj otrzymał Krzyż Komandorski z gwiazdą.

Prezydent wręczył także nominacje na wyższe stopnie generalskie. Wśród awansowanych są dowódca Dowództwa Operacyjnego, były zastępca dowódcy wielonarodowej dywizji w Iraku gen. broni Bronisław Kwiatkowski, zastępca dowódcy Wojsk Lądowych gen. dyw. Jerzy Michałowski. Wśród awansowanych na pierwszy stopień generalski jest dowódca 2. Brygady Lotnictwa Taktycznego Włodzimierz Usarek.

- Żyjemy w czasach, w których armia jest bardzo potrzebna. Polska armia musi być silniejsza i mobilniejsza - mówił prezydent. Dodał, że choć Polsce nie grozi agresja, to zdolne do działania z dala od kraju wojska pozwalają Polsce na obecność w regionach decydujących dla obecnej sytuacji, w tym w Afganistanie i Iraku.


kdj/as
tvn24
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 8:42, 04 Maj 2007    Temat postu:

Blida wzięła pół miliona łapówki?

Była minister Barbara Blida, która popełniła samobójstwo, nie zdążyła usłyszeć zarzutu, który chcieli jej postawić prokuratorzy. Według "Rzeczpospolitej", miał on dotyczyć przyjęcia przez Blidę pół miliona złotych łapówki od śląskiej Alexis, Barbary Kmiecik. Była minister wiele razy jej pomagała, dzięki swoim znajomościom.

Oficjalnie wiadomo, że prokuratura miała postawić Blidzie zarzut pośrednictwa w korupcji. Jednak gazeta twierdzi, że śledczy chcieli jej postawić drugi, znacznie mocniejszy zarzut. Zamierzali oskarżyć ją o wzięcie w latach 1997-2004 ok. pół miliona złotych łapówek od Barbary Kmiecik.

Składały się na to fundowane przez śląską bizneswoman wczasy zagraniczne, darmowe użyczenie samochodu z kierowcą, remont i przebudowa domu z basenem w Szczyrku oraz ubrania i kosmetyki. Blidzie groziłoby za to od dwóch do 12 lat więzienia. Ale prokuratorzy nie zdążyli postawić tych zarzutów, bo była minister zastrzeliła się, gdy przyszli do niej oficerowie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

W zamian za łapówki od Kmiecik, Blida miała wielokrotnie interweniować w różnych jej sprawach. "Mieliśmy poważne dowody wskazujące, że takie zachowanie miało miejsce" - mówi "Rzeczpospolitej" szef Prokuratury Okręgowej w Katowicach Krzysztof Błach.

Ale prokuratura na razie nie chce ich ujawniać. Zapewnia, że oprócz obciążających zeznań Barbary Kmiecik, głównego świadka w śledztwie, dysponowała także "pozaosobowymi źródłami dowodowymi".
dziennik.pl
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 9:29, 04 Maj 2007    Temat postu:

Wynagrodzenia emerytalne byłych funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki sprowadzone zostaną do poziomu najniższej stawki emerytalnej
Symboliczne rozliczenie


Dwa projekty ustaw deubekizacyjnych stanowiących formę rozliczenia z PRL mają dzisiaj złożyć u marszałka Sejmu posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Pierwszy doprowadzić ma do usunięcia z ulic polskich miast i miejscowości symboli reżimu komunistycznego, drugi wprowadza sankcje wobec funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych. Deubekizacja zapowiadana przez PiS przypomina jednak częściowe zamiatanie pod dywan. Bez otwarcia i ujawnienia wszystkich teczek SB dotyczących osób pełniących funkcje publiczne lub wykonujących zawód zaufania publicznego oczyszczenie życia publicznego z konfidentów bezpieki nie będzie możliwe. A ustawę lustracyjną, która dawała takie możliwości, zniszczyły prezydenckie nowelizacje.

- W piątek do Kancelarii Marszałka Sejmu trafią projekty ustaw deubekizacyjnych - zapowiedział na początku tygodnia przewodniczący klubu PiS Marek Kuchciński. Jak ustalił "Nasz Dziennik", projekty ustaw będących w zamyśle autorów symbolicznym rozliczeniem z okresem reżimu komunistycznego do ostatniej chwili były dopracowywane. Poselskie propozycje uzupełniają się nawzajem. Pierwszy ma być bowiem realizacją zapisów konstytucyjnych, które delegalizują ideologię komunistyczną i faszystowską. W myśl "Ustawy o usunięciu symboli komunistycznego panowania z życia publicznego w Rzeczypospolitej Polskiej" władze samorządowe zobligowane byłyby do usunięcia z ulic miast nazw odnoszących się do komunistycznych aparatczyków, zdrajców odpowiedzialnych za zniewolenie Polski. W myśl drugiego projektu o roboczej nazwie "Ustawa o podaniu do publicznej wiadomości informacji o byłych funkcjonariuszach komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, czasowym ograniczeniu pełnienia przez nich funkcji publicznych oraz pozbawienia nieuzasadnionych przywilejów materialnych" wynagrodzenia emerytalne byłych funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki zostaną sprowadzone do poziomu najniższej stawki emerytalnej sięgającej około 600 złotych. Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, mają to regulować zapisy określające, iż praca w Urzędzie Bezpieczeństwa do 1 stycznia 1957 roku w ogóle nie będzie wliczać się do emerytury, zaś po tym okresie traktowana ma być tak, jakby agent bezpieki pobierał przez ten czas najniższe wynagrodzenie.
Niewykluczone, że by obie ustawy mogły wejść w życie, potrzebna będzie nowelizacja Konstytucji. Zdaniem posła Zbigniewa Girzyńskiego, sekretarza klubu parlamentarnego PiS, jego ugrupowanie jest przygotowane na taką sytuację i pod kierunkiem Przemysława Gosiewskiego przygotowuje już stosowne projekty nowelizacji.
Odebranie funkcjonariuszom UB i SB niezasłużonych przywilejów emerytalnych to krok w dobrym kierunku. Niepodległa Rzeczpospolita nie może wynagradzać wysokimi emeryturami takich osób, jak m.in. Stanisław Supruniuk, kat ziemi rzeszowskiej i agent NKWD. Jednak by sprawiedliwości stało się zadość, nie wystarczy ograniczyć się do restrykcji finansowych. Szansą na pełne zadośćuczynienie było - obok ujawnienia nazwisk agentów SB, co w myśl ustawy lustracyjnej ma uczynić IPN - również pełne otwarcie wszystkich archiwalnych esbeckich teczek i ujawnienie nazwisk oraz roli konfidentów. Szansę taką dawała nowa ustawa lustracyjna, jednak w znacznym stopniu uniemożliwiły to poprawki do lustracji zgłoszone przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Wojciech Wybranowski
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 9:50, 04 Maj 2007    Temat postu:

Gdzie jest złoty zegarek Marka Dochnala?

Złoty Franck Muller na pasku z krokodylej skóry to najbardziej poszukiwany zegarek w Polsce. Miał być łapówką od lobbysty Marka Dochnala i dowodem na korupcję wśród polityków SLD. Ale prokuratura nie umie go znaleźć - pisze DZIENNIK.

Jak dowiedział się DZIENNIK, rewizje w domach byłego ministra skarbu Zbigniewa Kaniewskiego i byłego barona SLD w Łodzi Andrzeja Pęczaka nie dały rezultatów. Warty około 66 tysięcy złotych zegarek zniknął jak kamień w wodę. Chodzi o model z serii Sunset. To rzadki egzemplarz Francka Mullera wykonany z żółtego złota. W Polsce podobny model zegarka miał w swojej kolekcji Aleksander Kwaśniewski.

Prezent dla ministra?
Choć zegarka nigdy nie odnaleziono, w styczniu katowicka prokuratura oskarżyła byłego posła SLD Andrzeja Pęczaka o przyjęcie go jako "korzyści majątkowej" dla "innej osoby". Dla kogo?

Wiosną 2004 r., gdy ważyły się losy prywatyzacji polskich elektrociepłowni i Huty Częstochowa, lobbysta Marek Dochnal - który obecnie siedzi w areszcie pod zarzutem korumpowania polityków i prania brudnych pieniędzy - postanowił wkupić się w łaski ministra skarbu. Właśnie szykowała się zmiana rządu - premiera Leszka Millera miał zastąpić Marek Belka.

Nie było wiadomo, kto zostanie ministrem skarbu w nowym rządzie, ale czas naglił. "Jak będzie Belka, to będzie Zbyszek [Kaniewski]" - informował Dochnala poseł Andrzej Pęczak (rozmowa została nagrana przez ABW i włączona do akt śledztwa).

21 marca 2004 r. Dochnal spotkał się z Kaniewskim w domu Pęczaka. Prokuratura ustaliła, że spotkanie dotyczyło prywatyzacji Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, Grupy G-8 oraz Huty Częstochowa.

"To była luźna rozmowa przy kolacji" - mówi Krzysztof Popenda, najbliższy współpracownik Marka Dochnala. "Prezes był poirytowany tym, że Kaniewski miał kilka dni wcześniej imieniny, a on o tym nie wiedział i na spotkanie pojechał z pustymi rękami. Później Pęczak sam przypominał o prezencie dla ministra. Ten zegarek leżał u nas chyba z miesiąc. Czekaliśmy na jakąś okazję, aby go wręczyć. O ile dobrze pamiętam, paczkę z prezentem dałem kierowcy Pęczaka".

Czy ekskluzywny zegarek trafił do ministra Kaniewskiego? Pęczak zapewniał Dochnala, że tak, zaś Dochnal nie miał odwagi zapytać o to wprost ministra.

Podczas przesłuchania w prokuraturze Zbigniew Kaniewski zaprzeczył, aby kiedykolwiek przyjął zegarek od Andrzeja Pęczaka. Pęczak zaś w śledztwie konsekwentnie odmawiał składania wyjaśnień i odpowiedzi na większość zadawanych pytań.

W grudniu 2005 r. policjanci przeszukali dom Kaniewskiego w podłódzkich Sokolnikach; poza wizytówkami firmy Larchmont Capital Marka Dochnala niczego podejrzanego nie znaleźli. Marzena N., sekretarka Kaniewskiego, zeznała, że nie zauważyła, aby Pęczak, Dochnal lub Popenda odwiedzali ministra w jego biurze.

"Sprawa zegarka została wyłączona do odrębnego śledztwa" - powiedział DZIENNIKOWI prokurator Wojciech Dybkowski z Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. "Mogę jedynie potwierdzić, że to wyjątkowo rzadko spotykany w Polsce model" - dodał.

Zwyczajowy upominek
Zapytaliśmy katowickich prokuratorów, jakiego zegarka poszukują do sprawy Pęczaka i Dochnala. "Złoty Franck Muller z serii Sunset" - przyznał prokurator Dybkowski.
W grudniu 2004 r. Marek Dochnal zeznał, że złoty zegarek kupił w Genewie w sklepie firmowym Francka Mullera.

"Był to zegarek mechaniczny, z żółtego złota, w kształcie tonneau, czyli miał dwa boki proste i dwa obłe, był to model Sunset, na czarnym pasku z krokodylej skóry" - takie zeznania Dochnala zacytowała prokuratura w akcie oskarżenia przeciw Pęczakowi, Popendzie i samemu Dochnalowi.

Mimo że po zegarku ślad zaginął, zeznania lobbysty prokuratura potraktowała jako wiarygodne.

Przesłuchany przez Szwajcarów - w drodze międzynarodowej pomocy prawnej - Andre Glad, dyrektor jednego ze sklepów Franck Muller w Genewie, potwierdził, że zna Marka Dochnala i jego żonę Aleksandrę. Obydwoje robili w tym sklepie zakupy. Według niego rzadki model Francka Mullera został sprzedany 20 sierpnia 2002 r. Nabywczynią była Aleksandra Dochnal.

"Andre Glad [zeznał, że] nie sprzedał zegarka marki Frank Muller modelu Sunset Markowi Dochnalowi lub Aleksandrze Dochnal. Mogło się jednak zdarzyć tak, że w zegarku zakupionym przez Aleksandrę Dochnal wbudowany został cyferblat z zegarka modelu Sunset" - czytamy w akcie oskarżenia.

Marek Dochnal podczas przesłuchania dziwił się nawet, że prokuraturę tak bardzo interesuje wątek jednego zegarka.

"W środowisku, w którym się obracałem, takie upominki o nawet dziesięciokrotnie wyższej wartości, były rzeczą normalną i czystą ludzką reakcją" - powiedział śledczym w zeznaniach, do których dotarł DZIENNIK. Na pytanie o swoje zarobki Dochnal odpowiedział wówczas - "milion dolarów miesięcznie".

Miłośnik zegarków
"Zegarków miał od cholery złotych i nosił je, ch… wie po co?" - powiedział Józef Oleksy w szczerej rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym. Miał na myśli Aleksandra Kwaśniewskiego. Przekonywał, że były prezydent nie jest w stanie rozliczyć się z majątku. Ujawnienie treści nagrania przez DZIENNIK wstrząsnęło w kwietniu SLD.

W odpowiedzi Kwaniewski nazwał Oleksego "ostatecznym kretynem". Swoją kolekcją zegarków nie chciał się pochwalić. Bagatelizował sprawę. 5 kwietnia w rozmowie z Moniką Olejnik powiedział, że część z nich przekazał "bez większego zresztą smutku dla innych".

"No wie pani, to jest tak, jak z butelkami koniaku, dostaje pani, a później nie ma pani prezentu pod ręką" - stwierdził Kwaśniewski.
"No, ale jak ktoś wyliczył, jak zegarek kosztuje, nie wiem, 50 tysięcy, to tak się oddaje, jak butelkę koniaku?" - dziwiła się Monika Olejnik.
"Ale czy pani sądzi, że ktokolwiek wręczając zegarek informuje, że on kosztuje 50 tysięcy, więc może tu zagramy w rodzaj niewiedzy czy naiwności. (...) Dziwi mnie małostkowość tych ludzi, którzy w ogóle się tym zajmują. Prezydent jest osobą, która otrzymuje jakieś tam dary, przekazuje je, mnie to w ogóle nigdy nie zajmowało".
O tym, czy płacił podatek od darowizn, prezydent nie wspomniał.

Franck Muller Kwaśniewskiego
7 grudnia 2004 r., Ukraina. Prezydent Aleksander Kwaśniewski wraca do Polski po zakończeniu III tury ukraińskiego "okrągłego stołu". Fotoreporter Witold Rozbicki robi zdjęcie Kwaśniewskiego w samolocie. Na nadgarstku prezydent ma złoty zegarek, bardzo podobny do tego ze szwajcarskich katalogów dołączonych do akt Dochnala.

Zegarek ze zdjęcia Aleksandra Kwaśniewskiego pokazaliśmy kilku zegarmistrzom. Trzeba było zajrzeć do starych katalogów, bo model ten nie jest już produkowany. Eksperci byli zgodni, że Kwaśniewski ma na ręku Francka Mullera z serii Sunset.

Zdecydowaliśmy się na kolejny eksperyment. Zdjęcia różnych zegarków przesłaliśmy do katowickiego aresztu, w którym przebywa Marek Dochnal. Lobbysta bez wahania wskazał na zdjęcie zegarka na dłoni Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie miał najmniejszych wątpliwości - to jest ten sam model zegarka, który miał dostać minister Kaniewski.

Zegarki Franck Muller sprzedaje w Polsce od 2004 r. tylko jedna firma. Jej właściciel Piotr Miszczyk odmówił rozmowy z reporterem DZIENNIKA, gdy dowiedział się, że chodzi nam o "zegarek prezydencki". Pracownicy jego firmy zapewniają, że Aleksander Kwaśniewski nigdy nie kupował u nich zegarka Franck Muller.

Prezydent - kolekcjoner
Zagadkę zaginionego zegarka mógłby pomóc rozwiązać Andrzej Pęczak, który po dwuletnim pobycie w areszcie dochodzi dziś do siebie w pięknym domu w podłódzkich Żabiczkach. W zadbanym ogrodzie śpiewają ptaki. Sielanka. Ale Pęczak narzeka na swój los i niechętnie spotyka się z dziennikarzami.

"Dziennikarze zrobili ze mnie najbogatszego rencistę IV RP. A mnie ostatnio zabrakło 7 zł w aptece, gdy wykupywałem recepty " - żali się. "Wytykają mi, że jeżdżę subaru, a to siedmioletni grat. Nie mogę niczego sprzedać, bo cały mój majątek zajął komornik".

Zdetronizowanemu baronowi SLD reporter DZIENNIKA pokazuje zdjęcie szwajcarskiego zegarka wykadrowane z większego zdjęcia zrobionego w 2004 r. prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Widać tylko dłoń i zegarek.

"Poznaje pan ten zegarek"?
"Tak. To ten z aktu oskarżenia. Mam zarzut, że go przyjąłem od Dochnala" - odpowiada spokojnie Pęczak.
"Ale to nie jest zdjęcie z akt sprawy. Ten zegarek jest na ręce pewnego znanego polityka".
"To na pewno nie jest moja ręka" - protestuje Pęczak.
"Nikt nie twierdzi, że pańska. Jak pan myśli, co się stało z tym zegarkiem"?
"Nie wiem. Mało mnie to teraz obchodzi. Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że nosi go teraz jakiś polityk prawicy".
Pęczak bierze do ręki kolejne zdjęcie.


"Aleksander Kwaśniewski, no proszę" - kręci głową z niedowierzaniem.
Andrzej Pęczak nie chce zbyt wiele mówić o tajemniczym zegarku Marka Dochnala.

"Chcę uniknąć zarzutu, że przy pomocy dziennikarzy staram się wpłynąć na sąd" - argumentuje. "Powiem wszystko, gdy zacznie się proces".

Każdy zegarek firmy Franck Muller ma swój niepowtarzalny kolejny numer wybity na kopercie. Numer zagarka kupionego przez Dochnalów powinien zachować się w dokumentach szwajcarskiego sprzedawcy.

"Prezydent jest kolekcjonerem zegarków, ten ze zdjęcia, które państwo przesłali, nosił dość długo. Nie mogę odpowiedzieć na pytanie, czy nadal go ma" - powiedziała DZIENNIKOWI Justyna Bielak, asystentka Aleksandra Kwaśniewskiego.
dziennik.pl
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 9:56, 04 Maj 2007    Temat postu:

Rekordowy rok w eksporcie żywności!!!

Czechy wyrosły na największego obok Niemiec odbiorcę polskiej żywności. Rosja na własne życzenie spadła z drugiego miejsca na szóste.

Hossa w eksporcie polskiej żywności rozkwitła. Nie zaszkodził jej ani wysoki kurs złotego, ani rosyjskie embargo na mięso, nabiał i świeże produkty ogrodnicze. Okazuje się, że amatorów polskiej żywności przybywa w większości krajów Europy i wielu innych krajach świata.

Dwa miliardy na plusie

Z raportu „Polski handel zagraniczny artykułami rolno-spożywczymi w 2006 r.” opracowanego przez Zespół Monitoringu Zagranicznych Rynków Rolnych Fundacji Programów Pomocy dla Rolnictwa (FAMMU-FAPA, wynika, że miniony rok był rekordowy pod względem eksportu żywności. Rekordowa była nie tylko jego wartość, która wzrosła o 21 proc. - do ponad 8,5 mld EUR, ale także wysokość osiągniętej nadwyżki handlowej, która skoczyła do 2,1 mld EUR.

To jednak nie wszystko. Okazuje się, że bardzo ciekawe zmiany zachodzą w strukturze naszego eksportu. Dużym zaskoczeniem jest fakt, że na drugiego po Niemczech, największego odbiorcę polskiej żywności wyrosły Czechy. Eksport naszej żywności do Czech (głównie produkty ogrodnicze, mięsne, cukiernicze, mleczarskie i używki) wzrósł w 2006 r. aż o 44 proc. i przekroczył 557 mln EUR. Tym samym niewielkie Czechy wypchnęły z drugiego miejsca na liście największych rynków eksportowych samą Rosję, która za sprawą ograniczeń nałożonych na import polskiej żywności spadła aż na szóste miejsce. Rosję przegoniły też Wielka Brytania (wzrost zakupów w Polsce o 36 proc.), Holandia (24 proc.) i Włochy (33 proc.). Rosyjskie embargo sprawiło, że eksport polskiej żywności do tego kraju spadł z 0,5 mld EUR w 2005 r. do 431 mln EUR w 2006. Podczas gdy Rosja jako jeden z nielicznych krajów na świecie ograniczyła zakupy polskiej żywności, zwiększyły ją m.in. takie potęgi jak Chiny (wzrost o 82 proc.) i Niemcy (16 proc.). Mocno zwiększył się też eksport do Irlandii (74 proc.) czy Litwy (56 proc.).

Mięso dalej na topie

Choć Polska wyrasta na liczącego się eksportera żywności w Unii Europejskiej to jednak nie możemy jeszcze wpadać w euforię. Potentatem jeszcze nie jesteśmy. Oto bowiem dużo mniejsze od Polski kraje, takie jak Dania, Holandia czy Belgia wciąż biją nas na głowę pod względem wartości eksportu rolno-spożywczego. W efekcie pod tym względem zajmujemy w UE dziewiątą pozycję.

Eksperci są jednak optymistami. Biorąc pod uwagę wielki potencjał produkcyjny Polski i wciąż liczne przewagi kosztowo-cenowe ich zdaniem eksport będzie się dalej zwiększał.

- Tempo wzrostu eksportu raczej jednak nie będzie już tak wysokie jak w pierwszych trzech latach po wejściu do Unii Europejskiej. Na pewno realny jest wzrost na poziomie około 10 proc. rocznie – ocenia prof. Roman Urban, z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Jednym z ważnych motorów wzrostu eksportu ma być w dalszym ciągu polskie mięso, które zwłaszcza w przypadku drobiu, jest dużo tańsze niż w wielu innych krajach Europy. Nic dziwnego, że w 2006 r. eksport mięsa czerwonego wzrósł o 40 proc. i to mimo rosyjskiego embarga.

Więcej znaków zapytania dotyczy eksportu wyrobów mleczarskich, którego wzrost w 2006 r. mocno wyhamował. Producenci są jednak dobrej myśli.

- Nasze mleko w proszku sprzedaje się na pniu, w dodatku jego ceny na rynku światowym w tym roku poszły w górę. Eksportujemy też coraz więcej śmietany – mówi Tadeusz Nadrowski, prezes SM Ostrołęka.

Artykuły mleczarskie są w tym roku w cenie m.in. za sprawą suszy w kilku krajach produkujących duże ilości mleka.

Wiktor Szczepaniak
onet.pl
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 21:23, 04 Maj 2007    Temat postu:

Dlaczego PiS-owi wzrosło zamiast spaść!!!!

Blida się zastrzeliła, Jurek odszedł - komentatorzy byli niemal jednomyślni: jeśli to nie koniec to przynajmniej początek końca PiSu. Mylili się. Jak zawsze zresztą.

Dla mnie znaczący wzrost poparcia dla PiS, przy wyraźnym dołowaniu PO nie jest żadną niespodzianką. Spodziewałem się tego i tylko z poczucia niestosowności chwili nie snułem rozważań typu "kto straci a kto zyska na śmierci Blidy". Dziś, gdy możemy już skomentować fakt (sondaż dla Rzeczpospolitej) warto odpowiedzieć sobie na pytanie co się stało.
Śmierć czołowego działacza SLD i towarzysząca temu wydarzeniu kampania medialna MUSIAŁY wpłynąć pozytywnie na notowania partii, która twierdzi, że Polskę oplata sieć mafijnych powiązań. Nie oceniając czy to dobrze czy źle można ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że Polacy do szczególnie wrażliwych narodów nie należą. Cenią sobie skuteczność i bezwzględną (morderczą - można powiedzieć) konsekwencję w realizacji założonego celu (byle cel był słuszny). Przypuszczam, że Belg czy Holender do śmierci Barbary Blidy podszedłby zupełnie inaczej niż Polak. Przyjąłby bez większych oporów twierdzenia o państwie policyjnym, o "zaszczuciu", etc. Przeciętny Polak, natomiast, na sprawę spojrzał tak: skoro przyszło ABW znaczy, że miała coś na sumieniu, skoro się zastrzeliła to znaczy to, że było tego więcej niż się ABW wydawało. I tak dalej.

Polacy wybrali PiS nie ze względu na jego program gospodarczy czy wiarę w inteligencję jego kadr. Cel jaki postawili przed PiSem w dniu, gdy zatrudnili jego posłów w Sejmie był jeden: macie się wgryźć w tę mafię, która rządzi krajem jak bullterrier i nie puścić dopóki z gadziny nie wycieknie ostatnia kropla krwi. Jeśli notowania PiS spadają znaczy to, że wyborcy nie widzą tego wgryzania się. W tragedii Barbary Blidy wyborcy dostali potwierdzenie, że jednak robota idzie tak, jak obiecywano. Zobaczyli nie tylko samo wgryzanie się, ale i latające w powietrzu kawałki mięsa oraz tryskającą krew. Dodatkowo Polak jest odrobinę mściwy. I lubi patrzeć jak ten, który go niedawno okradał (przynajmniej tak Polak sądzi), dziś trzęsie się ze strachu lub tarza się po podłodze ze skutymi za plecami rękoma. Jeśli ktoś myślał, że ten widok zniechęci Polaków, to najwyraźniej ma bardzo ograniczony kontakt z tzw. przeciętnym Polakiem. Za dużo czasu spędza w Brukseli czy Florencji, a zbyt rzadko zagląda do Białegostoku, Mławy czy Łodzi. Zresztą to nie pierwszy raz, gdy okazuje się, że tzw. Salon zupełnie nie "czuje" Narodu. Stąd nierozsądna, z jego punktu widzenia, akcja "Blidą wykończymy PiS".

Przy okazji warto jeszcze wspomnieć o klęsce rokoszu Jurka. Wyborcy prawicy uczą się może powoli, ale z pewnością kilkanaście lat powtarzania tej samej lekcji im wystarczyło. Różnych Jurków podających na srebrnym półmisku władzę komunistom tylko dlatego, że orzeł ma koronę otwartą a nie zamkniętą i z krzyżykiem, albo dlatego, że nie udało się wpisać do jakiejś ustawy "oraz" zamiast "i" widzieli już wielu. Widzieli także opłakane skutki ich pryncypialności. Pisać dalej? Chyba nie trzeba. Właśnie dlatego za Jurkiem poszedł 1 procent wyborców (prawdopodobnie LPRowskich).

Nie wiem jak bardzo polski wyborca kieruje się w doborze popieranych partii sprawami polityki zagranicznej. Jeśli tacy wyborcy w Polsce istnieją to zamieszanie w Estonii z pewnością także PiS-owi nie zaszkodziło. Pokazało ono, że lęki, hołdowanie którym często zarzuca się PiS-owi, są w dużej mierze uzasadnione a konflikty dyplomatyczne (dużo ostrzejsze niż te nasze) są czymś normalnym, a nie tylko polsko-kaczystowską specjalnością (co niektóre krajowe gazety wmawiały nam przez ostatnie dwa lata).

W przeciwieństwie do niektórych komentatorów uważam, że Palikot z silikonowym penisem na sondaże nie wpłynął. Gdyby zapytać 100 Polaków czy wiedzą kto to taki, to 70. powiedziałoby, że nie wie, a reszta odpowiedziałaby, że to ktoś, kto występuje w "Tańcu z Gwiazdami".

Proszę powyższego komentarza nie traktować w kategoriach "cynizmu" ani tym bardziej jako zachęty dla władzy, by umożliwiła zejście jeszcze paru osobom (im więcej krwi skorumpowanych, tym wyższe notowania partii walczącej z korupcją). To po prostu próba opisu rzeczywistości i odpowiedzi na pytanie dlaczego wzrosło to, co podobno miało spaść. Rzeczywistość nie jest cyniczna, ona po prostu jest.

Źródło informacji: salon24
interia.pl
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Sob 20:15, 05 Maj 2007    Temat postu:

Brońmy STASI - apel Kransodębskiego!!

Nadeszła godzina próby. Nikt już nie może mieć złudzeń co do natury reżimu w Polsce po tym, jak chciano zmusić do powtórnego wypełnienia oświadczenie lustracyjnego zbyt zasłużonych ludzi, którzy kiedyś głosowali tylko za tym, aby wypełniać je jeden raz.

Ten akt niebywałego terroru, dokonany przez większość parlamentarną w Sejmie, która nie jest większością polskiego społeczeństwa, wywołał olbrzymi wstrząs w Europie, w całym cywilizowanym świecie. Na szczęście nasza duża ojczyzna Europa bierze nas w obronę. Miejmy nadzieję, że szybko uporządkuje sprawy w naszej małej ojczyźnie, skoro nie można już liczyć na LWP.

Na szczęście już się formuje ruch wewnętrznej odnowy - Ruch na rzecz Demokracji - protestujący przeciwko tym barbarzyńskim praktykom, przeciwko podziałom na uniwersytetach i w mediach. Konflikty, nadmiar pluralizmu i przejrzystości, obsesyjne działania antykorupcyjne rządzących szkodzą polskiej demokracji, zagrażają wolności obywateli. Nic więc dziwnego, że polscy mężowie stanu biją na alarm w zagranicznych mediach, które na szczęście nie dopuszczają do głosu ich krytyków.

Słusznie oburzony redaktor "Die Zeit" Gunther Hofmann wzywa rząd niemiecki, by wreszcie zajął zdecydowane stanowisko. Niestety, nie wszyscy Niemcy są gotowi do niego się przyłączyć. Jakże anachronicznie i połowicznie brzmiał na przykład dyskutujący niedawno w Warszawie z Janem Rokitą Hans-Dietrich Genscher, który antyeuropejsko stwierdził, że "własny rząd krytykuję u siebie w domu, a tutaj jako gość nie będę tego robił w stosunku do rządu polskiego".

Czy można się jednak dziwić? To przecież rząd Helmuta Kohla, w którym Genscher pełnił do 1992 roku funkcję ministra spraw zagranicznych, rozpoczął falę maccartyzmu. Dzisiaj, gdy pękła tama demokratycznego okrągłostołowego porozumienia, ta fala - spiętrzona - zalewa Polskę. Ale najpierw pochłonęła Niemcy.

Przypomnijmy tragiczny los Ericha Honeckera, który umarł na wygnaniu, Egona Krenza, osadzonego w kazamatach czy pioniera gospodarki rynkowej w NRD Aleksandra Schalck-Golodkowskiego. Ilu polityków wschodnioniemieckich zasłużonych dla wschodnioniemieckiej demokracji musiało zakończyć karierę! Ilu wybitnych naukowców usunięto z uniwersytetów! Wtedy Europa milczała.

Musimy przerwać to milczenie! Zeuropeizujmy ruch protestu! Upomnijmy się o ofiary czystek w Niemczech Wschodnich! Zaapelujmy do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansa-Gerta Pötteringa, skądinąd członka partii przeprowadzającego tamte czystki, o przywrócenie godności skrzywdzonym wówczas ludziom. Dlaczego tajni współpracownicy Stasi mieliby mieć mniejsze prawa niż tajni współpracownicy SB? Czyż mamy pozwolić na dyskryminowanie i oczernianie członków SED, gdy walczymy o dobre imię działaczy PZPR? Dlaczego budowniczowie muru berlińskiego mieliby cierpieć prześladowania, wszak ich zasługi na polu ratowania pokoju nie są mniejsze niż autorów stanu wojennego?

Utwórzmy paneuropejski ruch na rzecz przywrócenia demokracji we wschodnioniemieckiej części naszej wielkiej ojczyzny Europy oraz innych jej częściach dotkniętych maccartyzmem!

PS. Pod tym apelem można się podpisywać na stronie internetowej Paneuropejskiego Ruchu na rzecz Przywrócenia Demokracji w Niemczech Wschodnich oraz w Innych Częściach Europy Poddanych Maccartystowskim Praktykom - prrpdnwicepmp.pl.
Zdzisław Krasnodębski

Autor jest profesorem socjologii i filozofem społecznym związanym z Uniwersytetem w Bremie oraz Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Współpracuje z "Rzeczpospolitą
Rzepa

-)))))))))))))
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 19:47, 06 Maj 2007    Temat postu:

Były minister chciał, by tor wyścigów zbankrutował?

Prokuratura postawiła zarzuty byłemu ministrowi skarbu Wiesławowi Kaczmarkowi za to, że doprowadził do bankructwa spółkę Służewiec-Tory Wyścigów Konnych - podaje "Wprost". Według śledczych, Kaczmarek - wraz z innymi urzędnikami ministerstwa skarbu - chciał dzięki temu sprzedać za grosze państwową spółkę prywatnemu inwestorowi.

"Zarzuty w tej sprawie prokuratura stawia mi lawinowo. Ostatnio dowiedziałem się, że na poczet przyszłej kary ma zostać zajęty mój samochód" - mówi "Wprost" Kaczmarek. Oprócz niego zarzuty usłyszało jeszcze pięciu byłych urzędników ministerstwa skarbu państwa

Zdaniem śledczych, celowo obniżyli oni wartość państwowej spółki Służewiec - Tory Wyścigów Konnych. Po co? By doprowadzić ją do upadłości, a potem sprzedać za grosze prywatnemu inwestorowi. Państwo straciło w ten sposób 47 mln złotych - nie mają wątpliwości prokuratorzy.

A sprawa służewieckiego toru to nie jedyne kłopoty Kaczmarka z prokuraturą. Wcześniej śledczy postawili mu zarzuty w sprawie budowy Laboratorium Frakcjonowania Osocza w Mielcu.
dziennik.pl

BRAWO KACZYNSCY !!!!!!!!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 20:34, 06 Maj 2007    Temat postu:

Aż miło „Brawo Kaczyńscy” czyżbyś dostał reprymendę za kaczorów?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pon 7:39, 07 Maj 2007    Temat postu:

Działkowcy zostaną właścicielami ogrodów!!!!!!!

• Działkowcy będą mogli wykupić ogrody nawet za 5 proc. ich wartości • Cena metra kwadratowego niektórych działek w miastach dochodzi do 3 tys. dol. • Zniesiony zostanie obowiązek członkostwa w Polskim Związku Działkowców.

Politycy PiS po raz kolejny przymierzają się do uwłaszczenia działkowców i ograniczenia kompetencji Polskiego Związku Działkowców. Dziś każdy działkowiec musi należeć do PZD i opłacać składki. Jednocześnie nie ma on możliwości wykupienia swojej działki na własność.

- Niedługo przedstawimy nowy projekt ustawy o ogródkach działkowych, zgodnie z którym działkowcy będą mogli wykupywać zajmowane przez siebie nieruchomości - mówi Tomasz Markowski, poseł PiS i współautor projektu ustawy. Dodaje, że projekt wymaga jeszcze akceptacji kierownictwa partii i koalicjantów.
Prywatne działki

Najważniejszym elementem projektu ustawy o ogródkach działkowych ma być możliwość wykupienia ogrodów na własność. Projekt określi termin, w którym będzie to możliwe. Koordynacja wykupu ogródków działkowych ma odbywać się w gminach, które przygotują wnioski o wykup działek. Jednocześnie gminy będą miały ustawowy obowiązek sprzedawania działek osobom, które je dzisiaj użytkują i wyrażą chęć ich wykupu. Ogródki mają być sprzedawane za około 5 proc. rynkowej wartości gruntów.

- Najczęściej ogródki działkowe są we władaniu osób niezamożnych, dlatego też osoby, które będą chciały je wykupić, otrzymają bonifikaty, nawet do 95 proc. ich wartości. Jednocześnie będzie można ubiegać się o rozłożenie ceny na raty - mówi Tomasz Markowski.

Jeżeli zainteresowany w wyznaczonym terminie nie wykupi ogródka działkowego, to stanie się on własnością gminy. Będzie ona wydzierżawiała działkę osobie, która nie chciała lub nie mogła jej wykupić.

Projekt ustawy o ogródkach działkowych znosi również obowiązek należenia do Polskiego Związku Działkowców. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom Związek nie zostanie zlikwidowany.
onet.pl

BRAWO PIS !!!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pon 7:41, 07 Maj 2007    Temat postu:

Śmierć Blidy - "Alexis" boi się o swoje życie!!!

"Gazeta Wyborcza": Barbara Kmiecik, główny świadek w sprawie mafii węglowej, poprosiła prokuraturę o policyjną ochronę. "Alexis" twierdzi, iż ludzie z branży górniczej obarczają ją odpowiedzialnością za śmierć Barbary Blidy. Sugerują, by wycofała się ze złożonych wcześniej zeznań przeciwko mafii węglowej.
Prokuratura Okręgowa w Katowicach nie komentuje tych doniesień. Z informacji "Gazety Wyborczej" wynika jednak, że śledczy wydali już decyzję o objęciu Kmiecik ochroną. Jej zakres nie jest na razie znany.

Dziennik ujawnia, że "Alexis" już we wrześniu starała się o nadanie jej statusu świadka incognito. Dzięki temu prezesi spółek węglowych i politycy nigdy nie dowiedzieliby się, kto złożył obciążające ich zeznania. Barbara Kmiecik spodziewała się już wówczas zagrożenia ze strony branży górniczej. Jednak katowicka prokuratura odrzuciła jej wniosek. Uznała, że skoro bizneswoman chce uniknąć odpowiedzialności karnej za korupcję, musi zgodzić się na konfrontację z podejrzanymi. "Gazeta Wyborcza" dodaje, że nieoficjalnie wiadomo już, iż zeznania Barbary Kmiecik potwierdził już jej były wspólnik w interesach, Jacek W. Zatrzymany przez ABW mężczyzna przyznał, że pośredniczył w przekazywaniu łapówek górniczym notablom.

Więcej o tym, dlaczego Barbara Kmiecik boi się o swoje życie - w "Gazecie Wyborczej".
ONET.PL
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLITYKA 2o Strona Główna -> Felietony, Ciekawe Artykuły, Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4 ... 24, 25, 26  Następny
Strona 3 z 26

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin