Forum POLITYKA 2o Strona Główna POLITYKA 2o
Twoje zdanie o...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Ziemia od początku do końca.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLITYKA 2o Strona Główna -> Twoje Miejsce Na Ziemi i we Wszechświecie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Wto 9:06, 12 Lut 2008    Temat postu:

Ludzkość

Nikt i nigdzie nie pisze się o wpływie ludzi na swój przyszły las w aspekcie historii Ziemi.

Jak przynajmniej z topika powinno wynikać, Ziemia przechodziła rózne cykle. Nawet widać starzenie się Ziemi, jak i całego Kosmosu, działanie entropi.
Ponadto w historii Ziemi były okresy rozkwitu glonów, roślinności i rodzajów zwierząt. Można przypuszczać, że obecnie znajdujemy się w okresie rozwoju homo sapiens. Niemniej wielkie lasy zachowując prawie wszystkie kierunki rozwoju, przeżyły się. Ze zwierząt, okres dinozaurów nie pozwalający wyjść z cienia ssakom, zawojowały wszystkie dostępne im nisze ekologiczne istniejące w mezozoiku, ten okres w historii Ziemi się skończył, a nieprzystosowane do zmian dinozaury musiały wymrzeć, co wykorzystały inne ziwerzęta potrafiące przeżyć okres zmian.

Dziś w epoce interglacjałów, chociaż w dużej mierze zależy od wielkości kolejnych zlodowaceń i okresów przejściowych (ociepleń klimatycznych) więcej gatunków flory i fauny ginie niż powstaje. Sprzyja to człowiekowi, który potrafił opanował mowę, zaczął wytwarzać narzędzia, a nawet zmieniać środowisko. I to jest najbardziej niebezpieczne.

Rolnictwo i wycinanie lasów przyśpiesza stepienie i pozbawia Ziemię masy zielonej potrzebnej do asymilacji dwutlenku węgla, Budowa miast-pustyń, a głównie przemysł niszczy atmosferę ziemską. Bez względu na glacjalne cykle ziemskie człowiek przyczynia się do przyśpieszania zmian, czy, o czym się mówi najwięcej, do powiększania okresu ocieplenia, a nawet wypalenia powłoki roślinnej ziemi i niszczenie powłoki ozonowej. Nie jest to największe zmartwienie ludzkości, bo człowiek jest w stanie zabezpieczyć się przed tym, póki będzie miał energię. Będziemy żyli na Ziemi, jak na Marsie. Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 23:07, 02 Mar 2008    Temat postu:

Mimo wszystko, Panesz, perspektywy Ziemi nie wydaja się być zbyt korzystne dla człowieka. Przerażające wręcz jest tempo zmian, widoczne nawet w czasie jednego pokolenia.
A poza tym - dziękujemy! Applause
Znalazłam tu wiele ciekawostek, przykuwających uwagę do całego wykładu.
Jak również informację, który to lądolód przyczynił się do powstania krajobrazu morenowego wokół mojej Dziupli.

Jaga Ok!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Śro 12:35, 19 Mar 2008    Temat postu:

Ziemi nie będzie
Nie zostaną po niej nawet małe cząstki.
Jeśli pozostawić naturę samej sobie, za jakieś 7,59 miliarda lat Ziemia zostanie ściągnięta ze swojej orbity przez żarłoczne, czerwone Słońce i zacznie zdążać po spirali ku gwałtownej śmierci z wyparowania. Tak wynika z nowych obliczeń dokonanych przez dwóch astronomów, Klausa-Petera Schroedera z Uniwersytetu Guanajuato w Meksyku i Roberta Connona Smitha z University of Sussex w Anglii.


No i popatrzcie sami diabli wzięli moje wszystkie plany nie mówiąc już o tym ze szlag trafi wszystkie moje posty. Panie prezydencie czekamy na orędzie w tej sprawie.


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Śro 12:38, 19 Mar 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Wto 7:14, 27 Maj 2008    Temat postu:

Zszokowany jestem nie tylko wiadomością, ale też faktami świadczącymi, że na Ziemi najpierw utworzyła się skorupa lądowa!

Miało to być tak, że młoda Ziemia zaczęła się dzielić, na najlżejsze frakcje kwaśne, którymi jest w najwięszej części skorupa lądowa. I po kolei do jądro odkładały się się frakcje cięższe. I jak wiadomo, najmasywniejsze, najcięższe jest jądro, czyli środek Ziemi.

Ale Ziemia zaczęła rosnąć, jej średnica się pwoiększała i.... dlatego powstały dzisiejsze kontynenty! Nawet góry w środoku lądów, o których pisałem, że powstały wskutek natarcia na siebie dwu płyt lądowych, można inaczej wytłumaczyć.
I jeszcze dzisiaj z obliczeń wynika, że więcej powierzchni (oceanicznej) raczej przybywa, niż się zmniejsza!
I co z tym zrobić? Tłumaczyć?
A jak wytłumaczę, to co zrobić z ... wyżej opisaną ewolucją Ziemi?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 6:57, 29 Maj 2008    Temat postu:

Uzasadnienie.
1. Dziwnym by się stało, by Kula ziemska nie została do końca uwarstwowana. Ale po pierwsze jej obrót wokół własnej osi daje siłę odśrodkową, która ... cięższe i najcięższe grakcje musiałaby wyrzucać na zewnątrz. Czyli frakcje jądra Ziemi musiałyb się znaleźć na powierzchni, a najlżejsze - w środku. Jednak ruch obrotowy Ziemi musiałby być gigantyczny i to taki, że kula ziemska musiałaby się rozlecieć.

2, Każdy inny ruch wolniejszy powodowałby, że siła odśrodkowa nawet ta największa, czyli na jej powierzchni, jej nie rozrywa, a dodatku pozwoli cięższym cząstkom grawitacyjnie dążyć do środka. I dlatego mamy, że jądro jest najcięższe, zawiera najcięższe frakcje Ziemi. W dodatku zachodzi tam reakcja jądrowa, i jeszcze dodatkowo, reszta frakcji stanowi osłonę jego. Najlżejszymi frakcjami Ziemi są kwaśne frakcje stanowiące skorupę lądową Ziemi. I tu nalezy się zastanowić, dlaczego one nie utworzyły w czasie rozwarstwiania się środka Ziemi warstwy zewnętrznej, skorupy Ziemi.

3. A jeżeli tak było i do dzisiaj warstwa lądowa stanowi pierwszą skorupę Ziemi. czyli tule lądów ile dziś mamy pokrywała 4 miliardy lat temu całą powierzchnię Ziemi. I dalsze Chile.... Czyli Ziemia miało bużo mniejszą śednicę. I jeszcze dalsze Chile... Średnica Ziemi rosłaba do dzisiaj i ... nadal rośnie, ale o tym napiszę kiedy indziej.

4. I gdy śrenica rosła, a ilość lądów była ograniczona (skończona!), lądy zostały porozrywane i brakującą część nawet dzisiaj uzupełnia środek Ziemi poprzez tworzenie płyty oceanicznej! Tylko jest problem, że tokie pojęcie trochę zmieni ewolucję życia na Ziemi, chociaż niekoniecznie. Tylko niektóre fakty należałoby trochę inaczej interpretować.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 7:43, 30 Maj 2008    Temat postu:

Nie miałem czasu i sposobności policzenia, jaką to średnicę miała kula ziemska, gdy dopiero powstała, gdy miała tylko lądy na sobie (bez oceanów). Ale tak na oko, gdy lądy stanowią około 1/3 kuli, więc powierzchnia początkowej kuli zmiemskiej była 1/3 dzisiejszej. Nie bawiąc się we wzory, promień (średnica też!) byłaby wtedy proporocjonalna do pierwiastka z 1/3. co by prawie na oko dało 0.58 * 6 0000 km = 3 600 km.

Problem jednak z tym, jak Ziemia się powiększyła.

1. Jak podają źródła naukowe, grawitacja we wszechświecie słabnie. Jest to związane z rozszerzaniem się wszechświata, jest związane z ucieczką galaktyk i gwiazd. Czyli jeżeli siły wiązania materii słabną, Ziemia, jak i wszystko we wszechświecie się powiększa. I tu kłaniałby się Einstein ze swoją teorią względności. Albowiem dlaczego inne wymiary proporcjonalnie przynajmniej się nie zmieniają i ... pozostają niezmiennicze?

2. Mimo tego materia musi przybywać, Ziemia musi zwiększać swoją masę. I tak jest. Jako jedna z masywniejszych kul wyłapuje z kosmosu co się da. Głownie w okresie powstawanie Ziemi, tego materiału było sporo. Teraz, gdy kosmoc w okolicach Ziemi jest już prawie czysty, tego materiału jest coraz mniej. Nawet prawie nie zagraża życiu na Ziemi.

3. Jest takie promieniowanie, którym jest przepełniony kosmos, a głównie wysyła go w kierunku Ziemi Słońce. Są to neutrina, których 10 miliardów w ciągu sekundy przelatuje przez jeden nasz paznokieć! Są tak małe i nieistotne, że cała Ziemia, cała jej kula dla nich jest "przeźroczysta"! Są ich 3 rodzaje. Słońce emituje głównie jedno, ale po minięciu Ziemi, czyli po minięciu jej środka czyli jądra Ziemi, zmieniają się w pewnej części na inny ich rodzaj. Ponadto występuje w nich deficyt nocny! Znaczy, że w dzień, gdy zlicza się neutrina od Śłońca jest ich dużo więcej niż w nocy, gdy muszą przelacieć koło jądra ziemskiego. Wniosek. Jądro Ziemskie je wychwytuje.
I teraz problem. Czy neutrina mają masę? Mają, jest to prawie pewne. A ta teoria rośnięcia kuli ziemskiej ma być tego potwierdzeniem!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Sob 6:20, 31 Maj 2008    Temat postu:

W pewnych okresach historii Ziemi promieniowanie neutrinowe mogło być większe. Na pewno na początku, gdy więcej gwiazd się rodziło i rozpadało.Gdy gwiazdy wybuchały w bliższym sąsiedztwei galaktyki. Gdy powstawały czarne dziury, a zwłaszczqa gdy ich osie obrotu skierowane były na w kierunku Ziemi. W tedy masa Ziemi rosłaby najszybciej.

Dziś znamy głównie jej wzrost po spękaniach słabszych płyt oceanicznych, a głównie po pęknięciu w Rowie Atlantyckim w sumie będącym wzniesieniem. Natomiast największe zmniejszanie się powierzchni Ziemi zachodzi wzdłuż zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej. Tam płyta oceaniczna podchodzi pod płytę kontynentalną, a wynikiem tego są Andy.

W sumie rośnięcie globu wcale nie zaprzecza przesuwaniu się płyt tektonicznych czy naciskom jednych płyt na drugie. Ruch płyt tektonicznych jednak nie wywołał takich wędrówek lądów, jakie im się przypisuje i w środku Ziemi nie występuje tak silny ruch magmy w postaci jej prądów na wzór prądów morskich, aby przemieszczały specjalnie do rzeźby powierzchniowej lądów całe czy części nawet dzisiejszych kontynentów. Przypadek powstania Andów można wytłumaczyć, że siła rozwarca atlantyckiego spycha płytę kontynentu Ameryki Południowej na Pacyfik, bo Afryka "stoi" i nie puszcza.

Powstawanie gór do tej pory tłumaczyło się jedynie naporem jednej płyty tektonicznej na drugą. Jedna płyta "wyjeżdżała" na drugą tworząc góry lub spotkaniem się dwu płyt lądowych i wzajemnym ich kruszeniem. Czyli góry powstawały jedynie na skrajach płyt tektonicznych, niezależnie czy to były płyty lądowe czy oceaniczne. Tak dalej może to się odbywać, ale nie udowodniono do końca, jak powstała srodkowa wyżynna i górzysta część Azji. W przypadku rośnięcia Ziemi, jej powierzchnia się wyrównuje, wygładza. Ale bardziej wygięty wcześniejszy kawałek "skorupy" lądowej wyprostosując się, w sobie dostaje i ma siłę wypiętrzania się właśnie w środku, jeżeli nie pęknie gdzieś na skraju. Więc stąd Półwysep Indyjski (Dekan) ma siłę naporu na kontynent i tworzenia Himalajów, a te siły "twórcze" powstają w samej płycie lądowej Azji.


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Sob 6:31, 31 Maj 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Sob 7:51, 07 Cze 2008    Temat postu:

Ziemia ma swoje jądro, które się porusza. Jego obrót powoduje występowanie pola magnetycznego chroniącego Ziemię przed zabójczym promieniowaniem kosmicznym, głównie Słońca. Ale jeżeli jest pole magnetyczne, jest też pole elektryczne. A więc płynne części Ziemi, głównie wewnątrzj jej, wiadomo, że są zjonizowane, więc keirują się do plusa bądż minusa. Czyli poruszają się w określonych kierunkach. I tak na przykład można wytłumaczyć pewne złoża minerałów, pasmowanie się ich w swoim zakresie. Na przykład pasma złota. W ten sposób tłumaczy się nieosadowe złoża minerałów. Jest to potwierdzone również doświadczeniem!
Jeżeli jądro ziemskie znajduje się w płynnym oprócz skorupy środku Ziemi i przyjmuje się, że znacznie rózni się masą właściwą od masy Ziemi, to ... ono nie jest stale po środku kuli ziemskiej. Albowiem jest stale i mocniej przyciągane przez Słońce. Czyli środek jądra wykonuje minimalny, ale wykonuje, dzienny ruch obrotowy wokół środka ziemi . W dodatku na ruch jądra wpływa też Księżyc. Te oba ruchy się składają. Ale głównie w czasie zaćmienia SŁońca, gdy Słońce i Księzyc są po jednej stronie Ziemi, jądro w tym dniu i kilka dni po jest najbardziej odchylone od środka Ziemi. I to też jest już potwierdzone, sprawdzone, że w tym okresie, głównie w okolicach zaćmienia Słońca, występują trzęsienia ziemi lądź są znacznie większe i groźniejsze.

PS. W czasie zaćmienia Słońca Księzyc na neutrina działa jak soczewka. Masa Księżyca skierowuje je ze swego otoczenia ku środkowi ZIemi. I w okresiezaćmień masa Ziemi zwiększa się znaczniej. Jest to jedno z wyjaśnień wielkości i szybkości rośnięcia Ziemi wskutek promieniowania neutrinowego.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pon 9:15, 23 Cze 2008    Temat postu:

Woda!

Woda 4,5 mldy lat temu już była na ZIemi. Ale Ziemia była tak gorąca, że ako najlżejszy składnik Ziemi, tworzyła jej atmosferę! Gdy Ziemia stygła też dzięki wodzie wynoszącej jej ciepło w kosmos...., woda się skraplała i zakryła płytę kontynentalną. Czyli Ziemia najpierw była planetą płynną, planetą na zewnątrz (nie licząc atmosfery gazowej) pokryta cieczą, która prawie wyłacznie składała się z wody. Rośnięcie średnicy Ziemi i rozrywanie się skorupy lądowej spowodowało, że to miesjce zajmowała woda, która powoli odsłaniłała ląd. I taki stan mamy do dzisiaj.

Mimo tego na Ziemi ilośc wody była zmienna. Pierwsza woda zagarnięta przez Ziemię pochodziła z miejsca mgławicy-pierścienia (jak u Saturna) złożonego z wody. Ku przypomnieniu napiszę, że cząstki cięższe tworzące materię stałą i dlateog w głównej mierze planety bliższe Słońca są masywne, Wenus, Ziemia, a w przesżłości i Mars powstawały w okolicach lżejszych cząstek, jakimi jest tlen. No bo od Jowisza i dalsze planety zbudowane są zbudowane z jeszcze lżejszych pierwiastków, nawet gazowych lub płynnych ze względu na ponująca na planetach temperatur!

Okolice planet układu słonecznego już są wyczyszczone z drobnych cząstek czy to przez nie same czy przez wiatr słoneczny. Ale jak rosła średnica Ziemi, Ziemia pobierała wodę z kosmosu. Dziś już raczje więcej się jej pozbywa (jako para czy tlen i wodór) porywana w kosmos. O tym że woda była w układzie słonecznym. że są ślady na Marsie, że tam też była, świadczą komety. Czyli twory już tak duże, że dostając się w układ planet były ich siła grawitacyjną wyrzucane na swoje wieloletnie wydłużone orbity. A też sporo komet wyrzucone tak daleko, że ie powrócą. Komety też do tego czasu powyparowawały!

I dlatego już dla mnie nie jest tajemnicą, że w większości materiał lądowy jest ułożony w pasma. Albowiem jest to wynik długiego, bo czasowo nawet w miliardach lat, miały sposobność takiego układu. Natomiast działalnośc wulkaniczna aczkolwiek była, w tej teorii nie ma takiego znaczenia. Więc było na odwrót niż podaje to poprzenia teoria!

Ta teoria jest bardziej logiczna! I pozostaje jedynie znalezienie więcej dowodów, że tak było na pewno!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 0:23, 26 Cze 2008    Temat postu:

Zajefajna dyskusja. Ale mam kilka uwag. Zacznę od słynnego założenia, że Ameryki zaludnione zostały przez ludy z Azji, poprzez cieśninę Beringa.
Założenie to jest z gruntu fałszywe. Dlaczego? A choćby dlatego, że jeżeli by tak było, to najwięcej znalezisk kultury materialnej powinno być na północy, a w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót.
Zadziwiające są także kwestie kulturowe i cywilizacyjne. Kto mi wytłumaczy, jak to jest możliwe, że mniej więcej w tym samym czasie na globie ziemskim z niczego powstały cywilizacje, w których choćby wiedza
astronomiczna znacznie wyprzedała całą naszą europejska kulturę i cywilizację o tysiące lat. Tacy np. Sumerowie znali wszystkie planety naszego układu słonecznego i do tego o jedną więcej, którą nazywali Tiamat i z której "przybył" ich główny Bóg Marduk. Kto mi wyjaśni fenomen plemienia Dogonów z Afryki Północnej, którzy znacznie wcześniej nim to odkryto i oficjalnie ogłoszono twierdzili, że gwiazda Syriusz jest gwiazdą podwójną, a ich przodkowie z niej właśnie przybyli i stad ich wiedza. Czytaliście książkę Wolfganga Volkrodt'a -naukowca, inżyniera i wynalazcy, niemieckiego, rządowego specjalisty od wdrożeń pt. "Było zupełnie inaczej" w ktorej udowodnił na podstawie opisów z biblii, że w starozytności posiadano maszynę parową działającą na zasadzie zapadek pstrykających? Z resztą zbudował ją i działała, bez zarzutu. Proponowałabym także zapoznać się z książką pana Blumrich'a, specjalisty z NASA pt. "Kaskara - siedem światów". Wielce zajmujaca lektura. Ekor pytał o to, czy w czasie BB było możliwe powstanie nie jednego a wielu wszechswiatów. Zgodnie z teoria Einsteina jest to całkiem możliwe. Stąd wzięła się w końcu wyśmiewana przez wielu ortodoksyjnych naukowców teoria światów równoległych. Skąd się wzięła?
W XX wieku pojawił się człowiek, który postawił równość pomiędzy energią i materią - Einstein. Kto nie zna jego słynnego wzoru E=mc2 ? Jednakże z jego rozumieniem jest już znacznie gorzej. Sprawia to trudność nawet wytrawnym fizykom. Mało kto zapewne wie, że najprawdopodobniej inspiracją do tego odkrycia była nie mniej epokowa obserwacja - dualizmu korpuskularno - falowego światła. Okazało się, że tylko światło potrafi być jednocześnie falą (energią) i cząsteczką (materią). Stąd już tylko krok, by uznać, że każdy rodzaj materii rozpędzony do prędkości światła można zmienić w falę, energię. Mimo wszystko teoria Einsteina ciągle nie może sobie znaleźć w fizyce należnego jej miejsca. Powodem tego jest zarówno graniczna prędkość światła (dlaczego nie inna ?), jak i samo równanie energii i materii. Pewnie nie było by tak, gdyby zapomnieniu nie uległa równie rewolucyjna teoria, równie zasłużonego dla fizyki innego uczonego. Powróćmy zatem do XIX wieku, gdzie spotkamy człowieka, który geniuszem nie ustępował Einsteinowi.

XIX wieczni uczeni zakładali, że tylko bardzo twarda cząsteczka może stanowić podstawę wszelkiej materii. Nie znając fizyki kwantowej zakładali, ze jest to struktura jednolita i stała. Jednym z "odszczepieńców" od tej teorii był lord Kelvin (pierwsze udane połączenie kablowe po dnie oceanu, twórca termodynamiki, określił temperaturę zera bezwzględnego, sformułował prawo zachowania energii, twórca lustrzanego galwanometru, dynamometru, magnetycznego kompasu okrętowego i in.)
O ile zgadzał się z poglądem, że atom jest podstawowym budulcem materii, o tyle nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, że nie można przyjąć jego właściwości i wyglądu na wiarę. W tym celu wykonał pewne proste doświadczenie: Umieścił naprzeciw siebie dwa pudła w taki sposób, że naprzeciw siebie znalazły się okrągłe otwory w nich, zaś na przeciwległych ścianach podobne otwory zasłonił kawałkami mocno przytwierdzonej tkaniny. Wewnątrz pudeł umieścił środki chemiczne wytwarzające gęsty dym (niestety, nie wiem, co to było) Uderzając jednocześnie w boki pudeł okryte tkaniną powodował "wydmuchanie" przez otwory dwóch "dymnych" kółek. Kółka te wpadały na siebie i... odbijały się. Wyglądało to tak, jakby zderzały się ze sobą w powietrzu gumowe obręcze. Ulotne, wirujące pierścienie dymu zachowywały się jak ciała stałe. Nie można ich było nawet pociąć nożem - odsuwały się, albo oplatały dookoła ostrza. W ten sposób zwrócił wszystkim uwagę, że wirujące pierścienie dymu zachowywały się dokładnie tak, jak powinny zachowywać się atomy. Tak oto Kelvin doszedł do wniosku, że stałość atomu jest złudzeniem wynikającym z jego ruchu wirowego. Jeśli jednak nie wirowała materia, to co ? Według Kelvina jest to energia. Niestety XIX wieczne pojmowanie energii nieco różniło się od współczesnego. Zakładano wówczas, że wszechświat wypełniony jest "eterem" - niewidoczną, delikatną substancją przenikającą wszystko - nawet pustą przestrzeń. Pojęcie eteru z kolei konieczne było dla wyjaśnienia zjawiska fali i magnetyzmu - jak wiadomo, każda fala musi się rozchodzić w jakimś środowisku, musi mieć swój nośnik. Za taki nośnik uznano właśnie eter. Odkryciem Kelvina żywo zainteresował się niemiecki lekarz Herman von Helmholtz - zajmujący się badaniem wirów w cieczach. Następnie wybitny fizyk James Clerk Maxwell (1831-1879) - jeden z największych geniuszy dziewiętnastego wieku (pierwszy odczyt w Królewskim Towarzystwie naukowym wygłosił w wieku 15 lat) . Kolejnym orędownikiem teorii wiru był J.J. Thomson - odkrywca... elektronu.
Wir energii Kelvina przez pewien czas był podstawowym i oficjalnym modelem budowy atomu. Niestety przysłowiowym gwoździem do jego trumny okazały się dwa późniejsze odkrycia. Po pierwsze okazało się, że atom nie jest najmniejszą cząsteczką materii. Po drugie - teoria eteru poszła do lamusa. A jednak wyrzucenie tej teorii na śmietnik historii okazuje się wielkim błędem. Należy ponownie zwrócić uwagę na możliwości, jakie daje - szczególnie w powiązaniu z teorią Einsteina. A więc spójrzmy (zamiast słowa atom używając "cząstka elementarna") :

- Cząstka elementarna to wirująca we wszystkich osiach energia (wizualnie daje to kulę)
- Energia ta wiruje z prędkością podświetlną (choć prędkość jej wirowania może wyznaczać rodzaj cząsteczki, podobnie, jak kierunek wiru)
- Tylko teoria wiru energii daje możliwość zrozumienia faktu, że cząsteczki posiadają ładunek elektryczny.
- Jak skondensowana jest energia wirująca w cząsteczce elementarnej niech świadczy fakt, że kilkanaście gramów materii przekształciło się w energię zdolną zniszczyć całe miasto - Hiroszima i Nagasaki.
- Nie bez znaczenia, choć może z innej bajki jest tutaj zakorzenione głęboko we wschodnich wierzeniach przekonanie, że WSZYSTKO jest w istocie tym samym - energią właśnie - tylko o różnych wibracjach. Właśnie te WIBRACJE stają się podstawą NAUKOWEGO udowodnienia wielu Niezrozumiałych dotąd zjawisk:
a) gdyby rozpędzić wir energii do prędkości większej niż światło - przestanie być "materialny", zgodnie z teorią Einsteina znajdzie się poza przestrzenią i czasem. Zatem zamiast rozpędzać statek kosmiczny do niewyobrażalnych prędkości należałoby to uczynić z wirami wszystkich jego cząsteczek elementarnych. To zjawisko może tłumaczyć także materializacje i dematerializacje. To samo zjawisko może tłumaczyć nagłe pojawianie się i znikanie UFO.
b) Człowiek odbiera zjawiska tylko z określonego przedziału. Urządzenia techniczne trochę ten zakres poszerzyły. Jednak Teoria wiru energii oznacza, że dostrzegamy tylko tę część energii, która wiruje w pewnym przedziale prędkości. Pozostałe są dla nas niewidzialne. Teoria światów równoległych, światów czysto energetycznych, czy pośrednich znajduje tutaj swoje naukowe potwierdzenie.
c) Bilokacja - są osoby, które w jakiś sposób potrafią wpływać na prędkość wiru. Te osoby potrafią dokonywać materializacji (jak Jezus, czy Sai Baba), te same osoby potrafiły być w dwóch miejscach jednocześnie. Jaki to problem, jeśli po osiągnięciu stanu transmaterialnego można znaleźć się w dowolnym miejscu, a następnie wrócić do poprzedniego nie tylko co do lokalizacji przestrzennej, ale i czasowej ?
d) PORTALE POD- i NAD-PRZESTRZENNE - fantastyka ukuła kiedyś takie pojęcie nie mając nawet nadziei na wcielenie go w realne życie. Dodajmy tu jeszcze teleportację. A przecież przy teorii wiru nie są to rzeczy niemożliwe. Wystarczy zwiększyć/zmniejszyć ruch wiru energii. Jak pisałem, są ludzie, którzy potrafią to robić za pomocą swojego umysłu . Czy podobnie jest z załogami UFO ? Czy też korzystają z urządzeń technicznych ? A może istnieją też miejsca, gdzie taki proces zachodzi łatwiej ? Czasem słyszy się przecież, że w jakimś miejscu pojawia się czasem portal. Mówi się też o portalach ezoterycznych. W istocie to to samo, jedyna różnica polega na tym, KTO z nich korzysta, lub KTO je obserwuje.
to jest jedynie zarys możliwości (i tylko zarys podstaw) teorii wiru energii. Myślę jednak, że jest ona na tyle pociągająca i na tyle naukowa - a zarazem bliska ezoteryce - że wprost nie sposób jej się oprzeć. Czy jest w tym choć trochę racji Panesz?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 0:36, 26 Cze 2008    Temat postu:

Casandro otworzyłaś temat bez dna. Dobrze i ciekawie.
cyt; "Stąd już tylko krok, by uznać, że każdy rodzaj materii rozpędzony do prędkości światła można zmienić w falę, energię"
To kwestia dyskusyjna. Odwrotnie, idąc w kierunku zamiany energii w masę coś niecoś udowodniono. Zakładając pewne wartości progowe da się wyliczyć że przy niespręzystym zderzeniu dwu ciał energia może przekształcić się w dodatkową masę. Ale niestety powstaną cząstki materii i antymaterii. Stąd krok do BB.
To tak sygnalnie.


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Czw 0:37, 26 Cze 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 7:35, 26 Cze 2008    Temat postu:

Zajefajna dyskusja, z tym, że mieszamy historię Ziemi z początkami istnienia świata i światła czy z "aktualnym" tego stanem rzeczy.

W tym topiku przedstawiłem 2 modele kilkumiliardowego istnienia Ziemi w wielkości lat dziś obowiązujących! Opisałem pierwszy model jako lądy wyłaniające się z oceanu wody, jako ruch wylewowo-wulkaniczny, z ich "wędrówką" po ziemi oraz jak powstawało życie z ... niewiadomo czego. W drugim modelu, który znałem wcześniej, ale nie dopuszczałem do wiarygodności przed pierwszym modelem, a teraz uważam, że tak "naprawdę było naprawdę" dotyczący rośnięcia kuli ziemskiej z życiem jak w pierwszym modelu.

Casandro! Wyłuszczyłaś chyba prawie wszystkie dowody na to, że nic nie wiemy, jak zbudowany jest świat. Sporo z tego nie dla mnie jest wielkimi niewiadomymi, ale poniektóre rzczy uważam za zmyślone czy zwariowane problemy szukające sensacji identyko jak to jest w mediach polityczno-rozrywkowych. Świat naukowców na podobnym żyje, bawi się tym, a i czasami rozwiązuje owe zawiłości, upraszcza, tłumaczy na ludzkie pojmowanie i tym podobnie. W sumie powstają nowe teorie naukowe, nauka posuwa się dalej, a odkrycia naukowe i nowsze prawa lsą wykorzystywane technicznie i toto jest tzw, postęp.

Odniosę się do dwu opisanych przez Ciebie rzeczy.
Cytat:
Tacy np. Sumerowie znali wszystkie planety naszego układu słonecznego i do tego o jedną więcej, którą nazywali Tiamat i z której "przybył" ich główny Bóg Marduk. Kto mi wyjaśni fenomen plemienia Dogonów z Afryki Północnej, którzy znacznie wcześniej nim to odkryto i oficjalnie ogłoszono twierdzili, że gwiazda Syriusz jest gwiazdą podwójną, a ich przodkowie z niej właśnie przybyli i stad ich wiedza.

Nie wierzę w toto. Lub inaczej wierzę w toto! Znaczy z takim samym prawdopodobieństwem, jak w szóstkę w toto. Ile palców ma każdy pięciopalczasty człowiek to każdy wie. I wybrali sobie pewną ilość tych planet i .... pomylili się... tylko o jedną? A ile jest tych plemion, których czarownicy, magowie czytali "mądrości" głównie z miejsc niedostępnych i omamiali plemiona wiedzą tajemną, wymyślali historyjki tyle że z mniejszym prawdopodbieńswem do dzisiejszej wiedzy?
Jest też sprawa opisu! Jaką wiedzę mieli dogonowie co do gwiazd podwójnych? Żadną! I wystarczyło ich "odpowiednio" przesłuchać! Zadać odpowiednie pytania, aby tak wyszło, że ich bóg był potężny i mieszkał nawet na dwu gwiazdach , co palcem pokazali, bo ich mag im tak pokazał!

Jeżeli chodzi o materię identyczną z energią i jej model korpuskularno-falowy, to są to uproszczenia, w dodatku dające jeszcze dziś dobre wyniki traktowane oddzielnie czy wspólnie. Dla mnie jest to jedynie wytłumaczenie i przetłumaczenie na dotychczasową matematykę, na środki matematycznego zapisu, którymi obecnie się posługujemy! Jaka materioenergia jest? Nie wiem i nie sądzę, aby kiedykolwiek i do końca było odkryte, ale model korpuskularno-falowy jest w tej chwili najlepszy czy najczęściej używany, w końcu daje wyniki i możliwości dalszego wnioskowania o budowie świata, a nawet wyniki tego są do sprawdzania!
Widzę też pewne nieścisłości teorii względności. Mianowicie inaczej toto widzę w opisie teorii, a inaczej widzę toto matematycznie poprzez wzory, np. E=... czy trasformacji Lorentza.

I na koniec "głupie" pytanie. Czy matematyka nalezy do świata (powstała po BB), czy istniała już wcześniej? Czy obie matematyki są tożsame?
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 19:39, 26 Cze 2008    Temat postu:

Ależ ty Panesz jesteś prowokacyjny! A moze prowokujący? Umysł ścisły, a pytanie zadaje z czysto teoretycznej dziedziny, jaką jest filozofia.
Zadane pytanie: Czy matematyka nalezy do świata (powstała po BB), czy istniała już wcześniej? Czy obie matematyki są tożsame?
No to pofilozofujmy. Wiemy i jest to aksjomat, że prawa fizyki są niezmienne. Matematyka także nie da się dobrowolnie naginać. Tak więc można by sądzić, że zarówno przed jak i po Wielkim BUUMM istniała zawsze zarówno ta sama matematyka, jak i fizyka. Tylko jest pewien szkopuł. Fizyka i matematyka nie spadły z nieba. Podwaliny tych nauk, jak i ich rozwój zapewnili ludzie. Czyli my sami. W trakcie popełniano masę kardynalnych błędów, ale z czasem były one korygowane w miarę poznawania praw rządzących wszechrzeczą. Na dzisiaj możnaby sądzić, że teoretycznie rzecz ujmując, przed BB nie było, ani fizyki, ani matematyki w ujęciu ludzkim i ludzkim jej rozumieniu. Były prawa rzadzące lub zarządzajace stałymi i zmiennymi procesami w niebycie przed BB i czasie po wielkim wybuchu. Nie jestem specjalistką od nauk ścisłych, więc na razie nie będę się wymądrzać. Tym nie mniej zapoznam się nieco z tematem i być może cos konstruktywnego jeszcze skrobnę.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 23:19, 26 Cze 2008    Temat postu:

A ja wracam do Einsteina. Szczególna teoria wzgledności
Należy przypomnieć sobie podstawowe postulaty szczególnej teorii względności, a są nimi;
1.Zasada względności; Prawa fizyki są takie same dla wszystkich obserwatorów inercjalnych.
2. Stała prędkość światła ; prędkość światła c= 300 000 km/sec. Jest ona jednakowa dla wszystkich obserwatorów inercjalnych niezależnie od ich prędkości, czy ruchu względem źródła światła.

Jak to rozumieć z tym światłem. Zapalmy latarkę , fotony światła oddalają się ode mnie z prędkością 300 000 km/sec. Zostawiam latarkę i biegnę za światłem. Załóżmy teoretycznie że biegnę , gonię fotony światła prędkością 100 000 km/sec . Pytanie ; Z jaka prędkością oddalają się ode mnie fotony światła? Zdrowy rozsadek podpowiada (300 000 – 100 000)km/sec = 200 000 km/sec. Nie , fotony światła nadal oddalają się ode mnie z prędkością 300 000 km/sec.
To samo będzie gdy wybiegniemy naprzeciw światłu , wcale nie będzie szybciej zbliżać się ku Nam. Dalej będzie to 300 000 km/sec.


A więc nie można rozważać czasu i przestrzeni jako rozłącznych bytów. Czas i przestrzeń są ze sobą bardzo powiązane. Nawet istnieje pojęcie „czasoprzestrzeń”. Oczywistym staje się to gdy rozważamy prędkości zbliżone do prędkości światła.Właśnie to połączenie czasu i przestrzeni leży u sedna szczególnej teorii względności.
Dla prostoty i zrozumienia posłużę się prostym przykładem, wielokrotnie cytowanym.
Otóż zakładamy że Mój oponent w dysputach bujany ma już dosyć jałowych dyskusji , wsiada do rakiety i leci w kierunku najbliższej gwiazdy & Centauri , odległa 4,34 roku świetlnego. Regulujemy zegarki , ale moja stara „Pobieda” w żaden sposób nie da się zsynchronizować z ”Patkiem „ bujanego. Umawiamy się że na pokładzie rakiety ustawimy naprzeciw siebie 2 lustra. Skierujemy impuls świetlny na jedno lustro , światło odbite padnie na drugie, odbije się i wróci na pierwsze i znowu na drugie i tak dalej. Czujnik będzie liczył odbicia od jednego z luster. Wiemy że prędkość światłą jest znana i stała, odległość luster stała, a więc impuls do lustra będzie przychodził w stałych odcinkach czasu. Możemy wyskalować nasz zegar w ilości odbitych impulsów. Później przeliczymy to na drogę jaka światło przebyło , znamy prędkość światła odległość luster. Z tych danych obliczymy odcinek czasu który upłynął. Bujany leci , popija sobie piwko i obserwuje odbijanie się impulsu świetlnego. Nic szczególnego się nie dzieje . Ja mam podgląd z Ziemi na pokład rakiety i to samo obserwuję. Rakieta osiąga prędkość przybliżoną prędkości światła dla równego rachunku niech wynosi 87% prędkości światłą.
Według mnie impuls świetlny porusza się po dłużej drodze niż odległość między lustrami . Z chwilą odbicia od lustra rakieta porusza się z prędkością zbliżoną do prędkości światła a więc to drugie lustro w czasie gdy impuls jest w drodze do niego przemieściło się z mego punktu obserwacji o pewną odległość związaną z drogą jaka rakieta przebyła w tym czasie. .Czyli dociera do drugiego lustra trochę później niż gdyby rakieta nie poruszała się. .Ja to zauważam, bujany tego nie widzi, dla Niego odbicia impulsu są równe w czasie i wynikają z dwu parametrów stałych , stałej prędkości światła i stałej odległości luster. Dla Niego czy rakieta się porusza, czy otoczenie pędzi jest wszystko jedno. Często odnosimy takie wrażenie gdy stoimy w wagonie pociągu ruszającego ze stacji.
Po pewnym czasie porównujemy ilość odbitych promieni mnożymy przez odległość między lustrami mamy drogę, znamy prędkość światła. Dzielimy drogę jaka przebył impuls świetlny przez prędkość światła i otrzymujemy czas który upłynął tutaj zaczynają się schody. Bujanemu wyszło 2 doby, a wie co mówi bo zarost ma dwudniowy.
A mnie wyszło np. 3 doby zarost też odpowiedni do tego czasu , kobiety to potwierdzają , a wiedzą co mówią. W czym rzecz. RZECZ W TYM ŻE Z MEGO PUNKTU ODNIESIENIA TA DROGA ODBYTA PRZEZ IMPULS ŚWIETLNY JEST DŁUŻSZA Z UWAGI NA PRĘDKOŚĆ RAKIETY.
Kto ma rację? Bujany ma racje …i ja mam racje . KAŻDY OBSERWUJE NIEZALEŻNY PROMIEŃ ŚWIETLNY ZE SWEGO PUNKTU ODNIESIENIA. Swego układu inercyjnego.
Co dziwniejsze faktycznie zarost bujanego był dwudniowy. A mój 3 dniowy .Zdaje się że biologom jest bliżej do fizyki cząsteczek niż nam się wydaje.
Dlaczego pozwoliłem sobie użyć osoby mego dyskusyjnego adwersarza?
Dlatego, aby wykazać że problemy rzeczywistości zależą często od punktu odniesienia z którego je obserwujemy , a i prawda może mieć różne oblicza .A nasze oceny zawierają zawsze ten subiektywny pierwiastek
Mam nadzieję bujany że nie nadużyłem niezbędnego taktu. A jeżeli ..to przepraszam.

Powyższe występuje często w opisie jako syndrom bliźniaków.
Ale istotne jest to powiązanie czasu i przestrzeni.
W załączeniu rysunek obrazujący powyższe rozważania
[link widoczny dla zalogowanych]


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Czw 23:26, 26 Cze 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 8:39, 27 Cze 2008    Temat postu:

I nic mi nie udowodniłeś Ekorze terrorią względności, a moja wiara ani trochę nie drgnęła (v = się 0)!
Albowiem teoria Einsteina jest uproszczonym i wyśmienicie zdającym egzamin założeniem dotychczasowego postrzegania świata. W dodatku - mieszczącym się w.. pojęciach matematycznych!
Jaki jest do konca świat, nie wiemy, coś tam odkrywamy, poprawiamy ich opis (zapis matematyczny?) I to tyle. Takim przystankiem jest OTW. Pisała Casandra o niemożliwości ujęcia cząstek elementarnych jednym słowem czy jednym opisanym symbolem. Napisała jak łacznie można interpretować taką cząskę. Próbowano je opisać jako pozwijane struny (teoria strun).

Za to problem z matematyką (czy innym opisem świata) jest jeszcze większy niż to czy matematyka (i jaka) już była przed BB. Jako fakt możemy przyjąć, że BB stworzył naszą matematykę. Możliwości porównywania czy cokolwiek rozumienia tego sprzed BB nie mamy możliwości. I czy na pewno jesteśmy tak skontruowani, aby toto pojąć? Oto kolejne rodzące się "głupie" pytania.

Pomiędzy mową i jej logiką układania zdań w myśli i mówienia (czasem dwyznacznego i nielogicznego też), a matematyką nie widzę żadnych różnic! Jedno i drugie jest tylko metodą, sposobem porozumiewania się. Matematyka, chociaż komputerowo wchodzi w każdą dziedzinę humanistyczną i wręcz niematematycżną udowadnia toto. Ale napiszę tu dlaczego dość często stosuję ten uproszczony sposób myślenia. Bo jest tylko bardziej uporządkowany! Bo opiera się jedynie na logice! Bo arytmetyka jest tylko rozwinięciem, skomplikowaniem logiki, bo rachunek całkowy jest tylko jeszcze dalszym rozwinięciem i innym zapisem arytmetyki. I tak dalej. Ale zaczynają się problemy. Nie jest wiadomo, czy świat da się w taki prosty sposób poopisywać. Czy nie odkryjemy zjawisk wymykających się matematyce.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLITYKA 2o Strona Główna -> Twoje Miejsce Na Ziemi i we Wszechświecie Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 5 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin