Forum POLITYKA 2o Strona Główna POLITYKA 2o
Twoje zdanie o...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

"Towarzystwo" medialne
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLITYKA 2o Strona Główna -> Polska
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Śro 12:28, 05 Paź 2005    Temat postu: "Towarzystwo" medialne

Rozmowa z red. Krzysztofem Wyszkowskim, współtwórcą Wolnych Związków Zawodowych, sekretarzem "Tygodnika Solidarność" w 1981 r.

Czy trzeba aż wyborów parlamentarnych, żeby opinia publiczna dowiedziała się, kto jest kim w Polsce? Myślę tu o przyznaniu się posła Sławomira Jeneralskiego, byłego dziennikarza TVP, do "służby" w Wojskowej Służbie Wewnętrznej.
- Uczciwa część środowiska dziennikarskiego od dawna upomina się o lustrację pracowników środków komunikacji społecznej. Niestety, większość redakcji jest przeciwna ujawnieniu agentów. Na przykład wiele lat temu wezwałem publicznie redakcję "Polityki" do autolustracji, bo w historii tego tygodnika zdarzały się artykuły mogące świadczyć o współpracy dziennikarzy z komunistyczną policją polityczną, nawet z kapitanem Piotrowskim - mordercą ks. Jerzego Popiełuszki.

Apel pozostał bez echa...
- Udawali, że nie rozumieją o co chodzi. Wezwań do lustracji dziennikarzy oraz właścicieli mediów było wiele. Wszystkie okazały się nieskuteczne. Rozumiem do pewnego stopnia media prywatne, ale rzecz jest zaskakująca i oburzająca w przypadku mediów publicznych. Telewizja Polska nie chce pamiętać, czy udaje, że nie wie, iż tzw. pierwszy niekomunistyczny prezes Radiokomitetu Andrzej Drawicz był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. TVP powinna wziąć sobie do serca fakt, że w czasach komunistycznych była opanowana przez tajne służby, a po roku 1989 pozostała zdominowana przez agenturę. W tym sensie sprawa Jeneralskiego nie jest żadną sensacją, jeżeli chodzi o tajnych współpracowników komunistycznej policji politycznej w telewizji czy radiu. Miejmy nadzieję, że po zbudowaniu nowego rządu doczekamy się w tej sprawie decyzji systemowych.

Szokujące, ale obecny poseł Jeneralski mówi wręcz z dumą, że pełnił służbę w WSW.
- Jeneralski nie chce ujawnić treści swego oświadczenia, które podał Państwowej Komisji Wyborczej, ale wypiera się jakiejkolwiek działalności, jak to mówi, szpiclowskiej, twierdząc, że był zwyczajnym żandarmem; takim, który pilnuje, czy pijany żołnierz nie zachowuje się niestosownie. Być może to prawda, ale pamiętając jego karierę telewizyjną, mam wrażenie, że chodziło o coś więcej. Niejednokrotnie widzieliśmy, że był dyspozycyjny w stosunku do linii politycznej SLD. To wskazywałoby, że był w TVP komunistycznym żandarmem ideologicznym.

Był też twarzą telewizji Kwiatkowskiego, który doprowadził do zawłaszczenia TVP przez lewicę.
- Jeneralski wykręca się od odpowiedzialności, ale z drugiej strony nie uważam, by jego przypadek był najistotniejszy. Ważniejsze jest to, że w telewizji na znacznie wyższych stanowiskach pracowali i pracują nadal byli funkcjonariusze komunistycznych służb specjalnych oraz ich agenci. Na opinii publicznej największe wrażenie robią ludzie, którzy firmują kłamstwo własną twarzą, ale groźniejsza jest rola ukrytych decydentów, ludzi we władzach mediów, którzy organizują cały system: nabór kadr, ich szkolenie, przygotowują ramówkę programową. Tutaj lustracja jest najbardziej konieczna. Nie wystarczy, że sprawdzeniu podlega prezes TVP. Przecież w tak potężnych instytucjach, które organizują wyobraźnię i wiedzę milionów ludzi, które są również instytucjami wychowawczymi, mają programy edukacyjne, szkolne, czyli działają na bardzo wielu polach, nie tylko rozrywkowo-informacyjnych - obowiązek lustracji powinien sięgać daleko głębiej niż tylko stanowisk członków zarządu. Telewizja jest czwartą władzą, więc - analogicznie do instytucji państwowych - lustracji powinni podlegać wszyscy decydenci w TVP. I oczywiście wszyscy dziennikarze.

Ale czy tylko w mediach publicznych?
- Obrońcy agentury twierdzą, że media prywatne nie powinny podlegać lustracji. Jestem przekonany, że jest to fałszywe stanowisko, którego konsekwencje mogą być bardzo niebezpieczne dla interesu zbiorowego. Szczególna rola mediów w życiu publicznym powinna dopuszczać lustrację właścicieli i kierowników mediów prywatnych. Tak jak się to dzieje np. w Niemczech, gdzie każdy właściciel prywatnej firmy może się dowiedzieć, czy dany pracownik nie był dawnym agentem czy funkcjonariuszem służb komunistycznych.

I w Polsce dostęp do takiej wiedzy też powinni mieć szefowie?
- Dostęp do akt SB powinien być jeszcze szerszy. To w pierwszym rzędzie obywatele powinni móc się dowiedzieć, kto ich oszukiwał i oszukuje jako były esbek czy agent. Sytuacja, w której funkcjonariusze i ich tajni współpracownicy mogą być właścicielami mediów, mogą działać na eksponowanych stanowiskach, mogą być dziennikarzami skutecznie urabiającymi opinię publiczną, która traktuje ich z zaufaniem, bo nie ma wiedzy o ich przeszłości, a wyobraża sobie, że są to ludzie działający bezinteresownie - to wszystko jest publicznym skandalem. Jest niedopuszczalne i nie powinno być dłużej tolerowane.

Ile jeszcze takich osób uwikłanych może być w mediach?
- Po trochu działa już efekt wymiany pokoleń. W 1990 r. III RP zaczęła od stanu ok. 60 proc. zagenturyzowania dziennikarzy, ale dzisiaj jest ich dużo mniej, bo część odeszła na emeryturę. Z drugiej strony pamiętajmy, że to właśnie oni tworzyli nowe instytucje medialne, niezależne od państwowego systemu informacyjnego. Jeżeli pamięta się, że np. w szkołach dziennikarskich, w kadrach prywatnych mediów działają byli agenci, to się okaże, że decyduje nie liczba, ale wpływ, jaki w nowym układzie mają ci agenci na postawę młodych dziennikarzy. Młody pracownik telewizji prywatnej jest absolutnie uzależniony od swojego kierownika. Sam stara się zgadywać, jakiego nastawienia do informacji czy ludzi się od niego oczekuje. Bardzo łatwo jest wykorzystywać żądnych kariery młodych ludzi, którzy z racji wieku nigdy nie mieli nic wspólnego z SB, ale dzisiaj pracują tak jak kiedyś agenci, ponieważ pracują pod komendą byłych agentów i starają się realizować ich życzenia.
Pozostawanie agentów przy władzy nad mediami jest zresztą nieprzypadkowym efektem sposobu likwidacji monopolu informacyjnego PZPR w roku 1990. Gdy dzielono wówczas RSW, zrobiono to tak szczęśliwie dla postkomunistów, że do dziś przetrwały jedynie te redakcje, które pozostały wobec nich wierne, a wszystkie pisma niezależne zniknęły. Pozostała tylko "Gazeta Wyborcza", która podlegała ochronie, bo też jest w istocie pismem postkomunistycznym. Wybitnym członkiem Komisji Likwidacyjnej RSW był Donald Tusk i nie jest przypadkiem, że pozostaje faworytem dziennikarzy wywodzących się z komunizmu. On im zapewnił przetrwanie, władzę i pieniądze, a więc oni rewanżują się mu zmasowaną propagandą zamiast krytycznej analizy kariery lidera "aferałów".
Właśnie przydzielenie w r. 1990 ludziom PZPR i SB własności nad mediami jest przyczyną obecnych kłopotów z wiarygodnością dziennikarstwa i - szerzej - polityki. Gdy komunistyczne wyciruchy udają nauczycieli demokracji, nie dziwi efekt w postaci społecznego przekonania, że polityka polega na łajdactwie.

To tłumaczy, dlaczego potem oglądamy w mediach komercyjnych, np. w TVN, audycje atakujące Radio Maryja, zrobione przez młodych ludzi, bez doświadczeń PRL, ale uprawiających czystą propagandę, zupełnie jak w stanie wojennym.
- Tak, oczywiście, do tego jeszcze dochodzi pewien charakterystyczny rys wielu młodych dziennikarzy. Chodzi o nastawienie pragmatyczne, żeby nie powiedzieć cyniczne, w stosunku do własnej pracy. Ważne jest, żeby załapać się i zarobić, a moralność zawodowa tylko przeszkadza. Wstrętnym przykładem takiej postawy może być niedzielny film w TVN, szokująco prymitywny i zawodowo kompromitujący. To jest przypadek ważny dlatego, że widać właściciele i kierownictwo TVN uznali, iż muszą brutalnie włączyć się w kampanię prezydencką na rzecz Tuska. Skoro zdecydowali się wyświetlić gniot w stylu propagandy stanu wojennego, to znaczy, że wprost histerycznie boją się ujawnienia prawdy o mediach.

Czy zmiana układu rządowego przybliży nas do idei lustracji w mediach? O ile samo ogólne hasło lustracji pojawia się w programach i PiS, i PO, o tyle na temat lustracji dziennikarzy panuje cisza.
- Liczymy na to, że rząd Kazimierza Marcinkiewicza będzie wierny programowi Prawa i Sprawiedliwości, który był budowany pod kierownictwem Jarosława Kaczyńskiego. Kaczyński był redaktorem naczelnym "Tygodnika Solidarność" w latach 1989-1990, więc ma doświadczenia z agenturą dziennikarską. To nie są dla niego rzeczy abstrakcyjne. W tej chwili jest to tylko kwestia możliwości zrealizowania tego postulatu w kontrakcie koalicyjnym z PO. Wprawdzie Platforma też zapowiadała ujawnienie archiwów, co byłoby oczywiście wielkim uderzeniem w agenturę dziennikarską, ale to nie wystarcza, bo potrzeba kroków dalej idących - przeprowadzenia systemowych badań w ramach IPN.

Teraz ta praca badawcza została ogromnie utrudniona przez zarządzenie szefowej GIODO, zakazujące dostępu do takich pomocy naukowych, jak katalogi, inwentarze.
- To jest absolutny skandal. Usunięcie pani Ewy Kuleszy z życia publicznego musi być jednym z pierwszych obowiązków nowego rządu. Ta pani nie powinna być ani chwili dłużej urzędnikiem państwowym. Opóźnianie tworzenia rządu niepotrzebnie przedłuża funkcjonowanie takich postaci. Podobnie do najważniejszych i najbardziej oczywistych czynności rządowych należy umocowanie Janusza Kurtyki na stanowisku prezesa IPN. Problem tylko w tym, czy PO nie zejdzie na pozycje UW w koalicji z AWS i nie będzie blokować lustracji, mimo swoich wcześniejszych zapowiedzi o chęci dokonania pełnego otwarcia archiwów.

Na razie w mediach króluje stare. Nieskrywany zawód zwycięstwem PiS, niechęć wobec kandydata na premiera. Umawiają się, jak pisać i mówić?
- Ten wspólny prześmiewczo-lekceważący nastrój wobec PiS jest charakterystyczny dla metod dziennikarstwa postkomunistycznego. Środowisko dziennikarzy postkomunistycznych potrafi koordynować swoje działania ponad redakcyjnymi podziałami i poszczególnymi rodzajami mediów - telewizją, prasą i radiem. Proszę pamiętać, że jest to rodzaj swoistego "towarzystwa", chodzi mi o analogię do tego "towarzystwa", które gromadziło się wokół Kwaśniewskiego, Millera, Michnika itd. Takie towarzystwo wśród dziennikarzy też istnieje i nadaje ton - od Żakowskiego, przez Lisa, Miecugowa, Olejnik, Paradowską, Najsztuba, po propagandystów z "Gazety Wyborczej". W tej chwili "towarzystwo" broni PO jak socjalizmu, rozumiejąc, że Platforma w walce o prezydenturę dla Tuska wyrzeknie się swojego deklarowanego poparcia dla IV Rzeczypospolitej na rzecz ochrony postkomunizmu.

Czy w Polsce można rządzić bez wsparcia mediów?
- Kadra tego towarzystwa, o którym mówimy, to ludzie, jeśli nie cyniczni, to pragmatyczni, którzy gonią za pieniędzmi, wpływami, korzyściami. W tym sensie szybkie powołanie rządu zmieniłoby sytuację. Postawa Platformy negatywnie współdecyduje o postawie towarzystwa medialnego. Gdyby PO dała sygnał, że wchodzi do rządu, stanowisko mediów mogłoby się natychmiast zmienić, bo ci ludzie w strachu o swoją pozycję szybko by się podporządkowali.

Jednak rząd Jana Olszewskiego był od początku ostro atakowany przez media, które urabiały mu negatywny wizerunek.
- Dzisiaj aż tak źle może nie jest, a przynajmniej wrogość nie jest tak bezczelna i jawna, ponieważ społeczeństwo ma więcej doświadczenia, a więc propagandę nienawiści trzeba rozpowszechniać sprytniej.

Dziennikarze nie uderzyli się w piersi, że winni są zniechęcania Polaków do udziału w życiu publicznym.
- Dlaczego politycy nagle stali się wszystkiemu winni? Dlatego że nie dało się dłużej ukrywać, iż postkomuniści to zdrajcy i złodzieje? Nie, "towarzystwo" dziennikarskie przez piętnaście lat udawało, że nie widzi rozkradania Polski, a teraz straszy "kaczyzmem". To jest element propagandy antypolityki, która poważnie wpłynęła na niską frekwencję. Miała być ratunkiem dla lewicy i PO, a mimo to oni przegrali wybory. Postkomuniści i PO walczą o zaniżenie frekwencji, widząc w niej ratunek dla siebie. Nagonka na polityków, totalne potępienie polityki samej w sobie, rozpoczęły się dlatego, że po władzę sięga Prawo i Sprawiedliwość, które chce ratować państwo i grozi ukaraniem zdrajców i złodziei!

Mimo że już dawno zaplanowano, iż premier będzie z Krakowa...
- Tak, to miało być pewne. Rzekomo nawet badania to wykazały. Niestety, społeczeństwo okazało się znowu "niedojrzałe do demokracji".

Ale czy niepodatne na manipulację?
- Niestety, podatne, bo niska frekwencja pokazuje, że to się w dużym stopniu udało. Skądinąd wiemy, że absolutna większość społeczeństwa jest za przełomem, za rewolucją moralną, za lustracją i zmianami w najszerszym wymiarze, a z drugiej strony do wyborów idzie tylko 40 proc. wyborców. To pokazuje, że budowanie niewiary w możliwość, iż Polskę da się zmieniać, okazało się skuteczne. I tutaj rola mediów okazała się bardzo groźna. Na szczęście nie jest możliwe, żeby Michnik z Żakowskim, Olejnik i Paradowską potrafili ogłupić wszystkich Polaków.

W 1992 r. nie zdążono podjąć idei lustracji dziennikarzy. Czy były takie plany?
- Byliśmy naiwni i nie wyobrażaliśmy sobie, że nasi koledzy z UD i KLD potrafią do tego stopnia nie mieć szacunku do państwa, do interesu publicznego, że zaatakują rząd w tak brutalny, skandaliczny sposób. Okazało się, że nie tylko tacy dawni wyrobnicy przykomunistyczni, jak Mazowiecki czy Geremek, ale nawet młodzi ludzie jak Donald Tusk czy Jan Rokita, okażą się przeciwnikami wolności i demokracji w Polsce. Ówczesne zasługi dzisiejszych przywódców PO nie powinny zostać zapomniane. Oni mieli nadzieję, że nikt się o tym nie dowie, że nikt nie będzie wiedział o tajnych naradach, ich podłym przebiegu, o gangsterskich metodach walki z rządem Jana Olszewskiego. Dlatego dzisiaj też bronią Lecha Wałęsy. Boją się, że ujawnienie prawdy o Wałęsie doprowadzi także do ujawnienia prawdy o Tusku i Rokicie, którzy byli chętnymi wspólnikami zbrodni na polskiej demokracji.

Rokita zgłosił wtedy wniosek o odwołanie rządu Olszewskiego, a Tusk brał udział w tajnych naradach z Wałęsą, jak zmontować koalicję antylustracyjną.
- Tak, a później był jeszcze skandal z inwigilacją prawicy, do której zaprzęgnięto wysokich oficerów byłej bezpieki, wyspecjalizowanych w zwalczaniu przeciwników komunizmu. Nie zapominajmy, że rząd Suchockiej nazwał SdRP - SLD "konstruktywną opozycją". To wszystko pokazuje, że ci ludzie mają się czego obawiać, gdyby IV Rzeczpospolita stała się ciałem. Otwarcie archiwów, ujawnienie prawdy o przeszłości zagraża również im, nie w wymiarze agenturalnym, ale ochrony i współpracy ze środowiskiem byłych agentów SB.


To może jest też powód przeciągania prac nad powstaniem rządu?
- To jest szersza sprawa. Jest oczywiste, że PO zachowuje się jak UW przy AWS, to znaczy usiłuje sparaliżować partnera, występując obiektywnie jako obrońca układu postkomunistycznego. Wyraźnie widać, że Tusk sytuuje się jako kandydat na prezia-bis, a Rokita staje się jakimś nowym Cimoszewiczem, który dużo mówi o czystych rękach, ale jego pierwszą troską jest nie dopuścić do ujawnienia prawdy o aferach z udziałem ludzi PO. Kariera Tuska bardzo przypomina karierę Kwaśniewskiego - obaj byli skutecznymi akwizytorami pieniędzy na działalność swoich partii i obaj nie widzą powodów do wstydu za współpracę z takimi ludźmi, jak Huszcza, Jaskiernia i Siwiec czy Arendarski, Kubiak i Machalski.

Towarzysze z PZPR robili interesy z gdańskimi liberałami?
- W swoim czasie zresztą Tusk rozważał możliwość jawnego sojuszu z SdRP jako jedyną partią posiadającą kompetencje gospodarcze, ale w końcu wylądował w UD. Pragmatyzm Rokity też jest nieograniczony - potrafił przy Okrągłym Stole współpracować z Millerem nad "niedzieleniem młodzieży", a z Geremkiem nad budową III RP, udając, że nie wie, iż to państwo SB. Choć Tusk i Rokita bardzo się od siebie różnią, to w tym, co najważniejsze, są jak bliźniacy - obaj są fanatycznymi karierowiczami, którzy bez mrugnięcia okiem potrafią żądzę władzy nazywać patriotyzmem. Mając takich liderów, Platforma Obywatelska musi dzisiaj stać się spadkobiercą SLD. Gdyby się miało okazać, że to jest pozycja strategiczna, to może dojść do powtórzenia sytuacji z 1992 r.


Żadnych zmian nie będzie? Zostaniemy w gnijącej III RP?
- Gdy pojawia się możliwość dokonania w Polsce rzeczywistego przełomu, tak jak była na to szansa w 1992 r., okazuje się, że ci, którzy głosili potrzebę zmiany, nagle zmieniają front i z furią bronią agentury. Proszę pamiętać, że najpierw za uchwałą lustracyjną głosowało wielu posłów z różnych klubów. Ale gdyby ich brać za zwolenników autentycznej lustracji, to byśmy się grubo pomylili. Chwilę potem ci sami ludzie obalili rząd Olszewskiego. Dziś istnieje obawa, że to się może potoczyć podobnie. Mam nadzieję, że opinia publiczna tym razem nie pozostałaby bierna.

Dlaczego tak aktywny w utrąceniu lustracji w 1992 r. był Kongres Liberalno-Demokratyczny, w tym Donald Tusk? To byli wtedy młodzi ludzie.
- W tym również moi przyjaciele - w 1983 r. byłem aresztowany razem z Donaldem Tuskiem. Znam to środowisko, nawet pomagałem przy tworzeniu Kongresu. Na temat konieczności lustracji przegadałem z Tuskiem wiele nocy. On zawsze zapewniał, że jest za, ale w decydującym momencie dokonał wolty i służył Wałęsie jak łajdak. Dlaczego tak się stało? Tutaj wytłumaczeniem jest teoria prof. Andrzeja Zybertowicza - kooptacji przez korupcję. Nowi, niezużyci przez komunizm ludzie, którzy doszli do władzy za rządów Mazowieckiego i Bieleckiego, zostali dokooptowani do elity władzy przez różnego rodzaju korupcję. Wkrótce znakiem firmowym tzw. aferałów stała się teoria...


Pierwszy milion trzeba ukraść.
- To jest właśnie ten rodzaj ludzi. Ponieważ władza i pieniądze znajdowały się w rękach postkomunistów i agentury, więc trzeba było się starać o ich względy, żeby dobrać się do konfitur. Niestety, środowisko liberałów pchało się do tych konfitur rękami i nogami. Wałęsa spokojnie zbierał na nich "haki", a postkomuniści dokumenty "przepływów finansowych". Dlatego 4 czerwca 1992 r. musieli przyłożyć rękę do noża wbijanego w plecy polskiej demokracji, a obecnie muszą bronić interesów całego układu postkomunistycznego. Na tydzień przed wyborami Tusk mówi: "Jestem gwarantem równowagi". Straszy postkomunistów Kaczyńskim i otwarcie apeluje o ich poparcie, obiecując im bezpieczeństwo i obronę przed wymierzeniem sprawiedliwości.
Ależ to zupełnie przypomina Okrągły Stół i "dogadanie" się komunistów z koncesjonowaną opozycją...
Ten sojusz ma już postać jawnych związków personalnych. W niedzielę, gdy Kaczyński mówił w "Olivii" o państwie solidarnym, na spotkaniu z Tuskiem w Dworze Artusa widziałem admirała Łukasika, zaufanego człowieka Kwaśniewskiego. O Łukasiku pisze się tak: "W mechanizm fałszowania paliwa i oszukiwania skarbu państwa na akcyzie zaangażowani byli dowódcy Marynarki Wojennej, funkcjonariusze WSI, ABW, politycy SLD i najbliższe zaplecze Aleksandra Kwaśniewskiego. Według wstępnych szacunków skarb państwa stracił na tym procederze 10 miliardów złotych. O transportach z paliwem wiedzieli przełożeni. W jednej ze spółek zasiadał były dowódca MW admirał Romuald Waga, brat Jana Wagi, szefa Kulczyk Holding. Jego następcą został Ryszard Łukasik, który potem przeszedł do BBN. Szefem logistyki MW, który odpowiadał za te transporty oleju opałowego był dobry znajomy Łukasika" ("Marynarskie tango z mafią", "Głos", nr 23 z 2005 r.). Przy pomocy Rokity PO udaje, że walczy z aferami "towarzystwa", a przy pomocy Łukasika zmawia się z tym samym "towarzystwem" przeciwko programowi IV Rzeczypospolitej.

A "towarzystwo" dziennikarskie udaje, że tego nie widzi...
- Ja wierzę, że i dla Tuska, i dla Rokity, i dla wielu innych ludzi w PO jest to sytuacja niekomfortowa. Oni woleliby mieć i władzę, i pieniądze, i jednocześnie uchodzić za ludzi uczciwych. Ale zbudowanie takiego raju "aferałów", gdzie ich przeszłość - korupcja, niszczenie państwa, brak szacunku do demokracji, ochrona agentury czy wysługiwanie się zagranicy - uda się ukryć przed społeczeństwem, jest niemożliwe. W Polsce musi dojść do wyboru - albo uczciwe państwo, albo upadek. W wyborach parlamentarnych społeczeństwo już wybrało. Ale biedni "aferałowie" boją się tego wyboru i chcą kontynuacji III RP. Muszą wiosłować wstecz, bo tylko współpraca z układem postkomunistycznym zapewnia im partyjne i - w wielu przypadkach osobiste bezpieczeństwo. Gdy Platforma nie może mieć premiera, okazuje się, że prawdziwy program IV RP jest dla niej bezpośrednim zagrożeniem. To dlatego Tusk i Rokita muszą dzisiaj robić to, co robili zawsze w chwilach dla polskiej demokracji trudnych - wyciągają rękę po pomoc do wrogów demokracji.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 8:42, 06 Paź 2005    Temat postu:

Gościu!
Potwierdzam, że raczej przekopiowany skąś artykuł jest anty-Tuskowy!, niż Ty nazywasz się Małgorzata Rutkowska.
Artykuł jest z pewnością AUTORYZOWANY, tendencyjny i napisany w jedną stronę. Ponieważ nie wyrażasz tutaj swego zdania, myślisz, że towarzystwo z 2o skomentuje i podpowie CI co myśleć! Mylisz się i nie zdziwię się, jeżeli moderatorzy tego forum usuną ten temat. A nawet spodziewam się. Gdyż nie jest to forum na przedruki, a na własne komentarze.

Mimo tego, że może być wykasowany, przyczepię się do strasznie głupiego WSTĘPU jakim jest opatrzony ten tendencyjny wywiad wyrażający nie twoją opinię!

O Jenieralskim:
Cytat:
Niejednokrotnie widzieliśmy, że był dyspozycyjny w stosunku do linii politycznej SLD. To wskazywałoby, że był w TVP komunistycznym żandarmem ideologicznym.

Co ma "dyspozycyjność" i "linia polityczna SLD" wspólnego? To bardzo dobrze o nim świadczy - dyspozycyjność!. Takich pracowników się chwali, a nie gani i nie wyciąga się głupio-ideologicznych wnioskiów! A jego stosunek do SLD, to odrębna i jego sprawa. Zwłaszcza, że:

Cytat:
Bardzo łatwo jest wykorzystywać żądnych kariery młodych ludzi, którzy z racji wieku nigdy nie mieli nic wspólnego z SB, ale dzisiaj pracują tak jak kiedyś agenci, ponieważ pracują pod komendą byłych agentów i starają się realizować ich życzenia.
I następny
Cytat:
Właśnie przydzielenie w r. 1990 ludziom PZPR i SB własności nad mediami jest przyczyną obecnych kłopotów z wiarygodnością dziennikarstwa i - szerzej - polityki. Gdy komunistyczne wyciruchy udają nauczycieli demokracji, nie dziwi efekt w postaci społecznego przekonania, że polityka polega na łajdactwie.
Tak. Polityka polega na łajdactwie, czego przykład mamy obecnie w wyborach.
Wczoraj oglądałem w TVN i TVP1 "strajk" Bubla dotyczący bojkotu przez media pozostałych kandydatów na prezydenta przez media. TVN pokazała go od strony merytorycznej. Natomiast TVP1 pokazała tylko nieistotny incydent podczas tego strajku. Jak się do tego odnieść? WŁAŚCIWIE NIE WIEM. Ale wygląda mi na to, że TVP1 "sfałszowała", zbagatelizowała i to nieetycznie całe zajście!

"Wprawdzie Platforma też zapowiadała ujawnienie archiwów...." i co to da? Czy to jest takie ważne, jak kto wykonywał i obecnie wykonuje swoją pracę? O wiele ważniejsze jest jaki teraz jest. Tyle mówi się o resocjalizacji, bandziorów, przestępców, alkoholików, a tu za urodzenie, za dotychczasową pracę, a może za spowodowanie np. wypadku drogowego nie należy nikomu pozwalać na żadne stanowisko nawet w administracji.
Następną sprawą jest, to co znajduje się w aktach SB. A co tam może się znajdować? Na pewno fakty. Znaczące i/lub bezwartościowe. Na pewno opinie o gościach sfałszowane lub sfabrykowane na okoliczność i wg mniemań piszących. Na pewno literatura nie przystająca do dzisiejszości danej osoby? I czy warto to wszystko czytać? Drażnić i dokuczać, tym, o których tam pracownicy agenturalni płodzili niusy, bo na tym polegała ich praca i byli na tyle dobrymi pracownikami, że im więcej, tym lepiej DLA NICH!
Czyli nadal nic nowego pod słońcem. Dalej to samo piekiełko, rozliczanie przeszłości i bezmyślność i nieliczenie się z dzisiejszością. Też nie liczenie się z ludźmi, z wyborcami. Media robią swoje. Nadal nie poprawiają się, a działają po staremu. Urabiają opinię.....
...a po jaką cholerę to piszę?? Może wyjdę na dwór? - na dwór!, u nas się tak mówi - a nie na pole! Słoneczko świeci i nic tu po mnie! Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 11:26, 06 Paź 2005    Temat postu:

Panesz, szkoda Twojego czasu i nerwów. Zwykłe polskie piekiełko, do którego ciagle wciągamy sie za nogi, oni nas a my ich, dzieki czemu tak trudno posuwać sie do przodu.
Ciekawe, czy to był profesjonalista, czy społecznik.
Anulować!
U nas też mówi się "na dwór".
:?b
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 7:30, 07 Paź 2005    Temat postu:

Jaga!
"na pole" mówi się w pewnej tylko części Polski. I ciekawe jest jak powiedziałby teraz JMR, wywodzący się z tego regionu. Ciekawe.

Wracając do spreparowanego wywiadu. Dlatego uważam, że jest spreparowany, że całość wygląda, że do wypowiedzi K.W. widzę dorobienie wstępu i pytania nie zakłócające wątków i tendencji artykułu. Czyli mam duże wątpliwości do jego autentyczności, jednakże nie mogę negować jego treści. Wszystko zależy od tego jak się to czyta i co chce się wyczytać.
Więc wracając to dalszej treści, nie widzę tu degradacji kandydata. Jednakże nie jestem w stanie uzmysłowić sobie do końca jego postawy w "nocnej zmianie" i potwierdzenia jej na wiecu w Gdańsku. I drugi wątek: dlaczego około-"Solidarność" poszła w kierunku AWS i dzisiejszej sytuacji socjalno-liberalnej! Czy można było inaczej i co to by dało?
Na ostatnie pytanie odpowiadam, że nic istotnego by nie zaistniało. Brakuje porównania, ale wypaczenia zaistniałyby wielkości podobnej do dzisiejszej. Więc nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Wszystkie drogi były omylne. Wygłaszające swoje poglądy (zabierające głos) osoby na zjeździe nie-"Solidarnościowym" w stoczni Wałęsa i pozostali dzisiejsi przywódcy partyjni wybrali walkę z post-stanem PRL, co dzisiaj widziem.
Natomiast przegrani, czyli Gieremek z Frasyniukiem (UW) znikli, a i Michnikowi odejście się nie upiekło.

Największe znaczenie w "straconym 15-stoleciu" ma wg mnie gospodarka. I gdyby nie było "walki z postkomunizmem i innymi demagogiami, żadaniu reform typy przegniatania plasteliny na plastelinę, bylibyśmy w innym miejscu! Kosz przeobrażeń dognoił gospodarkę do dna! I z tego nie wywiniemy się budyjąc IV-tą konstrukcję prawną. Dognoimy ją do końca. Jedyną nadzieją jest, że "nasi przywódcy" na niej się nie znają i... oddadzą jej sterowanie w ręce fachowców, o ile trafią z tym oddaniem na właściwe osoby Mr. Green . Ponadto nie wyciągną za szybko rąk po kolejne pieniądze na "ustrój". Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 13:00, 07 Paź 2005    Temat postu:

Panesz Czw 8:42, 06 Paź 2005

Cytat:
Ponieważ nie wyrażasz tutaj swego zdania, myślisz, że towarzystwo z 2o skomentuje i podpowie CI co myśleć! Mylisz się i nie zdziwię się, jeżeli moderatorzy tego forum usuną ten temat. A nawet spodziewam się. Gdyż nie jest to forum na przedruki, a na własne komentarze.

Mimo tego, że może być wykasowany,


ja Sro 10:45, 14 Wrz 2005

Cytat:
ps. mam nadzieje że nikom nie przeszkadzają takie przeklejki z prasy ? jeśli przeszkadzają to natychmiast znikam, rozpływam się we mgle :-)


Panesz Sro 11:47, 14 Wrz 2005
http://2o.fora.pl/viewtopic.php?t=77
Cytat:
Odpowiadam na ps.
Mi nie. Mam nadzieję że reszcie i adminowi. Zresztą tak było ustalone "Newsy" w "Polityce". A ty Pytaczu nie musisz tylko zapytowywać. Śmiało możesz też odpowiadać. Myśle, że wystarczająco odpowiedziałem.


No to się zdecyduj ???

----

Ad meritum
Panesz Pią 7:30, 07 Paź 2005
Cytat:
Dlatego uważam, że jest spreparowany, że całość wygląda, że do wypowiedzi K.W. widzę dorobienie wstępu i pytania nie zakłócające wątków i tendencji artykułu. Czyli mam duże wątpliwości do jego autentyczności, jednakże nie mogę negować jego treści. Wszystko zależy od tego jak się to czyta i co chce się wyczytać.


Nasz Dziennik Środa, 5 października 2005, Nr 232 (2337)
[link widoczny dla zalogowanych]

Skąd w Tobie tyle podejrzliwości ?

----
Cytat:
Co ma "dyspozycyjność" i "linia polityczna SLD" wspólnego? To bardzo dobrze o nim świadczy - dyspozycyjność!. Takich pracowników się chwali, a nie gani i nie wyciąga się głupio-ideologicznych wnioskiów! A jego stosunek do SLD, to odrębna i jego sprawa.


Ma bardzo dużo... Dziennikarzy obowiązują różne kodeksy etyki [nawet tych z mediów prywatnych] - wymogi co do dziennikarzy mediów publicznych wzrastają... na dodatek ten człowiek mógł dostawać rozkazy z dwóch ośrodkó dyspozycyjnych

Cytat:
Czy to jest takie ważne, jak kto wykonywał i obecnie wykonuje swoją pracę? O wiele ważniejsze jest jaki teraz jest. Tyle mówi się o resocjalizacji, bandziorów, przestępców, alkoholików, a tu za urodzenie, za dotychczasową pracę, a może za spowodowanie np. wypadku drogowego nie należy nikomu pozwalać na żadne stanowisko nawet w administracji.


Chyba żartujesz ? Menda-donosiciel nie ma prawa funkcjonować w życiu publicznym - tak jak pijak któremu zabiorą prawo jazdy nie ma prawa prowadzić smochodu...

Cytat:
Największe znaczenie w "straconym 15-stoleciu" ma wg mnie gospodarka. I gdyby nie było "walki z postkomunizmem i innymi demagogiami, żadaniu reform typy przegniatania plasteliny na plastelinę, bylibyśmy w innym miejscu! Kosz przeobrażeń dognoił gospodarkę do dna!


Dekomunizacja wiąże się ściśle z gospodarką [tą wielką - bo chyba nie maiła wpływu na to czy ktoś kiosk otworzył czy nie ?] - początek lat 80 i zmiana ustawy o przedsiębiorstwach państwowych (debilne przepisy o zarządaniu przez "załogę" itp), rok 88 minister Wilczek, sprawa kantorów, prawie 2 tys. spółek nomenklaturowych żeruących na majątku państwowych firm, prywatyzacja - to tylko parę haseł...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 15:07, 07 Paź 2005    Temat postu:

Gościu!
Wywiad redaktorki z redaktorem oceniłem wystarczająco. Siedli napisali i puścili. I do tego nie wracam.
Natomiast podejmę się dyskusji dwu ostatnich Twoich cytatów.
Cytat:
Chyba żartujesz ? Menda-donosiciel nie ma prawa funkcjonować w życiu publicznym - tak jak pijak któremu zabiorą prawo jazdy nie ma prawa prowadzić smochodu...
Przy czym nikt prawa jazdy nie jeszcze nie zabrał i ciekawe, czy zabierze.
Pisałem już, że to rząd ma udowodnić, że nadaje się do rządzenia, a nie społeczeństwo, że do tego się nie nadaje. Wywiad jest antytuskowy, czyli twierdzisz Gościu (może byś się zarejestrował lub używał nika???, bo łatwo się pod ciebie podszywać), że do rządzenia sie nie nadaje. Trudno, uznaję to. Mam podobne mniemanie, ale... Ale na Kaczyńskiego/skich też jest co niemiara, na Leppera i Borowskiego też, Kwasa i... wszystkich! Więc takiego, co nadawałby się na prezydenta, nie znajdziesz, bo ja nie chcę ani Ciebie, ani siebie nie widzę Very Happy A kogoś wybierzemy nawet jak nie pójdziemy do wyborów!

Co do gospodarki. Otóż reformy przerosły gospodarkę! Gospodarka od dawna nie zdzierżyła przemian ustrojowych, czemu pomagali ci z lewicy i reformatorzy z prawicy. Prywatyzacja i korupcja na wszystkich szczeblach! (Nawet Kostancin-Jeziorną widzę, jako kolejne wykorzystanie tych elementów, które mogą się upiec poprzez "zmiany na najwyższych szczeblach" - zobaczymy.)
Czy to PO czy PiS czy obie razem są układem postsolidarnościowym. Czyli skupiających w większości ludzi "rządnych władzy". Ludzi, którym nie podobał się ustrój socjalistyczny lub byli w nim niedopuszczeni do władzy. To oni teraz królują i chcą się wykazać. Więc gospodarka im zwisa. Im potrzebne są rządy i pokazanie się jako opatrzniowi męzowie!

I o ile byłem przeciwnikiem wszelkich kosztownych reform, które najpierw zaistniewały, a później okazywały sie byleczym lub tak obciążały gospodarkę i ludzi, że lepiej by było, aby ostał się stary ustrój (vide k.Komuno - wróc), zawsze stanę na stanowisku, że reformy społeczne tak, ale na ile gospodarka i budżet pozwoląją, a nie odwrotnie! A takichże i w takim wykonaniu nie było. Jedynie lewica cokolwiek próbowała ratować. Stąd mówi sie o maraźmie i zastoju. Czy nowa IV-ta Księżycowa RP tyczy cokolwiek gospodarki? Nie widzę tego po panach z PiSu. I czy nowa ekipa nie porwie się znowu z motyką na Księżyc? - obaczym. Bo nowe reformy zedrą z kobiet reformy. Oby nie przed zimą! Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 21:07, 09 Paź 2005    Temat postu:

Witam

Cytat:
może byś się zarejestrował lub używał nika???, bo łatwo się pod ciebie podszywać


A komu by się chciało podszywać Very Happy

Cytat:
Więc takiego, co nadawałby się na prezydenta, nie znajdziesz


Giertych się nadawał... zresztą zerknij na to:

[link widoczny dla zalogowanych] czy "Opoka w kraju" [link widoczny dla zalogowanych]

Pozdrawiam

ps. Ciekawe co z tego wyniknie w II turze...
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 21:29, 09 Paź 2005    Temat postu:

W wiadomościach parafialnych czytam:
"Bardzo słaby wynik LPR potwierdza, iż na Ursynowie nie ma miejsca obecnie na narodowe skrajności....Sytuacja ta jest o tyle zastanawiajaca, iż część postulatów wyborczych Ligi jest bliska niejednemu mieszkańcowi Urszynowa....ale SPOSÓB ICH WERBALIZACJI wręcz zniechęca - jeżeli nie odstrasza - potencjalnych wyborców".
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pon 7:12, 10 Paź 2005    Temat postu:

Gościu Gościu!
Daję Ci więcej niż 50 %, że Ty, to Ty! Może nawet jestem tego pewny, ale nie ryzykuję. Ale nik (nick) by Ci się przydał. Nie bądż Tuskiem (z resztą, to o nim tu mówimy) i nie reprezentuj "wszystkich" Polakow. Moja rada i namawiam.

Rozdzielam Macieja od Romana, chociaż to jedna rodzina. Co do LPR-u i ostatnich niesnasek z lidze (czyt. partii), to widzę, że podwładni Romana chcą wypłynąc na powierzchnię, odznaczyć się i zaznaczyć swoją bytność. Przecież dostali się nawet w zastraszającej ilości do Sejmu! Ponadto LPR już trochę istnieje i widocznie jakieś korekty nabrały znaczenia. Ponadto z LPR Romek wystawał do tej pory o głowę w stosunku do innych.

Natomiast Maciej Giertych ma swoją publikę, ponieważ jest eurodeputowanym. Również nic nie mam przeciwko niemu, tak jak jak i większości kandydatów na prezia. Nawet jego praca w PRL-u i Radzie Jaruzelskiego odbieram na +. Ponieważ jest to jego doświadczenie życiowe, z którego mógłby wyciągnąć odpowiednie wnioski do sprawowanej funkcji.
Jedynie małe zastrzeżenie mam do jego religilności, bądź działalności prawie wyłącznej w środowisku katolickim. Nie jest to minus, gdyż katolicyzm nie w istocie zły, ale nie reprezentuje wszystkich polaków, a czasami wyklucza lub wypacza niektóre problemy natury społecznej.

Ale gościu Gościu ciekawi mnie Twoje spojrzenie na D. Tuska jako głównego "podejrzanego" na Prezydenta RP. Przecież toś ty puścił wstępny o nim artykuł. Podałem Ci jeden zarzut przeciwko niemu. Prezydent wszystkich Polaków, czyli kogo..? To mi się nie podoba. To świadczy o niereprezentatywności nikogo konkretnego, nieutożsamianie się z nikim. Natomiast mam nadzieję, że tylko on może wprowadzić JOW do obiegu. Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pon 10:35, 10 Paź 2005    Temat postu:

Cytat:
Ale nik (nick) by Ci się przydał.


No dobra namówiłeś mnie Very Happy

Cytat:
Rozdzielam Macieja od Romana, chociaż to jedna rodzina.


I bardzo słusznie. prof. Giertych ma prawie w każdej sprawie jasne stanowisko - a nie da się tego powiedzieć choćby o Tusku...

Cytat:
Nawet jego praca w PRL-u i Radzie Jaruzelskiego odbieram na +. Ponieważ jest to jego doświadczenie życiowe, z którego mógłby wyciągnąć odpowiednie wnioski do sprawowanej funkcji.


Cytat:
Ostatnio z wielu stron stawia mi się zarzut, że współpracowałem z gen.
Jaruzelskim, ponieważ byłem członkiem Rady Konsultacyjnej. Zwracają
też się do mnie ludzie mi przyjaźni z prośbą o wytłumaczenie, o co chodzi.
Chcą wiedzieć, co odpowiadać, gdy się z tym zarzutem spotykają. Zarzut
jest bez sensu, ale może on funkcjonować tylko dlatego, że dzisiaj już
mało kto pamięta, czym była Rada Konsultacyjna. Koniecznych jest kilka
wyjaśnień:
1) Zarzut stawiany jest głównie przez środowisko KOR-owskie (Gazeta
Wyborcza, Unia Wolności), które odmówiło wejścia do Rady Konsultacyjnej
i czyni sobie z tego dzisiaj laur politycznej poprawności. Tymczasem
to właśnie środowisko KOR-owskie zawarło porozumienie z gen. Jaruzelskim
w Magdalence i przy Okrągłym Stole (podział władzy, gruba kreska).
Dzisiaj, gdy staje się coraz bardziej oczywiste, że to porozumienie nie
było dla Polski wyłącznie pożyteczne, próbuje się wmówić niezorientowanym,
że to Rada Konsultacyjna bliżej współpracowała z gen. Jaruzelskim
niż uczestnicy Okrągłego Stołu. Otóż Rada Konsultacyjna żadnego porozumienia
lub uzgodnienia z rządem czy gen. Jaruzelskim nie dokonała ani
ku temu nie zmierzała.
2) Zarzut stawiany jest w kontekście tajnej współpracy z władzami PRL,
w związku z tematem teczek, służb specjalnych i tajnych współpracowników.
Autorzy zarzutu mają nadzieję, że dziś już nikt nie pamięta, że Rada
Konsultacyjna działała jawnie. Wszystko, co na posiedzeniach Rady było
mówione, natychmiast było w pełni drukowane, bez cenzury, co stanowiło
wyłom w praktyce PRL. Autoryzowane protokoły ukazywały się najpierw
w piśmie Rada Narodowa, a po zakończeniu pracy Rady – w specjalnie
wydanych dwóch tomach. Każdy może sprawdzić, o czym tam mówiłem.
Natomiast porozumienie w Magdalence ma do dziś swoje nieujawnione
kulisy. Gdy jakiś czas temu Kiszczak ujawnił fragmenty tajnych nagrań
fi lmowych rozmów w Magdalence, ze środowisk KOR-owskich posypały się pretensje o złamanie poufności i domaganie się utajnienia wszelkich
innych nieznanych jeszcze nagrań i podsłuchów. Uczestnicy Magdalenki
czegoś się wstydzą. Myśmy w tym samym czasie apelowali o coś
wręcz przeciwnego: o odebranie Kiszczakowi wszelkich nagrań, które posiada
od PRL-owskich służb specjalnych wówczas mu podlegających, aby
wszystko w pełni ujawnić.
3) By zaprzestać łączenia tematu Rady Konsultacyjnej z tajnymi teczkami,
udostępniłem mediom moją własną teczkę. Już parę lat temu wystąpiłem
do IPN o uznanie mnie za pokrzywdzonego i wydanie mi mojej teczki.
Tak się stało. Co w mojej teczce jest, media już przeanalizowały i parę
artykulików na ten temat było. Głównie Gazeta Wyborcza pastwi się nad
tym, o czym to ja rzekomo w różnych latach mówiłem, a co służby specjalne
po swojemu odnotowywały. Wyrywały one moje wypowiedzi z kontekstu
lub nie do końca je rozumiały, a i obecnie Gazeta Wyborcza dodatkowo
wyrywa je z kontekstu. Nie odpowiadam za nieautoryzowane przeze
mnie teksty, ale w zasadzie niczego z mojej działalności odnotowywanej
przez SB się nie wypieram. Wszyscy mogą sobie moją teczkę przeczytać
i apeluję do innych uczestników życia politycznego, by zrobili to samo,
czyli ujawnili swoje teczki. Apel ten kieruję szczególnie do Adama Michnika,
Heleny Łuczywo, Krzysztofa Kozłowskiego, a także Lecha Kaczyńskiego
i innych kandydatów na urząd prezydenta RP. Najpierw pokażcie swoje
teczki, a potem porównamy, co o kim pisali agenci.
4) Zarzut udziału w Radzie Konsultacyjnej jak na razie stawiany jest
tylko mnie. Składała się ona z 56 osób, w tym około połowa to byli ludzie
obozu rządzącego w PRL, w większości byli ministrowie, sekretarze
itd., a połowa to ludzie opozycji, którzy przyjęli zaproszenie do Rady. Do
udziału w pracach Rady zachęcały władze kościelne. Mimo nalegań Prymasa
Glempa środowiska KOR-u i Tygodnika Powszechnego odmówiły, ale
przecież na nich gremia opozycyjne się nie kończyły. W tym czasie byłem
wiceprzewodniczącym Rady Prymasowskiej i przed wstąpieniem do
Rady Konsultacyjnej upewniłem się, że Prymas nie będzie miał o to do
mnie pretensji. Do Rady Konsultacyjnej należało też trzech innych byłych
członków Rady Prymasowskiej (prof. Krzysztof Skubiszewski, Andrzej
Święcicki i Julian Auleytner). Byli też ludzie, którzy aktywnie uczestniczyli
w strukturach „Solidarności” (mec. Władysław Siła Nowicki, prof. Andrzej
Tymowski, Jan Kułaj, Stanisław Zawada). Z bardziej znanych osób wymienić
można Marka Kotańskiego, aktora Jerzego Trelę, reżysera Kazimierza
Dejmka, prof. Józefa Gierowskiego, prof. Aleksandra Gieysztora, prof. Gerarda Labudę, prof. Aleksandra Legatowicza
i innych.
5) Stawia mi się zarzut, że moje wypowiedzi miały wydźwięk prorosyjski,
a więc prokomunistyczny. To nieprawda. Wypowiadałem się zdecydowanie
przeciwko komunizmowi, socjalizmowi i wszelkim tendencjom
lewicowymi, natomiast uważałem i uważam, że trzeba z Rosją utrzymywać
dobre stosunki gospodarcze i polityczne, ale na zasadzie partnerskiej.
Uczestnicy „okrągłego stołu”, zarówno lewica jak ci, co dziś stanowią
PO, PiS i UW (demokraci.pl) przyjęli strategię odwrotną i w rezultacie pogorszyliśmy
stosunki z Rosją, co wykorzystali Niemcy, a komuniści nadal
nami rządzą. Rozwój sytuacji w Rosji budzi dziś u nas duży niepokój.
6) Zarzut najczęściej sformułowany jest w taki sposób, że sugeruje, iż
łączyła mnie jakaś wyjątkowa bliskość z Jaruzelskim („współpracownik”,
„bliski doradca” itp.). Praca Rady wyglądała następująco: w sumie było 12
posiedzeń Rady w okresie od grudnia 1986 do lipca 1989, czyli odbywały
się one mniej więcej co dwa miesiące.
Posiedzenie otwierał gen. Jaruzelski,
wprowadzając jakiś temat, a potem uczestnicy zabierali głos, zwykle
w niewielkim związku z zadanym tematem. Część opozycyjna Rady, w
tym ja, stawialiśmy władzy różne zarzuty, zgłaszaliśmy pretensje, sugerowaliśmy,
co trzeba w Polsce zmienić. Posiedzenia trwały od godziny 11.00
zwykle mniej więcej do północy. Jaruzelski cały czas robił notatki. Potem
nam odpowiadał, bardzo drobiazgowo. Rozchodziliśmy się zwykle około
2 czy 3 w nocy.
7) Za udział w pracach Rady nie otrzymywaliśmy żadnego honorarium.
Jedynie zwracano nam koszta przyjazdu (tzw. delegację).
8) Politycznie Rada Konsultacyjna była ze strony rządu ograniczoną
ofertą dopuszczenia opozycji do nieocenzurowanego głosu. Czy w czasach
pełnej cenzury prewencyjnej należało z tego skorzystać? Były w Polsce pisma
koncesjonowane, jak np. Tygodnik Powszechny czy Słowo Powszechne,
które przez cały czas istnienia PRL miały prawo wychodzić i karmić czytelników
słowem, rzekomo opozycyjnym, ale w rzeczywistości cenzurowanym.
Uznałem, że należało skorzystać z możliwości mówienia publicznie
bez cenzury. Cała Polska rozczytywała się w protokołach z Rady Konsultacyjnej,
bo tam był głos wolny.
9) I oto mój udział w Radzie Konsultacyjnej redaktor Tygodnika Powszechnego
Krzysztof Kozłowski komentuje w następujący sposób w Gazecie
Wyborczej (11.I.05): „Lista, której publikację proponuje LPR jest niepełna.
Od lustratorów i dekomunizatorów wymagam konsekwencji: jak
wszyscy, to wszyscy. Jeżeli haniebne jest bycie tajnym współpracownikiem
i funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa, to pytam: W czyich rękach była SB? Proszę o podanie listy ludzi, którzy sterowali SB na szczeblu Komitetu
Centralnego i Biura Politycznego PZPR, i ludzi, którzy im pomagali.
Na tej liście widziałbym Macieja Giertycha, eurodeputowanego LPR i
kandydata Ligi na prezydenta, który był w latach 80. członkiem Rady Konsultacyjnej
przy gen. Jaruzelskim. Jeżeli ścigamy i piętnujemy funkcjonariuszy,
ścigajmy też tych, którzy nimi kierowali. Szkodliwość działań tajnego
współpracownika nie da się porównać ze szkodliwością osób, które wydawały
mu polecenia.”
Oto klasyczne odwracanie kota ogonem. Krzysztof Kozłowski, były wiceminister
spraw wewnętrznych wówczas, gdy ministrem był gen. Czesław
Kiszczak, stawia mi zarzut, że współpracowałem ze służbą bezpieczeństwa
i kierowałem jej funkcjonariuszami oraz tajnymi współpracownikami.
Oczywiście tę wypowiedź Kozłowskiego zaskarżyłem do sądu jako naruszającą
moje dobra osobiste.
10) Z perspektywy czasu udział w Radzie Konsultacyjnej oceniam jako
błąd, bo nic to nie dało. Jaruzelski dogadał się ze środowiskiem KOR-u,
dzieląc się z nim władzą i tym samym zapewniając swemu środowisku
bezkarne trwanie na arenie politycznej do dzisiaj. - strona 103-106


i Kozłowski przegrał ten proces

Cytat:
Ale gościu Gościu ciekawi mnie Twoje spojrzenie na D. Tuska jako głównego "podejrzanego" na Prezydenta RP.


http://www.2o.fora.pl/viewtopic.php?t=145
http://www.2o.fora.pl/viewtopic.php?t=92

i zgadzam się z tymi wklejkami...

Cytat:
Natomiast mam nadzieję, że tylko on może wprowadzić JOW do obiegu.


A ja mam nadzieje, że nie... Zresztą wystarczy spojrzeć na wyniki do Senatu - to całkowita tragedia - ludzie nie głosują na ludzi a na partie - przy okręgach jednomandatowych to może wyglądać jeszcze gorzej - partia z poparciem w kraju w skali 30 % może zgarnąć 100 % miejsc w Sejmie - co daje przy naszej frekwencji prawo do rządzenia krajem osobom reprezentatywnym dla 15 % społeczeństwa...

Pzdr.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Wto 8:06, 11 Paź 2005    Temat postu:

JOW daje tak samo "wypaczone" wyniki jak i metoda partyjna. Wyobraź sobie, że głosowałem na kadnydata z partii, która uzyskała np. 5 mandatów. Czyli mój głos liczył się 1+1/2+1/3+1/4+1/5= ?, co wcale nie znaczy, że mój kandydat znalazł się w tej piątce! Więc na kogo głosowałem? Drugi zarzut przeciwko tej ordynacji jest taki, że każda partia, każde ugrupowanie wystawia JAK NAJDŁUŻSZĄ LISTĘ KANDYDATÓW po to, aby zebrać jak najwięcej głosów. Więc wybieram z kilkuset kandydatów, gdzie nie liczy się ich fachowość. Są przemieszani najlepsi z motłochem partyjnym i bądź tu mądry! Liczy się też miejsce na liście. Miejsce na liście można sobie kupić, co jest dla poniektórych partii źródłem utrzymania, a także "spekulacją" przywódców tych ugrupowań!Bo "niezdecydowani na kandydata" (zdecydowani na partię, listę), jak i inni czytają listę od góry do dołu i tak wybierają. Już teraz są śmichy, kto i dlaczego dostal się do Sejmu lub Senatu. Jeszcze jeden zarzut. Dlaczego mam głosować na jednego, gdy "awansuje" 15-stu i to z pół województwa? Co to za obyczaj dzielenia województwa na części? Czy pozostałych 11-stu, to coś innego niż 15-stka ze stolicy województwa? Czy jeżeli wybrałem najlepszego powiatowego kandydata (jednego z 7-dmiu), to musiałem dawać poparcie innym z listy-partii, której poglądów nie podzielam?

Dlatego wolałbym okręgi jednomandatowe! I niech to będzie, że wygrywa ten, który ma najwięcej głosów na liście, która zdobyła najwięcej głosów.
A w każdym razie, nie zgadzam się głosować z wariackiego regionu, gdzie miasto wojewódzkie przemieszane jest z różnymi regionalnymi ośrodkami przemysłowymi i rolniczymi o różnej strukturze i charakterze. Gdzie nie znaczy, że każdy rejon ma swego reprezentanta, tylko, że może go mieć! W sumie reprezentujące partie i ugrupowania, które ad hoc składają do kupy program wyborczy pod wyborców i w sumie nic konkretnego nie reprezentujących!

JOW, w których wygrywa kandydat, który zebrał najwięcej głosów, daje Gościu takie wyniki, jak piszesz. I z tym należy się zgodzić, że 15% społeczeństwa MA RACJĘ! Że ten procent myśli i decyduje się na coś. Reszta powinna się rozmyć po resztkach kandydatów! Krótych nie powinno być kilka setek, a prawie wyłącznie najlepsi z partii i środowisk! Na mądrzejsze, czy bardziej skonsolidowane społeczeństwo nie ma co liczyć nawet w bardzo, a bardzo wyedukowanym społeczeństwie.
JOW ma też wady. Po pierwsze, jego wyniki przy wprowadzaniu JOW zawsze będą powypaczane; będą na nie rzutować zastane wybory proporcjonalne. Po drugie JOW wyeliminuje z rynku politycznego partie "niepopularne". Te partie znikną powolną drogą eliminacji i wyniki następnych wyborów będą bardziej wyraźne. To znaczy - partie dominujące będą miały zawyżone procentowe wyniki, a partie mało popularne wyniki zaniżone. Będzie wyrażniejsza dysproporcja pomiędzy partiami i rzadziej będzie dochodziło do patów sejmowych. Ponadto, głosując na ludzi, a nie na ugrupowania i układy, wyraźniej będzie widać kto nas reprezentuje i dlaczego. I o to chodzi. Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Wto 8:18, 11 Paź 2005    Temat postu:

GOŚCIU!
Rozpisując się o ordynacji, zapomniałem zaznaczyć, że zgadzamy się co do postawy prof. M. Giertycha. Podobało mi się jego NIE PRZEKAZANIE GŁOSÓW na konkretnego kandydata na prezia po rezygnacji. Ma rację. Nie dyskredytować żadnego. Też tak nadal uważam, że ich szanse po pierwszej turze powinny być równe, a o resztę niech sami zadbają.
Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Wto 8:54, 11 Paź 2005    Temat postu:

Każdy z systemów ma swoje wady i zalety , każdy może stanowić zagrożenie dla społeczeństwa. Sądzę że jedną z dróg neutralizującą po części ewentualne zagrożenia jest powszechna i szeroka edukacja wyborców. Czasami się to udaje ( vide: region pilski - Stokłosa). Jak powiadają kto ma media ten ma władzę. Radykalne , jednoznaczne w tym przypadku rozwiązania nie zawsze daja pożądany skutek.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Śro 8:06, 12 Paź 2005    Temat postu:

Ekor! Zachęciłeś mnie do dalszych wynurzeń...
Wybór w dużej części zależy od METODY i dlatego metodom wyborów parlamentarnych i prezydenckich należy się dobrze przyglądać, a wcześniej dobrze przeanalizować i ewentualnie poprawiać. Nadal mam dylematy róznej maści. O parlamentarnych już pisałem, a i nadal nie wiem w końcu na kogo głosowałem, czy na osobę czy an listę, a jeżeli na listę, to w końcu po jaką cholerę stawiałem przy kimś X, jeżeli to miało dużo pomniejsze lub żadne znaczenie?
Co do wyborów prezydenckich, zasadniczo uwag nie mam. Chociaż w drugiej turze kolejność pomiędzy Kwaśniewskim i Wałęsą się odwróciła. I teraz też tak może się zdarzyć! Więc czy należy dopuszczać do vetowania zwycięzcy z pierwszej tury, czyli GŁOSOWAĆ PRZECIW? Dodatkowo to podraża koszty i kampanii i wyborów!
Więc bez drugiej tury mogłyby się odbywać podobnie wybory parlamentarne. Są o wiele jaśniejsze, a i tak wyłonią reprezentację. Ewentualnie widzę wybory parlamentarne jako dwu- lub więcej stopniowe - jako wybór do rad gminnych(dzielnicowych), a stamtąd lub oni wybierają do powiatowych i kolejno do sejmików i Sejmu! Do Senatu pozostawiłbym bez zmian.

Co do wyboru Parlamentu i Prezydenta, to mamy dokładnie to na co nas akurat stać. Więc i narzekać nie ma na co. Tak jest i lepiej nie będzie. To jest NASZA REPREZENTACJA. Jest tak samo jak z reprezentacją piłkarską. I nie chodzi w niej o nazwiska, a o poziom naszej piłki, mentalność zawodników, głowę trenera i ch... wie o co.
Co do trenera, to jedna uwaga: Byli trenerzy cudotwórcy. Krytykowali poprzedników, a i im z reprezentacją nie wychodziło. W końcu ich zabrakło na placu boju został pomocniczy drugi trener reprezentacji Janas i przestano się reprezentacją interesować. No i co teraz? Janas nie bawi się w cudotwórcę, nie szuka cudów, tylko robi swoje. Więc czy dziś przegramy czy zremisujemy z anglikami, jest mi obojętne, ale na pewno będę oglądał. Nie tak jak w niedzielę, że dopiero późnym wieczorem popatrzałem, kto wygrał pierwswzą turę! To samo powiedziałbym o odchodzącym premierze. Utrzymał się, utrzymał jakoś budżet, nie zaszkodził gospodarce, bo na tyle jego i chyba nas było stać. Teraz z kolei szykuje się rząd i Prezydent cudotwórca. I tego się obawiam.
Chociaż nie uważam, że Tusk (jego topik) czy L. Kaczyński i PiS i Marcinkiewicz źle będą wywiązywali się ze swoich obowiązków. Wywiązą się wyłącznie na tyle, na ile potrafią. Jest to w każdej mierze reprezentacja wybrana w sposób demokratyczny i zgodnie z przyjętą metodą wyborów. I na taką jest nas obecnie stać. Czy inna byłaby lepsza? Wątpię. Wg. mnie byłaby TAKA SAMA! cbdu Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 8:44, 16 Paź 2005    Temat postu:

Towarzystwa medialne....
Woda na młyn dla Kaczyńskich. Zadziwiające jest, że właściwie mówi sie wyłącznie o Tusku. Natomiast wyłącznie wspomina się niedociągnięcia L. Kaczyńskiego w Warszawie. Uważam, że ważna jest pierwsza tura wyb. prez. w Warszawie! Bo kto inny, jak warszawiacy patrzyli mu dokładniej na ręce. Jednak w Warszawie ustawiłbym L. Kaczyńskiego po środku. W Warszawie nie przegrał, bo łatwiej jest sądzić kogoś po niedociągnięciach niż po ekonomice (polityce ekonomicznej), którą uprawiał i stopniu jej wykorzystania. Więc szanse Tusk - Kaczyński stawiam po równo.

Niemniej wygranie wyborów parlamentarnych, więc stworzenie PiSowskiego rządu nie jest porażką obu Kaczeńców. Rozwalą ... co będzie potrzebne i wyjdą na swoje. Na swoje, czyli mędrców opatrznościowych!
Jeżeli Prezydentem zostanie D. Tusk, mają usprawiedliwienie niepowodzenia rządu z powodu... nieprzychylności losu i będą mieli jedynie kwestię, kiedy się wycofać i zacząć nową kampanię do kolejnego grzania ław sejmowych!
Przy własnym prezydencie winą obarczą opozycję i/lub PO jako niewywiązującego sie sojusznika/koalicjanta/opozycjonistę, obarczą "złożony" łącznie z PO plan/program rządowy i działalność ludzi PO w rządzie. Łatwiej im będzie rozwalić rząd, a nawet rozwiązać parlament.
Zawsze będą starali się spaść na 2x2=4(?) łapy. Jeszcze nie udało im się dobrnąć do końca w przegrywającym ugrupowaniu. Już pierwszy krok uczynili nie stając na czele rządu.
Ciekawi mnie, co zrobi Kwaśniewski. Kogo desygnuje na premiera J. Kaczyńskiego, czy Marcinkiewicza?
Ale będą jaja, jeżeli podrażni się z nimi i poudaje, że premierem powinien być Jarosław K.
Nic innego nie pozostaje, jak udowodnić ostanim mohikanom walki o władzę, że do rządzenia sie nie nadają. Bo jeszcze w Polsce nie dorobiliśmy się ugrupowań, które merytorycznie byłyby do tego przygotowane. I już jesteśmy z tym pogodzeni, że na to BĘDZIEMY MUSIELI (szkoda) poświęcić następne kolejne 4 lata. Mr. Green
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLITYKA 2o Strona Główna -> Polska Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin