Forum POLITYKA 2o Strona Główna POLITYKA 2o
Twoje zdanie o...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Światy równoległe
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLITYKA 2o Strona Główna -> Twoje Miejsce Na Ziemi i we Wszechświecie
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 18:57, 11 Mar 2007    Temat postu:

Panesz...
Masz pełne prawo do "wywalania kawy" gdziekolwiek, bo na tym polega rozmowa, dyskusja...gdybysmy sie zgadzali we wszystkim, to po krótkiej wymianie zdań nie byłoby juz o czym ...pozostałoby nam chyba tylko "...tak tak Gerwazeńku i tak tak Protazeńku" -nuda.
Co do brzytwy Ockhama... oczywiście sie nie gniewam, ale z kolei ja nie zgadzam sie z jego teorią w 100 %

[Bytów nie mnożyć, fikcyj nie tworzyć, tłumaczyć fakty jak najprościej. W praktyce tłumaczy się to jako: proste rozwiązanie jest najlepsze albo nie wymyślaj nowych czynników jeżeli nie istnieje taka potrzeba, a jeżeli już, to udowodnij najpierw ich istnienie.]-cyt.

Moze przykład podany przeze mnie wyzej nie był dobry na poparcie teorii istnienia światów równoległych...ale znowu wyłącznie w sferze scisłej. Tak, to prawda, że to, co przydarzyło się naszemu doktorowi mozna wyjasnic bardzo prosto, podpierając sie naukowymi sentencjami o czynności mózgu i budowie oka, wiele zjawisk z dziedziny parapsychologii mozna sprowadzić do prostych "fizjologiczno - anatomicznych" rozwiązań.
Tyle tylko, że gdybyśmy stosowali zasade brzytwy Ockhama... nie poszukiwalibysmy nowych "czynników"...nie powstawały by nowe teorie...czy nie zaistniałoby wtedy niebezpieczeństwo regresu w nauce?
Wszak każde novum jest dla ludzi najpierw "niewiarygodne", albo nawet "wymysł sztana"... "chore urojenia zdziwaczałego naukowca" - takie opinie dotykały wszystkich pionierów nowej mysli...tych, którym teraz stawiamy pomniki....
Więc moim zdaniem warto "byty mnozyc i fikcje tworzyc" chociazby w celu rozwijania własnych horyzontów!
Tak więc...brne dalej..a z ukłonem w strone Twojego, Panesz podejscia do tematu... I "mędrca szkiełka i oka".... pdsuwam mysl kolejną

[link widoczny dla zalogowanych]

To proste. Na początku było ...;nic..... Idealna próżnia. Na szczęście dla nas jak twierdzą fizycy próżnia ma to do siebie, że od czasu do czasu pojawia się w niej coś. Miliardy lat temu owo „coś” było niewyobrażalnie małym punktem o gigantycznej masie, który nagle wybuchł i błyskawicznie powiększył się do ogromnych rozmiarów. Tak powstał wszechświat, a jego mikroskopijna cząsteczka zwana Ziemią jest miejscem, w którym przyszło nam żyć. Ale czy jedynym?
Skoro w nieskończonej przestrzeni wszechświata mają szanse zaistnieć nawet najmniej prawdopodobne zdarzenia, to przecież można przyjąć, że istnieje nieskończenie wiele innych zamieszkanych planet, a wśród nich nieskończenie wiele ciał niebieskich, na których żyją ludzie. A jeśli to prawda, nie można wykluczyć, że w kosmosie jest nieskończenie wiele planet, na których żyją nasze sobowtóry! Mają one nie tylko te same rysy twarzy co my, nie tylko tak samo się ubierają i noszą te same nazwiska – powtarzają nawet te same czynności i podejmują identyczne decyzje życiowe.
Taką możliwość potwierdza nie tylko rachunek prawdopodobieństwa, lecz również obowiązujący w dzisiejszej kosmologii model wszechświata. Astronomowie wyliczyli, że nasz najbliższy sobowtór mieszka w galaktyce oddalonej od Ziemi o 1028 lat świetlnych. Jak na rozmiary kosmosu – nie tak znowu daleko. Mimo to raczej nigdy swoich bliźniaków nie zobaczymy. Po pierwsze dlatego, że potrafimy dostrzec tylko to, co otacza naszą planetę w promieniu 30 miliardów lat świetlnych. Po drugie zaś, aby wpaść do swojego sobowtóra na kawę, musielibyśmy podróżować szybciej od światła, a wedle założeń fizyki taka prędkość nie istnieje.

Koniec. Kropka. Żadnych szans na odwiedziny. Chyba że... nasi bliźniacy żyją nie na położonej gdzieś na krańcach wszechświata planecie, ale tuż obok nas! Żeby wyjaśnić tę zagadkową teorię, musimy nieco bliżej przyjrzeć się gwiazdom.
Świecąca gwiazda przypomina nuklearny piec, w którym cząsteczki wodoru, spalając się, tworzą popiół w postaci helu. Ponieważ dwa protony wodoru są cięższe niż proton helu, nadmiar masy zamienia się w energię, która zostaje wypromieniowana. Gwiazda świeci. W czasie tego procesu siła reakcji wodoru dąży do jej rozerwania, a siła grawitacji jądra stara się ją zmiażdżyć.
Dopóki jądrowy piec płonie, delikatna równowaga między tymi siłami jest zachowana. Kiedy jednak po miliardach lat wodór się wypali, gwiazda zgaśnie i zwycięży siła grawitacji jądra. Pod wpływem potężnego ciśnienia wytworzy się tak wielka temperatura, że zacznie spalać się hel, a atmosfera gwiazdy gwałtownie się rozszerzy. W tym stadium stanie się ona czerwonym olbrzymem. A kiedy i hel się wypali, gwiazda skurczy się i zmieni w białego karła.
Taki obiekt astronomiczny ma ogromną masę przy stosunkowo małej objętości. Ale jeśli masa ta nadal będzie się zwiększać, a objętość zmniejszać, to w pewnej chwili gwiazda skurczy się do niebywale małego punktu o gigantycznej energii. Tak wielkiej, że w końcu rozerwie przestrzeń i pojawi się w próżni poza nią. Potem nastąpi wielki wybuch i... powstanie nowy wszechświat. Dowcip polega na tym, że będzie on klonem tego, który znamy.
Niewykluczone, że takie wszechświaty już istnieją i jest ich nieskończenie wiele. Wobec tego nie można wykluczyć, że się ze sobą zderzają i wzajemnie przenikają! Zdaniem Stevena Weinberga, autora książki „Pierwsze trzy minuty”, takie kolizje są właściwie nieuniknione, a nawet konieczne dla dalszego rozwoju ciał niebieskich

Pozdrawiam Ya winkles
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 21:03, 11 Mar 2007    Temat postu:

Ta cząstka nie miała podobno masy to była czysta energia ,wg tego enstaina materia zamienia się w energię i odwrotnie .to się nazywa implozja ,czyli z niczego coś ,takie przeciwieństwo bomby atomowej,tam z niewielkiej materi powstaje duza energia :).

Ale Tak naprawdę to Delto wierzysz temu Einstainowi? Bo ja mam wątpliwości :),on już dawno nie żyje .A jego fizyka ma wiele dziur.

Przeprasza że się wtącam ,kanapaka i tak spada masłem na dywan :) nawet Ekor przyznał mi rację :).

Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 22:08, 11 Mar 2007    Temat postu:

Pozwolę sobie wejść Delto w polemikę z Tobą.
To proste. Na początku było ...;nic..... Idealna próżnia. Na szczęście dla nas jak twierdzą fizycy próżnia ma to do siebie, że od czasu do czasu pojawia się w niej coś.

Niekoniecznie bym się z tym zgodził , Owszem na poczatku było …nic , nawet nie było próżni.
Próznia ..to też jest coś. Można by podywagować , zwłaszcza w nowoczesnym ujeciu nauki.

Skoro w nieskończonej przestrzeni wszechświata mają szanse zaistnieć nawet najmniej prawdopodobne zdarzenia, to przecież można przyjąć, że istnieje nieskończenie wiele innych zamieszkanych planet, a wśród nich nieskończenie wiele ciał niebieskich, na których żyją ludzie.

Jak na razie to bardzo małe przesłanki, zwłaszcza jeżeli uzyjemy pojecia …ludzie.

A jeśli to prawda, nie można wykluczyć, że w kosmosie jest nieskończenie wiele planet, na których żyją nasze sobowtóry! Mają one nie tylko te same rysy twarzy co my, nie tylko tak samo się ubierają i noszą te same nazwiska – powtarzają nawet te same czynności i podejmują identyczne decyzje życiowe.

Życie na Ziemi jest tak ostro uwarunkowane że nie zdajemy sobie z tego sprawę , wystarczy aby powłoka ochronna była trochę inna a już promieniowanie kosmiczne zdeterminowałoby życie na Ziemi. Nie wspomnę o składzie atmosfery, temperaturze, sile grawitacji i wielu , wielu pochodnych z tego wynikających. Dlatego co do sobowtóra to byłbym bardzo ostrożny

Po pierwsze dlatego, że potrafimy dostrzec tylko to, co otacza naszą planetę w promieniu 30 miliardów lat świetlnych. Po drugie zaś, aby wpaść do swojego sobowtóra na kawę, musielibyśmy podróżować szybciej od światła, a wedle założeń fizyki taka prędkość nie istnieje.

Nie pasuje mi ten wymiar 30 miliardów lat świetlnych. Według znaków na Ziemi i Niebie Wszechświat istnieje od 14-15 miliardów lat , a wiec jak na dziś teoretycznie moglibyśmy dojrzeć w ramach inflacyjnego Wszechświata najwyżej sygnały z odległości 14-15 miliardów lat świetlnych, dalej po prostu nic nie ma. Oczywiście za 15 miliardów lat będziemy mogli dojrzeć sygnały odległe o 30 miliardów lat świetlnych.

Koniec. Kropka. Żadnych szans na odwiedziny. Chyba że... nasi bliźniacy żyją nie na położonej gdzieś na krańcach wszechświata planecie, ale tuż obok nas! Żeby wyjaśnić tę zagadkową teorię, musimy nieco bliżej przyjrzeć się gwiazdom.

Może nie tyle gwiazdom co planetom krżącym wokół nich . Gwiazda to po prostu Słońce. Znaleźć gwiazdę o masie podobnej do naszego Słońca , o podobnym „wieku” i mającej planetę o podobnych parametrach jak Ziemia. Jest to trudne , gwiazda ma swoją jasność, planeta zaś świeci światłem odbitym.

Świecąca gwiazda przypomina nuklearny piec, w którym cząsteczki wodoru, spalając się, tworzą popiół w postaci helu. Ponieważ dwa protony wodoru są cięższe niż proton helu, nadmiar masy zamienia się w energię, która zostaje wypromieniowana. Gwiazda świeci. W czasie tego procesu siła reakcji wodoru dąży do jej rozerwania, a siła grawitacji jądra stara się ją zmiażdżyć.
Dopóki jądrowy piec płonie, delikatna równowaga między tymi siłami jest zachowana. Kiedy jednak po miliardach lat wodór się wypali, gwiazda zgaśnie i zwycięży siła grawitacji jądra. Pod wpływem potężnego ciśnienia wytworzy się tak wielka temperatura, że zacznie spalać się hel, a atmosfera gwiazdy gwałtownie się rozszerzy. W tym stadium stanie się ona czerwonym olbrzymem. A kiedy i hel się wypali, gwiazda skurczy się i zmieni w białego karła.
Taki obiekt astronomiczny ma ogromną masę przy stosunkowo małej objętości. Ale jeśli masa ta nadal będzie się zwiększać, a objętość zmniejszać, to w pewnej chwili gwiazda skurczy się do niebywale małego punktu o gigantycznej energii
.

A może tak spojrzeć;Są supernowe które powstaja na trochę innych zasadach . Gdzieś we Wszechświecie jawi się duet dwu przygasających gwiazd , jedna czerwony nadolbrzym druga biały karzeł. Związała ich siła grawitacji. Kazda z tych gwiazd ma swoja historię , można powiedzieć że są po przejściach . Biały karzeł jest pozostałością po średniej wielkości gwieździe nie przkraczajacej masy ok. 1,4 masy Słońca , ta wielkość determinuje jej los.Czerwony nadolbrzym jest to duża gwiazda 10 i więcej mas Słońca w jadrze której wypalił się wodór , hel przeszedł w węgiel itd. Czerwony nadolbrzym zaczyna puchnąć ,gdy jest sam po pewnym czasie wybucha co wcześniej opisywałem. Gdy zaś jest w układzie podwojnym z białym karłem wtedy biała gwiazda zaczyna przejmować masę czerwonego olbrzyma z uwagi na zmniejszający sie dystans między nimi/akrecjacja/, w pewnym momencie zostaje przekroczona masa krytyczna białej gwiazdy i gwiazda wybucha . Mamy eksplozję "supernowej" i olbrzymie ilości materii mgławicowej zostaje rozproszone we Wszechświecie. Na placu boju zostają dwie małe gwiazdki czerwony i biały karzeł.Dalej są zwiazane siłą grawitacyjną , a "chłodniejsza gwiazda" jest intensywnie "ogrzewna " dzieki silnemu promieniowaniu dochodzącemu ze strony "goracego towarzysza".Jak widać wyznacznikiem , determinantą losu gwiazdy jest jej masa.

Tak wielkiej, że w końcu rozerwie przestrzeń i pojawi się w próżni poza nią. Potem nastąpi wielki wybuch i... powstanie nowy wszechświat.
Jakby to miało wygladać , z grubsza znamy jak wygladał początek Wszechświata a więc powstałby niezły galimatias gdyby to miał być klon naszego Wszechświata. Wyobrażmy sobie gładką toń stawu, rzucamy kamień , niech to będzie początek naszego Wszechświata , roszerzajacy się kolisty krąg fali obrazować będzie rozszerzanie się naszego Wszechświata . Wyobrażmy sobie ze od czasu do czasu wrzucamy dodatkowo kamienie to tu , to tam wewnątrz kręgu, powstaja nowe kręgi fal , fale nakładaja się na siebie , w jednych miejscach wygaszaja się , w innych nakładają ulegając wzmocnieniu. Powstałby bardzo chaotyczny obraz w Wszechświata. Pomimo bałaganu na Ziemi , Wszechświat raczej w swym rozwoju jest przewidywalny.

Dowcip polega na tym, że będzie on klonem tego, który znamy.

Byłby to raczej wysoce wyrafinowany dowcip.

Niewykluczone, że takie wszechświaty już istnieją i jest ich nieskończenie wiele. Wobec tego nie można wykluczyć, że się ze sobą zderzają i wzajemnie przenikają!
Zdaniem Stevena Weinberga, autora książki „Pierwsze trzy minuty”, takie kolizje są właściwie nieuniknione, a nawet konieczne dla dalszego rozwoju ciał niebieskich
.

Jestem sceptycznie wobec tego nastawiony.
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 22:35, 11 Mar 2007    Temat postu:

Ekorze...
Przede wszystkim dziękuję za zainteresowanie i jak zwykle dogłębna analizę postu. Dzięki temu wiele sie dowiaduje, a zamieszczenie tego "cytatu" czy "wklejki" miało na celu właśnie...pobudzenie dyskusji.
Przecież od poczatku piszę, że nie jestem radykalna zwolenniczka żadnej z tez dot. "światów równoległych"...raczej wystepuje tu w charakterze "zapalnika"...po to dokładam swoje przysłowiowe trzy grosze, żeby było o czym rozmawiać...
Ponieważ wariant, o którym aktualnie rozmawiamy miesci sie w zakresie Twoich zainteresowań i (co konstatuje z duzym podziwem) ogromnej wiedzy, więc nie dziwi mnie fakt jak gładko rozprawiłeś sie z powyższą "teorią".Doprawdy trudno sie z Toba nie zgodzic.
Czy wobec powyższego, mozna przyjąć, że zasada "brzytwy Ockhama" jest Ci bliską? A jeżeli tak, to czy w całym wymiarze?
Pozdrawiam i dziekuje za Twoja opinie
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pon 8:28, 12 Mar 2007    Temat postu:

Każda bajka ma swój morał. Jak również wedle mojej teorii "logiki" pierwsze założenie jest nieważne czy jest prawdziwe, czy fałszywe! Chociaż ważne jest co z czego się wzięło, wynika, aby wynikanie było prawdą, pierwsze założenie trzeba, jak wszystkie poprzednie pierwsze, też udowodnić!
Stąd mówi się o teoriach naukowych, a nie o jedynie słusznych prawdach. Dodam również, że tworzenie pierwszych założeń chociaż niezgodnych z brzytwą, to pomagają one cokolwiek wyjaśniać czy tłumaczyć, lepiej wyobrażać sobie zagadnienie, ale nie znaczy to, że muszą być trafne. Czyli do każdej nowej teorii należy podchodzić, co też robią najczęściej naukowcy - sceptycznie. Ale jeżeli na danym etapie teoria coś tłumaczy, to wcale nie znaczy, że jest prawdziwa.
Tak jak mieliśmy z teorią dynamiki Newtona. Jest podle odkryć Einsteina błędna, bo jest uproszczeniem, ale się sprawdza i mimo tego nie odzuca się jej, jest ciągle przydatna, tak jak została stworzona . Też dość często, a widać to na przykładzie podobnych równań matematycznych, że w róznych dziedzinach i poddziedzinach naukowych zachodzą podobne związki i zależności. Ale prawa matematyczne są traktowane oddzielnie, niezaleznie od podobieństw równań, mają nawet inne nazwy i nie szuka się unifikacji. Nie chce się nikomu stwierdzić, że w różnych dziedzinach życia, w których nie widać rzucających się w oczy podobieństw, zachodzą identyczne zależności.

Czy istniał BB czy nie, nie musimy dociekać w jakich warunkach on powstał. Wystarczy, że wywnioskowaliśmy na podstawie znanych nam praw, że powstał "osobliwie", w czym pomogła nam aksjomatyka matematyki (dedukcji). Natomiast mniemanie, że jest tylko jeden świat powstały, ten z naszego BB i więcej nic nie ma, BB nie ma przyczyn, był i będzie jedyny i powstał mimo braku nawet próżni, o materii nie wspominając, jest tylko nieomylnym mniemaniem zadufanego w sobie człowieka stworzonego na czyjeś tam podobieństwo i prawie mu równego. Wykluczającego, aby istniało cokolwiek większego, inteligentniejszego i doskonalszego niż on, a właściwie... niż indywiduum to wypowiadające.
Natomiast już w starożytności zauważono pewne paradoksy myślowe. Na przykład Zenon z Elei ( [link widoczny dla zalogowanych] ) . Przecież nie jest ważny punkt startu strzały, czy starty żółwia i Achillesa. W każdym miejscu aktualnej ich bytności podczas ich ruchu można zacząć liczyć odcinki... od początku! Tak jakby stamtąd startowali. Nie jest ważny skracający się czas czy odcinki. Nawet jak zaczęlibyśmy liczyć już przy samym dolocie strzały czy mecie biegu. Tok myślowy, czasy i odcinki mają te same zależności!
My ze swoim BB też możemy być kolejnym... stadium, jednym z wielu, itp, itd, isld!

A szczególnie i zgodnie ze wspomnianą brzytwą nie wierzę w "życie po życiu", powroty z zaświatów i opowiadania para(jacych_się_tym)psychologówi i naocznych świadków. Nawet lewitowania i widzenia własnych śmierci i zwiedzanie zakątków tego czy innego świata, są takimi samymi urojeniami podobnymi do naćpania się upicia się, nieodczuwania chwilowego jakichś tam bodźców, czy snów na jawie. Nawet te opisy, co się widziało im bardziej są wiarygodne, tym więcej w nich niedokładności! Po prostu: jest to wynik założenia własnej nieomylności i nieprzytrafiania się słabości. Zwłaszcza myślowych!

No i po tym stwierdzeniu podle pewnika wyboru... pozostaje mi zakończyć post.
Pozdrawiam wszystkich. Tych za i oponentów!
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Śro 11:02, 14 Mar 2007    Temat postu:

Moi drodzy...
Co prawda Panesz w swojej wypowiedzi rozprawił sie bezlitosnie z całą sfera "parapsychologii" i zjawisk "paranormalnych"...jednak konewncja tego topiku nakazuje mi..kontynuacje. Dzis proponuje spojrzenie na kwestię światów równoległych oczami ...szamanów i z punktu widzenia mitologii... Wiem, ze zaraz spotkam się z protestem tych, którzy postrzegaja świat poprzez pryzmat astro -fizyczny...ale w koncu zawsze warto zerknąć na inne sposoby odbioru naszej rzeczywistości, a poniższa opowieść jest ciekawą chociazby dlatego, ze opowiada o zjawisku nam, Europejczykom raczej dalekim...
Zapraszam i życze miłej lektury...

SZCZELINA CZASU

Światy równoległe
W pneciwieństwie do zwierzęcia człowiek ma pełną świadomość związku z czasem i przestrzenią. Im bardziej przezwyciężał w toku swego rozwoju pierwiastek zwierzęcy, tym mocniej uświadamiał sobie pewne zjawisko nie znane zwierzęciu: mianowicie przemijalność i śmierć, będącą cezurą, końcem czasu jego istnienia. O ile rozum uczy człowieka, że to, co nie daje się zmienić, należy zaakceptować, o tyle jego psychika buntuje się przeciwko temu. Na zjawisko śmierci reagują zatem dwa bieguny człowieczeństwa: rozum i uczucia.
W niemal wszystkich konstrukcjach filozoficzno-religijnych śmierć uważana jest za pożądany most do nowego istnienia w innym świecie - świecie równoległym. Toteż zaświaty w wierzeniach wielu ludów zawsze przypominają ich własny świat doczesny. Są one ucieleśnioną projekcją świata materialnego w równoległy świat niematerialnej nieskończoności, w której odkryte przez człowieka pojęcia przestrzeni i czasu pozbawione są wszelkiego znaczenia. Zmarli mają tam jako istoty niematerialne wieść żywot odpowiadający ich doczesnemu istnieniu. W przekonaniu człowieka sny i wizje dają mu możliwość przenikania do tego równoległego świata przez szczelinę czasu i nawiązywania kontaktu z zamieszkującymi ten świat zmarłymi.
Także szamanizm opiera się na takim ciągu myślowym: sen, śmierć i trwanie w świecie równoległym po śmierci. Szamanizm cofa się aż ku początkom ludzkości i w gruncie rzeczy jest źródłem wszystkich mitologii i religii.
Wtajemniczenie nowicjuszy odbywa się w szamanizmie we śnie, ponieważ tylko wtedy czas realny przestaje istnieć, zastąpiony czasem mitycznym. Dzięki temu szaman uczestniczy w początkach świata i w dziele stworzenia życia. Tak zwany sen inicjacyjny, wprowadzający do światów równoległych, śni się najczęściej już w dzieciństwie.

Syberyjski nowicjusz szamanizmu śnił, że zachorował. "Chory na wietrzną ospę, przez trzy dni był nieprzytomny, prawie martwy, do tego stopnia, że trzeciego dnia o mało go nie pogrzebano. W tym czasie odbyła się jego inicjacja. Pamięta, że zaniesiony został w głąb morza. Tam usłyszał głos Choroby (to znaczy wietrznej ospy), mówiący mu: «Otrzymasz dar szamanienia od Panów Wód. Twym szamańskim imieniem będzie Huottarie (Nurek)».
Następnie Choroba wzburzyła wodę morską. Kandydat wynurzył się i wspiął na górę. Spotkał tam nagą kobietę i zaczął ssać jej pierś. Kobieta, która była prawdopodobnie Panią Wody, rzekła: «Jesteś moim dzieckiem; dlatego właśnie pozwalam ci ssać mą pierś. Napotkasz wiele przeszkód i będziesz bardzo zmęczony». Następnie mąż Pani Wody, Pan Piekieł, dał mu dwóch przewodników - gronostaja i mysz - mających zaprowadzić go do Piekieł. Przybywszy na wzniesienie [sic!], przewodnicy pokazali mu siedem namiotów z podartymi dachami. Kandydat wszedł do pierwszego i spotkał tam mieszkańców Piekła oraz ludzi z Wielką Chorobą (syfilis). Ci wyrwali mu serce i wrzucili je do garnka. W pozostałych namiotach poznał Pana Szaleństwa i Panów wszystkich chorób nerwowych; spotkał tam także złych szamanów. Nauczył się w ten sposób rozpoznawać różne choroby nękające ludzi.
Kandydat, prowadzony nieustannie przez swych przewodników, przybył następnie do krainy szamanek, które wzmocniły mu gardło i głos. Potem zaniesiony został na brzeg Dziewięciu Mórz. Pośrodku jednego z nich znajdowała się wyspa, a na jej środku wznosiła się aż do nieba młoda brzoza. Było to Drzewo Pana Ziemi. Obok niego rosło 9 ziół - przodkowie wszystkich roślin rosnących na ziemi. Drzewo otoczone było morzami, a w każdym pływał jeden gatunek ptaka z małymi; było kilka odmian kaczek, łabędź i krogulec. Kandydat zwiedził wszystkie te morza: niektóre były słone, inne tak gorące, że nie mógł zbliżyć się do brzegu. Okrążywszy je, kandydat wzniósł głowę i na szczycie Drzewa dostrzegł ludzi kilku narodowości: Samojedów tawgijskich, Rosjan, Dołganów, Jakutów i Tunguzów. Usłyszał głosy: «Postanowiono, że będziesz miał bęben (to znaczy obręcz bębna) zrobiony z gałęzi tego Drzewa». Kandydat zaczął latać z morskimi ptakami. Gdy oddalał się od brzegu, Pan Drzewa zawołał do niego: «Moja gałąź właśnie upadła; weź ją i zrób z niej bęben, który będzie ci służył przez całe życie». Gałąź ta miała trzy odnogi i Pan Drzewa nakazał mu zrobić trzy bębny, które winny być pilnowane przez trzy kobiety, a każdy z nich używany będzie do osobnej ceremonii: jeden by szamanić położnicom, drugi do uzdrawiania chorych, ostatni do odnajdywania ludzi zaginionych w śniegach.
Pan Drzewa dał gałęzie również wszystkim ludziom, którzy znajdowali się na wierzchołku Drzewa, lecz - przybierając ludzką postać i wyłaniając się z Drzewa aż do piersi - dodał: «Jest tylko jedna gałąź, której nie daję szamanom, albowiem strzegę jej dla pozostałych ludzi. Będą mogli budować sobie z niej mieszkania, jak również używać jej dla własnych potrzeb». Chwyciwszy mocno gałąź, kandydat gotów był na nowo podjąć lot, kiedy ponownie usłyszał ludzki głos, objawiający mu lecznicze właściwości siedmiu roślin i udzielający pewnych wskazówek dotyczących kunsztu szamańskiego. Dodał jednak, że kandydat winien poślubić trzy kobiety (co też uczynił, poślubiając trzy sieroty, które wyleczył z ospy).
Następnie kandydat przybył w pobliże bezkresnego morza, gdzie znalazł drzewa i siedem kamieni. Te ostatnie kolejno opowiedziały mu o sobie. Pierwszy miał zęby niczym niedźwiedź i wgłębienie w kształcie koszyka; wyznał on kandydatowi, że był kamieniem przytrzymującym Ziemię: całym swym ciężarem przyciskał pola, aby nie porwał ich wiatr. Drugi służył do wytapiania żelaza. Kandydat pozostał przy tych kamieniach przez siedem dni i nauczył się w ten sposób, jak mogły one służyć ludziom.
Dwaj przewodnicy, mysz i gronostaj, zaprowadzili go następnie na wysoką, zaokrągloną górę. Kandydat spostrzegł przed sobą otwór i wszedł do bardzo jasnej jaskini pokrytej lustrami, pośrodku której znajdowało się coś podobnego do ognia. [...]
Następnie kandydat przybył na pustkowie i w oddali ujrzał górę. Po trzech dniach marszu dotarł do niej, wszedł przez otwór i spotkał nagiego mężczyznę, pracującego za pomocą miecha. Nad ogniem znajdował się kocioł «wielki jak pół Ziemi». Nagi mężczyzna spostrzegł kandydata i pochwycił go ogromnymi obcęgami. «Zginąłem!», zdążył pomyśleć nowicjusz. Mężczyzna odciął mu głowę, podzielił ciało na małe kawałki i wrzucił wszystko do kotła. Gotował w ten sposób jego ciało przez trzy lata. Były tam także trzy kowadła i na trzecim z nich, które służyło do wykuwania najlepszych szamanów, nagi człowiek wykuł jego głowę. Następnie wrzucił ją do jednego z trzech znajdujących się tam garnków, w którym była najzimniejsza woda. Przy tej okazji objawił mu, że gdy zostanie wezwany do leczenia kogoś, a woda będzie bardzo ciepła, nie ma po co szamanić, gdyż chory jest już zgubiony; jeśli woda będzie letnia, znaczy to, że chory wyzdrowieje; zimna woda oznacza zdrowego człowieka.
Następnie kowal wyłowił jego kości pływające w rzece, zebrał je i pokrył nowym ciałem. Policzywszy je, objawił kandydatowi, że miał trzy sztuki za dużo: winien więc postarać się o trzy stroje szamańskie. Wykuł mu głowę i pokazał, jak czytać litery, które znajdują się wewnątrz. Wymienił mu oczy i dlatego właśnie, kiedy szamani, widzi nie swymi cielesnymi oczami, lecz tymi mistycznymi. Przekuł mu uszy, czyniąc zdolnym do rozumienia języka roślin. Następnie kandydat znalazł się znów na szczycie góry, a wreszcie prze budził się w jurcie w otoczeniu najbliższych. Teraz może śpiewać i szamanić bez ograniczeń, nigdy się nie męcząc".


W szamanizmie na każdym kroku widać dążenie do przezwyciężenia cyklu życia, śmierci i ponownych narodzin, do zniesienia praw fizyki oraz interwencji w strukturę Wszechświata. A świat snów rzeczywiście daje taką możliwość.
W tym kulcie indywidualną świadomość umyślnie nakierowuje się na przyjmowanie wpływu niepojętych sił jako czegoś oczywistego. Na przykład symboliczny rysunek na jednym z szamańskich bębnów przedstawia kosmiczną podróż człowieka przez środek trzech światów. Z chwilą, kiedy bęben wyda z siebie pradźwięk, Wszechświat porządkuje się i pojawia się ekstaza. Teraz już można świadomie ponownie przeżyć podróż w świecie snów.

Dla australijskich aborygenów stworzenie to "wieczny czas snu", z którym nierozerwalnie wiążą się ziemskie dzieje. Cały świat jest zatem snem przebudzonego śniącego. Snem, w którym stapiają się ze sobą różne płaszczyzny rzeczywistości.

W mitologiach i religiach stwarzanie światów i życia nie jest żadnym problemem, ponieważ w przeciwieństwie do nowoczesnych nauk przyrodniczych posługują się one symbolami. Zakładają jako coś z góry danego istnienie innych światów. Ale zajęte światem energii i materii nauki przyrodnicze wychodzą z zupełnie innych założeń. Dla nich bowiem procesy powstawania życia oraz istnienie planet mających korzystne dla niego warunki wciąż jeszcze nie zostały dostatecznie udowodnione.

Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 8:09, 15 Mar 2007    Temat postu:

Delto!
Na podstawie Twoich postów wyraziłem w topiku swoje obawy, a przede wszystkim zwróciłem uwagę na "szamanizm" w stylu pseudonaukowym i na pewne czynniki, które osobiście uważam za błędne lub wręcz wypaczające logikę. Sądzę, że będę mial możliwość lepiej się rozjaśnić w ... przyszłości topiku. Ale też nauka potrzebuje hipotez, uproszczeń czy wizji, które później były lub będą sprawdzone. Niemniej jest dużo zagadnień dopuszczających istnienie "światów równoległych.

Przede wszystkim widzimy i rozumiemy to, co jest nam dostępne. Co możemy naocznie zobaczyć. Jednak zdarzają się prawa niemożliwe do do interpretacji bez dodatkowych światów. Nawet to przytrafiło się w czystej wody matematyce. Bo jak widzieć i zrozumieć liczby urojone? Bo czy napewno we wszechświecie nie ma pierwiastków kwadratowych z liczb ujemnych? Mało możemy powiedzieć o liczbach kardynalnych oprócz tego, że są! Przecież i to są już "zaświaty", same wkradają się w obliczenia i tłumaczenia naszego świata, ale z niego "chyba" już nie pochodzą!
Na podstawie struktury korpuskularno-falowej cząstek elementarnych, gdzie traktujemy je raz jak zwykłe kulki, drugim razem jako "rezonans" ze względu na ich specyfikę, w sumie nie wiemy co to są za twory. Czy przypadkiem nie są każda oddzielnie z cząstek całkiem odrębnymi światami? I należałoby się poważniej zastanowić, czy cząstki elementarne nie mają też własności naszeko kosmosu, a.... nasz wszechświat własności ichże!
To, że u najprymitywniejszych ludów pierwotnych jeszcze niedawno nieznanym, które pozostawiły po sobie "zaginione miasta", piramidy czy inne ślady, które dysponowały wysoką jak na nich i jak na nas techniką, których oryginalne budowle poświęcone były nie tylko życiu doczesnemu, zawsze odrywamy u nich religię, czyli sposób ułaskawienia bogów "przyrody", a także dających życie i zajmujących się nimi po życiu! Tym też należałoby się zająć na tyle, że warto te wątki rozpatrywać. Nawet po to, aby wysunąć hipotezy.

Dlatego zamieniam się w słuch. Pisz, co masz napisać, bo forum jest od tego. Po swojej "brzytwie" nie będę już przeszkadzał, chyba że moja pomoc, którą obiecuję, takową się okaże! Razz
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Sob 7:47, 17 Mar 2007    Temat postu:

Przepraszam za zwłokę...już jestem.
Panesz...
Dzieki Twojej "brzytwie" zyskałam nowy odmienny punkt widzenia kwestii "bytów", więc nie przejmuj sie i zapraszam Cię do dalszej dyskusji.
Moze nie będę rozwijała wątków kosmologicznych...sa na ten temat dwa osobne topiki... pozwole sobie na dygresje w nieco innym kierunku.
Poniewaz nie jestem "umysłem ścisłym" dlatego prosze o blizsze informacje na temat liczb urojonych. Panesz... jeżeli moge cie prosic?
Dziekuję i pozdrawiam.
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 8:05, 22 Mar 2007    Temat postu:

Ja też przepraszam za zwłokę i już zaczynam!

Podróże w czasie są na tyle fascynujące, że wystarczy zwariowany naukowiec i... profesjonalna ekipa filmowa udająca się za nim i mamy inny świat, którym sie fascynujemy. Aż dziw, że oni, filmowcy potrafią wyśledzić takowych, nam ich pokazać, bo przemierzanie czasu mają w paluszku!

Zadziwiającym jest, że naukowcy, którzy opanowali czas, poruszają się w czasie w przyszłość i przeszłość.
W przyszłości widzą, zastają to co wynika z dotychczasowej egzystencji. Z reguły trafiają tam na deformację życia, a nie na dalszy postęp naukowy czy ewolucyjny wynikły z obaw teraźniejszości!
W przeszłości natomiast zajmują się poprawą życia i, ponieważ nie są zrozumiani w teraźniejszości, zajmują się... banalnymi sprawami, które prawie wogóle nie deformują teraźniejszości.

Taka fikcja wynika z tego, że "MY" jesteśmy zawsze najważniesi! (Vide polityka!) To pierszeństwo (NAJWAZNIEJSZOŚĆ) przypisuje sobie każda jednostka osobowa! A jeżeli to jej się niezgadza z byle powodu, to stawia na grupę, na NASZEGO guru. Jeżeli to nie do końca jest prawdą, to przynajmniej Ziemia jest w centrum! Tak było. A jeżeli już nawet w centrum nie jest ani Słońce, ani Droga Mleczna, chociaż nadal dość powszechne jest to przekonanie, to nasz BB był jeden!

Jeżeli podróze w czasie są możliwe i dostępne, to dlaczego nas nie odwiedzają turyści z przyszłości? Odpowiedź jest też prosta. Jesteśmy pierwsi i jeszcze do odkrycia transportacji nie doszło. Przed nami nie było przyszłości! Przed nami nie ma czasu. Przyszłość się cały czas tworzy!

Ale jesteśmy przekonani, a przesłanki TEORETYCZNE SĄ ( o tym w kolejnym poście), że będziemy mogli podróżować w czasie. I gdyby tak się stało, to możemy wrócić do dzisiaj i uniemożliwić np. napisanie tego postu! Moglibyśmy wrócić i uniemożliwić urodzenie się lub SIĘ zamordować! Nawet w kołysce. Lub zamordować pewnego niemca co to wojnę wywołał lub pewnego Gruzina! Więc jaka byłaby ta przyszłość w momencie wynalezienia wehikułu czasu? Czy taka z tym Gruzinem, czy taka bez niego? Jeżeli każdy mógłby zmieniać historię, ewolucję świata, to który świat byłby najważnieszy? Czy aby na pewno MY tworzymy "pierwszy" świat, jesteśmy pierwsi? Dlaczego nam podesłano Giertycha?
No bo oczywistym jest, że jeżeli odkryjemy metodę podróży w czasie i co zrobimy w przyszłości, to już winniśmy być modyfikowani!

Jedynym rozwiązaniem tego wszystkiego jest koncepcja istnienia nieskończonej ilości światów równoległych! Każda, nawet najmniejsza, zmiana czegokolwiek w historii świata powołuje nowy świat równolegle biegły!. Nawet jeżeli z głupia franca zrobimy coś nawet nie po naszej myśli, to możemy się jedynie zastanawiać: na ile wybraliśmy inny świat, a jaki byłby ten, który własnie wyeliminowaliśmy!

I podleciała mi wiadomość: Życie Warszawy: Szefowie służb na badania do psychiatry 2007-03-22 06:41 ( [link widoczny dla zalogowanych] ) Polecam jako dalszy ciąg postu: na ile oni zmieniają naszą "zaplanowaną" historię, za nas wybierają jej warianty! Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Czw 10:05, 22 Mar 2007    Temat postu:

Panesz...
Niechcący splagiatowałam na polityce Twoja informacje o testach psychologicznych... przepraszam.
A co do zmian...przyszłości i zmain przeszłości... Twoja koncepcja jest przekonujaca... wtedy jednak mielibysmy tych światów ilośc niepoliczalną...właściwie nie do ogarniecia!!! Skoro w każdym momencie podejmujemy jakies decyzje...ważne albo nie... i moglibyśmy coś zrobic inaczej, minute później, z kims innym.... o rany. Chyba w głowie mi sie kręci od samej mysli o ilości mozliwych wariantów...
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 9:10, 23 Mar 2007    Temat postu:

[Ps.] Delto! Czytałem i nie nazwałbym plagiatem powołanie się na toto samo, bo róznice są znaczące. Inne wnioski z artykułu wynikają tutaj, a inne są tam. Dla umiejącego czytać "A" jest literą "a", a dla grafomana trzema kreskami i... kojarzyć się może każdemu inaczej.[/Ps.]

Pracownicy wiedzą co mają robić, a robota jest pilna! Ale dodatkowo ich informujemy, że mamy jeszcze jakąś sprawę do załatwienia i spóźnimy się, niech zaczynają sami. Wiemy, że jesteśmy tam potrzebni, śpieszymy się, pędzimy i zajeżdzamy na miejsce robót, a tam... robota ledwo zaczęta lub nawet niezaczęta z powodu nie podjęcia przez nikogo błahej realnej decyzji, albo z powodu podjęcia takowej .... i załoga leży pokotem!
Po prostu zajeżdzamy do spodziewanego "świata", a tam... inne porządki! Inny, nawet nierealny "świat"!

Nie przychodzi mi do głowy inny rodzaj przykładu podrózy w czasie.

Ale zajmijmy się Einsteinem. A. Einstein porównując prędkość (dodawanie i odejmowanie prędkości) chodzącego po korytarzu jadącego pociągu gościa względem torowiska, a równaniami Maxwella dotyczącymi pola elektrycznomagnetycznego (rozchodzenia sie fal e-m. zawsze z jednakową prędkością bez względu na środowisko (ruch środowiska względem...)), doszedł do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie uznanie tej prędkości za constans. W ten sposób doszedł do swej teorii względności, w której ujął dotychczasowe prawa zachowania energii i masy (wzór E=mc2). W związku z tym uzależnił i przestrzeń i czas od stosunku prędkości względem prędkości światła. Dlatego mówimy o...czasoprzestrzeni.
Inaczej zaczęla się przestawiać przestrzeń. W 1919 roku, na potwierdzenie jego teorii sfotografowano niebo podczas pełnego zaćmienia słońca. I okazało się, że gwiazdy w pobliżu zasłoniętej tarczy słonecznej świecą pod innymi kątami niż... w nocy (pół roku wcześniej lub później), z dala od Słońca! Okazało się, że promienie świetlne przebiegające w pobliżu Słońca uległy zakrzywieniu! A ponieważ światło "zawsze" biegnie .. najprostszą drogą, czyli po lini prostej, Słońce zakrzywiło przestrzeń!
Jeżeli jesteśmy na równiku Ziemi dokładnie o północy w dniu zrównania dnia z nocą wiosennego, a poźniej jesiennego i poruszamy się z prędkością około 29 000 km/godz względem Słońca i dociera do nas w obu przypadkach światło tej samej gwiazdy, to mimo dodawania i odejmowania tej prędkości do prędkości światła, spektrum falowe gwiazdy jest takie same! Nie występuje tu zjawisko Doplera, które mówi, że samochód zbliząjący się do nas wydaje wyższy warkot ("zagęszcza" fale głosowe), a oddalający się - niższe.
Czas zależny od prędkości zmierzono dopiero w 1977-ym roku umieszając niezwykle czuły zegar atomowy na statku kosmicznym i porównując jego czas po powrocie z takim samym zegarem w Naval Research Laboratury w Washintonie. Zegar z kosmosu był nieco spóźniony! Czas na statku biegł wolniej. Cdn. Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 10:31, 23 Mar 2007    Temat postu:

No to czekam na ten cdn.
pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Sob 8:00, 24 Mar 2007    Temat postu:

Z powyższego postu wynika, że ani przestrzeń, ani czas nie jest jednostany, ulegają wykrzywieniom i zagięciom. Ponieważ Słońce nie jest za masywne, działa jak soczewka, ale zakrzywia przestrzeń, to o wiele potęzniejsza gwiazda, czarna dziura, galaktyka czy gromady galaktyk tym bardziej. Można też powiedzieć, że są miejsca w kosmosie, gdzie przestrzeń i czas jest tak zakręcony, zagmatwany, że mogą stanowić skrót przestrzenny. Nawet jeżeli zamkną się wokół siebie, wyodrębnią kawałek przestrzeni na przykład we własną kulę, to tą kulę można wykorzystać jako nabranie odpowiedniej szybkości nawet do nadświetlenej (o tym będzie), jako skrót. Jako jazdę "na skróty".

Możemy, teoretycznie na razie, sami zamknąć się w kulę, gdzie i przestrzeń i czas są "normalne", i, jak to robią wioślarze, wiosłować! Czyli przeganiać (rozrzedzać) przestrzeń przed nami i zagęszczać w celu pchania kuli - za nami. Dodam, że w takich dziejach świata, zanika rzeczywistość. Przeszłość i przyszłość się pomiesza!, bo mieszamy tym. Czyli podróżujemy ... w czasie.

Gdyby, też teoretycznie .... na razie!, udało się stworzyć takie tunele aerodynamiczne łączące do zamieszkania układy słoneczne, nie tracilibyćmy ani trochę czasu. Na przykład dwa układy słoneczne oddalone od siebie o 1000 lat świetlnych moglibyśmy pokonywać w czasie na przykład jednego roku, zamiast z prędkością podświetlną w 10 lat! To i tak byśmy mogli dotrzeć do drugiego układu słonecznego, gdy.. tam minie już 1000 lat. I co z tego! Wracamy tym samym tunelem i jesteśmy w tym samym wieku co tubylcy, czyli wszyscy równo starsi o te 2 lata plus pobyt w innym układzie. Czyli jest sposób przechytrzenia Einsteina!


C.d.- koncówka-n. Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Nie 6:33, 25 Mar 2007    Temat postu:

Docieranie za pomocą tuneli do nowych układów słonecznych (zdolnych do zamieszkania lub.... już zamieszkałych nie zmienia czasu relatywistycznego! Wygląda to identycznie jak Europa koloniowała pozostałe kontynenty Ziemi. Była jedynie róznica ewolucyjna lub występowały róznice kulturowe. Tak samo byłoby z układem.... opóźnionym 0 1000 lat! Jednakże mogłoby się okazać, że to ONI nas wyprzedzają o 1000 lat, więc dlaczego ONI nas nie kolonizują? Więc jeżeli istnieje możliwość "budowy" tuneli lub takowe istnieją (wystarczy odkryć), nie jesteśmy w stanie przeskoczyć ani do nowego "swiata", ani znaleźć się w innym czasie.

Oprócz czasoprzestrzeni A. Eisntein zasugerował, że istnieje piąty wymiar. Jest to relacja (zależność) pomiędzy ilością materii i energii we wszechświecie zgodnie ze wzorem E=mc2. Jednak nic nam to nie daje, chociaż do... budowy tuneli, skrótów przestrzennych, zaginania przestrzenii musielibyśmy umieć manewrować tą relacją! A nie tylko zamieniać materię na energię - vide bomba atomowa!

Natomiast w transformacji Lorentza podanej w Wikipedii: [link widoczny dla zalogowanych] występuje wspóczynnik gamma już omawiany na forum, który w istocie jest podzielnikiem przez stosunek drugiej przyprostokątnej (prędkości prostopadłej do prędkości "u") do przeciwprostokątnej (prędkości światła). Ta druga prędkość jest prostopadła do relatywistycznej prędkości! Gdzieś nas znosi! Więc nadal nierozwiązane jest zagadnienie, co ona ma wspólnego z układami relatywistycznymi, co ona robi, jak ona oddziaływuje i wpływa na rzeczywistość.

Bawiąc się tym współczynnikiem zauważamy, że jeżeli my nie mamy prędkośći (u = 0) względem światła, to występuje jedynie "znos"! Natomiast, gdy mamy prędkość świetlną (u=c), to... jesteśmy światłem, przestrzenią. Stosunek prędkości relatywistycznej do jej bocznej (wirtualnej) prędkości jest identyko jak sinus do cosinusa! Poruszamy się z tego powodu "skośnie" do czasu!
Przy prędkościach do podświetlnej, maleje czas, rośnie masa i wymiary poruszającego się obiektu. Przy prędkości światła czas ... staje, masa i wymiary rosną do nieskończoności, czyli rzeczywistość rozmywa się identyko (przykład) jak elektron na orbicie atomu! Że jedynie możemy określić jego prawdopodobieństwo występowania w punktach powłok atomowych.

Jeżeli założymy (teoretycznie), że prędkość "u" jest większa od prędkości światła, to wyrażenie podpierwiastkowe we współczynniku staje się ujemne i... współczynnik gamma staje się liczbą urojoną, więc przechodzimy do innego świata. Do świata urojonego (vide liczby urojone).
Jest to jeszcze "wyobrażalny" kierunek postępu naukowego. Bo całkiem realne są relacje i zgodne z.... transformacją Lorentza wyniki, gdybyśmy... mogli uzyskiwać prędkości "u" ujemne względem światła!
Tylko jak to osiągnąć? Może fizyka kwantowa coś tu rozjasni i znajdzie drugi świat równoległy. Pozostają więc tylko nadzieje, że znajdziemy lub zajrzymy kiedyś do tego "świata równoległego". Miejmy nadzieję. I tego byłoby tyle! Mr. Green
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gość






PostWysłany: Pią 17:30, 12 Paź 2007    Temat postu:

Pozwole sobie obmieść nieco z pajeczyn ten temat....
Chciałabym porozmawiać o dualnej koncepcji swiata wg Platona....
Jednak filozofia bliższa mi jest niz fizyka, chociaz i to i to na f.....
Wkrótce część I Mr. Green Mr. Green
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum POLITYKA 2o Strona Główna -> Twoje Miejsce Na Ziemi i we Wszechświecie Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Strona 2 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin